Szybkie fakty

Kategoria Komunikacja
Data 13 lutego 2019
Czytanie ~5 min
Komunikacja · 13 lutego 2019 · 5 min czytania

Opłaty za parkowanie – tu nie ma dobrego rozwiązania. Wystarczą trzy argumenty. Oto one

Autor: Łukasz

Patrząc z tych trzech perspektyw nie ma jednego dobrego rozwiązania. Każde obarczone jest błędem takiego czy innego rozumowania. I każda podjęta dziś decyzja wywoła konkretne skutki (gospodarcze, demograficzne, polityczne) w przyszłości, w wielu dziedzinach życia mieszkańców Krakowa – pisze o propozycjach zmian w Strefie Płatnego Parkowania nasz publicysta Kazimierz Krakowski.

Po wstępnym ogłoszeniu nowych stawek za parkowanie w Krakowie rozpoczęła się – jak zawsze w takiej spawie – pełna emocji dyskusja. Zaproponowane, nowe stawki, z jednej strony znalazły olbrzymie grono zwolenników, a z drugiej zajadłych przeciwników.

Wszyscy zaangażowani w dyskurs publiczny miasta prześcigają się w stawianiu tez za lub przeciw nowej propozycji. A stanowisko do tej sprawy zwykłych Krakusów determinuje tak naprawdę miejsce ich miejsca zamieszkania.

Pierwsza grupa mieszkańców

Z jednej strony, mieszkańcy obecnych dzielnic, gdzie trzeba płacić za parkowanie nie ukrywają, że chcą, aby godzina parkowania była jak najdroższa przy zachowaniu minimalnej opłaty za parkowanie dla nich.

Spowoduje to, że w jakieś – trudno powiedzieć dziś w jakiej, ale wydaje się, że niezbyt odległej perspektywie – będą mogli swobodnie parkować przed swoimi domami, bo wysoka cena w pierwszym okresie jej obowiązywania na pewno odstraszy potencjalnych przyjeżdżających do centrum.

I trudno im nie przyznać racji, patrząc jak okrążają popołudniami czy w weekend odległe od swoich domów kwartały ulic, szukając miejsca do pozostawienia samochodu. (Dziś nie będę pisał nic o szkodliwych dla Krakowa aktywistach – którzy zapewne w komentarzach podniosą larum, że w ogóle nie powinno się jeździć po centrum samochodem – pomijam ten wątek z premedytacją. Dziś o poważnym problemie, poważnych Krakusów).

Należy pamiętać, że mieszkańcy funkcjonalnego śródmieścia nie są w stanie wykupić sobie miejsca do parkowania przed domem tylko latami płacą za samo uprawnienie do pozostawienia samochodu na ulicy. Inaczej niż jest to na nowych osiedlach, gdzie można kupić miejsce postojowe i jest ono czyjąś własnością, podlegającą normalnemu obrotowi gospodarczemu.

Czyli mieszkańcy śródmieścia płacą, a nie mają nic zagwarantowane w zamian. A zapewne chcieliby bez problemu znaleźć miejsce postojowe szybko i blisko miejsca zamieszkania.

Ponadto widzą jak od lat na krakowskich osiedlach powstają samoczynnie „strefy czystego powietrza” – bo ta na Kazimierzu, ta oficjalna, nie jest pierwszą w Krakowie – takie strefy już dawno potworzyły spółdzielnie mieszkaniowe i wspólnoty. Do tych enklaw nie da się wjechać w ogóle nie będąc ich mieszkańcem. I znów czują się nierówno traktowani – bo każdy chce mieć spokój przed oknami. Więc domagają się ceny jak najwyższej za godzinę postoju w centrum. Moim zdaniem trochę naiwnie myśląc, że to coś w dłuższej perspektywie pomoże.

Druga grupa mieszkańców

Z drugiej strony trzeba zrozumieć mieszkańców innych dzielnic, którzy muszą się przemieszczać po Krakowie w związku z wykonywaniem normalnych czynnościami dnia codziennego, takich jak praca, nauka,, leczenie, zakupy itd. I oni nie rozumieją dlaczego muszą płacić tak horrendalne z ich punktu widzenia stawki za parkowanie w centrum (pomijam oczywiście znów niepoważne przesłanki w rodzaju, że mogą poruszać się komunikacją zbiorową lub rowerem – hołdując jak zawsze zasadzie zrównoważonego transportu miejskiego). A już w ogóle nie rozumieją tego, że trzeba będzie płacić w weekendy.

