Piotr Kempf – czy urzędnik może zostać prezydentem Krakowa?

Kto może kandydować na prezydenta Krakowa. Tym felietonem Kazimierza Krakowskiego rozpoczynamy cykl, w którym będziemy analizować, kto mógłby, chciałby, miałby szanse zastąpić obecnego prezydenta miasta. Na pierwszy ogień – Piotr Kempf, dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej.

Zielona rewolucja w Krakowie

Jeszcze kilka lat temu nikomu nie przyszło do głowy, że Kraków może aspirować do tytułu zielonej stolicy Europy, a zieleń w mieście będzie jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej. Radni tworząc w 2015 roku nową jednostkę Zarząd Zieleni Miejskiej zapewne bardziej myśleli o objęciu opieką doraźną wszystkich terenów zielonych w Krakowie, mocno zaniedbanych przez ostanie dziesięciolecia niż o zielonej rewolucji. W mieście były parki, skwery, ale de facto najważniejsze z nich powstały jeszcze przed II wojną światową, ich kondycja i infrastruktura była w większości przypadków zaniedbana, zapomniana, a często mocno zdegradowana. Kraków miał w tym czasie zupełnie inny priorytet – walkę ze smogiem, więc parki, skwery, bulwary wiślane miały drugorzędne znaczenie. Ale potrzeba częściowej rewitalizacji zieleni była już powoli dostrzegalna.

Na czele nowej jednostki stanął nikomu wtenczas nie znany leśnik, absolwent Wydziału Leśnego Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie – Piotr Kempf. I pewnie cała nowożytna historia krakowskiej zieleni potoczyłaby się swoim urzędniczym spokojnym życiem, gdyby właśnie nie on, jego zapał, determinacja, upór i konsekwencja w dążeniu do celu – „Zielonej Rewolucji”. Rokrocznie budżet na tereny zielone w mieście się zwiększał, krakowska zieleń rozkwitła, rozpoczęła się rewitalizacja zabytkowych parków, powstawały parki kieszonkowe, zaczęto zalesiać miasto – zmieniło się zupełnie postrzeganie zieleni. Piotr Kempf był przez te lata prawie wszędzie na debatach z mieszkańcami, na spotkaniach z radami dzielnic, rozmawiał z aktywistami miejskim (paradoksalnie – choć jest urzędnikiem, też można śmiało powiedzieć o nim, że jest też miejskim aktywistą), wywoływał tematy, zapalał pomysłami.

I to zaprocentowało. Już 2017 roku były marszałek z PO Janusz Sepioł uważał, że Piotr Kempf może być kandydatem na prezydenta Krakowa. Wówczas w PO zawrzało, a dyrektor ZZM dementował, zaprzeczał, nie chciał. Pracował, tworzył zieleń a jednocześnie był coraz bardziej rozpoznawalny. I tworząc zieleń – stworzył siebie.

(Parki zabytkowe, parki kieszonkowe – ogrody krakowian, lasy, użytki ekologiczne, łąki, rezerwaty – nie wymieniam ich tu z racji tego, że jest to felieton polityczny, a ich liczba jest tak duża że zupełnie zmieniłaby obraz tekstu z analizy politycznej na analizę zieleni, a w tej nie jestem ekspertem – lepiej napisać do pana Piotra Kempfa na fb – a jak sprawdziłem odpisuje na komentarze lub po prostu zobaczyć na wiki lub stronę internetową ZZM albo najprościej wyjść z domu na pole rozejrzeć się a jeden z nich jest w pobliżu).