Kraków to wbrew pozorom miasto ukształtowane historycznie. I większość instytucji takich jak urzędy, uczelnie, sąd, muzea, szpitale i wiele innych, a także cała sfera usługowa i wykorzystania czasu wolnego, jest ulokowana w centrum. Wysokie opłaty za parkowanie, nie mówiąc już o ograniczeniu ruchu na pewnych fragmentach ulic, po prostu utrudniają korzystanie z tych obiektów.

A w skrajnej perspektywie uniemożliwi to prowadzenie normalnego biznesu (albo po prostu życia) w związku z tworzeniem barier komunikacyjnych dla klientów (mieszkańców) – tak jak jest to na Kazimierzu.

Trzecia grupa mieszkańców

W końcu trzeba pamiętać o trzeciej grupie mieszkańców – czyli tych, którzy mieszkać będą na nowej granicy opłaty za parkowanie. Bo to teraz na ich osiedlach nastąpi armagedon komunikacyjny i przesunie się magiczna w swojej prostocie linia pozostawionych tysięcy aut codziennie wjeżdżających do miasta. I to oni za jakiś czas, tak jak dziś mieszkańcy Podwawelskiego czy Zabłocia, będą protestować i wręcz żądać, żeby u nich też trzeba było płacić za możliwość pozostawienia samochodu I nie ma też się im co dziwić.

Bo oni też, jak każdy z nas, ma prawo do życia i decydowania o naszym mieście.

Zobacz także:

Nowy podatek w Krakowie! Tym razem na życzenie samych mieszkańców

Konkretne skutki

Patrząc na to z tych trzech perspektyw nie ma w tej sprawie jednego dobrego rozwiązania. Każde obarczone jest błędem takiego czy innego rozumowania. I każda podjęta dziś decyzja wywoła konkretne skutki (gospodarcze, demograficzne, polityczne) w przyszłości, w wielu dziedzinach życia mieszkańców Krakowa. Więc powinna zostać podjęta rozważanie, z namysłem i patrzeniem w pewnej dłuższej perspektywie.  

Ale…

…cała ta zmiana stawek, powinna wymusić pogłębioną dyskusję publiczną na ten temat. Naprawdę poważną dyskusje o całym spektrum tej sprawy, nie tylko o cenie za parkowanie. Powinna dotyczyć systemu poruszania się po mieście w kilku płaszczyznach funkcjonalnych opartych o zasadę zrównoważonego transportu miejskiego.

Może czas na radykalniejsze rozwiązania?

Może czas żeby całe miasto było objęte „jakąś” odpłatnością za parkowanie – od wysokich stawek w centrum, do niewielkich stawek w dzielnicach, które są na obrzeżach Krakowa. Może to w jakimś stopniu wpłynie na ograniczenie liczby aut wjeżdżających do Krakowa (bo dziś po prostu ze względów ekonomicznych i czasowych nie opłaca się do miasta nie przyjeżdżać autem z gmin ościennych – tak po ludzku autem jest szybciej i taniej (tak drodzy miejscy albo wiejscy, bo to zależy skąd do Krakowa przyjechaliście, aktywiści).

Może czas wprowadzić abonament dla mieszkańca Krakowa który uprawniałby go do parkowania w innych dzielnicach za bonifikatą też uzależnioną od odległości od centrum?

I może czas wprowadzić wysokie stawki za parkowanie dla osób spoza miasta, co może mieć wpływ na liczbę wjeżdżających do Krakowa samochodów?

Dajmy coś mieszkańcom.

Dziś rozpoczyna się tak naprawdę publiczna debata w tej sprawie i może warto przeprowadzić tę dyskusję szerzej niż tylko spierając się o wysokość opłat. Szukając rozwiązań systemowych, a nie doraźnych.

Kazimierz Krakowski

PS. Dziś proszący o rozsądek i debatę. A jako Pogromca Aktywistów i Król Krakowskiego Betonu wrócę w kolejnym felietonie.

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected].

Reklama