Zielony Papież kontra betonoza

Dziś Piotr Kempf to na pewno postać nietuzinkowa w Krakowie. Aktywista, polityka, urzędnik. Z jednej strony bardzo popularny i rozpoznawalny przez mieszkańców z drugiej bezpardonowo atakowany przez konkurentów. Każda jego inicjatywa, uchwała dotycząca zieleni, koncepcja parku lub nawet przyznana dla miasta nagroda jest mocno oprotestowywana, krytykowana, a czasem bezsensownie atakowana. Nie ma się oczywiście czemu dziwić, bo polityka na każdym szczeblu w tym i samorządowym jest brutalną, bezwzględną wojną ukierunkowaną na „polityczne zniszczenie” przeciwnika. A Kempf dla swoich adwersarzy to ciężki orzech do zgryzienia który przez lata stwardniał. Teraz umiejętnie odpowiada na ataki, przewiduje i zawsze swoim konkurentom ucieka do przodu. Jest niezwykle popularny wśród mieszkańców i miejskich aktywistów a realizowane przez niego projekty są przyjmowane przez nich z entuzjazmem.

Przeciw jego zielonej rewolucji stworzono w przestrzeni debaty publicznej pojęcie „betonozy” chcąc pokazać Kraków w krzywym zwierciadle, a sukcesy Kempfa PRowsko przykryć. To się częściowo udało, bo miejscy urzędnicy odpowiedzialni za PR nie potrafią przebić tej szklanej kuli bzdury betonowego szaleństwa. I tym razem na kolejnej wojennej ścieżce, tym razem z betonozą, Kempf został sam. I o dziwo udaje mu się samotnie walczyć, ciekawymi pomysłami na zieleń z nieuniknioną w mieście presją zabudowy.

Zielony prezydent Krakowa

Do wyborów jeszcze bardzo dużo czasu, ale te dwa lata w polityce to dosłownie kilka minut. Ten kto już dziś nie prowadzi prekampanii wizerunkowej, nie ma co myśleć o zwycięstwie – proszę zobaczyć, kiedy na scenę polityczną w kraju wrócił Donald Tusk. Ale dwa lata w życiu codziennym to prawie wieczność – pytanie czy Piotr Kempf te dwa lata umiejętnie wykorzysta.

Wszystko wskazuje na to, że będzie to czas oddawania kilku dużych nowoczesnych, przystosowanych do korzystania dla dużej liczby mieszkańców „zielonych inwestycji”, ale też zapowiadane są inne mniejsze, punktowe, które na pewno przysporzą mu dodatkowej popularności. W związku z powyższym będzie mógł liczyć na dużą cześć elektoratu tzw. „nowych mieszczan” – uważających się za nowoczesnych, świadomych swoich potrzeb proekologicznych, nieinteresujących się polityką trzydziesto- i czterdziestolatków. A to spora grupa napływowych ludzi mieszkających na nowo wybudowanych osiedlach – jedna z decydujących o ewentualnym przeważeniu szali na korzyść konkretnego kandydata. To też grupa społeczna ludzi odpornych na sztucznie wykreowane pojęcie betonozy, bo sama mieszka w bloku, który ktoś wcześniej oprotestował i sama protestowała przed budową kolejnego i na tyle inteligentna, że zdaje sobie sprawę, że inwestycje będą powstawały, więc bardziej zainteresowana komfortem życia – bliski dostęp do pracy, transportu, terenów zielonych i ścieżek rowerowych niż jałowym facebookowym konfliktem.

Piotr Kempf może też liczyć na dużą część głosów miejskich aktywistów wśród których jest popularny, ceniony i po prostu lubiany, bo identyfikują się oni z jego pasjami i celami. A wzorzec osobowościowy dla tej grupy głosujących jest bardzo ważny i determinuje zachowania wyborcze.

Zapewne będzie miał wsparcie dużej części urzędników (to też jest jednak duża grupa wyborców), bo raczej nie będzie robił w urzędach rewolucji, co jest nieuniknione w przypadku wygranej zewnętrznego kandydata, który (to działania widać w polityce ogólnopolskiej PiSu) najpierw zmieni kadrę zarządzająca w urzędzie i spółkach miejskich, a później ta kadra dokona zmian niżej.

Pytanie – czy to wszystko wystarczy, by zwyciężyć w wyborach na prezydenta Krakowa? Na poważne wzięcie pod uwagę już jak widać wystarczyło. Czy dzisiejsza fascynacja zielenią wytrzyma jeszcze na ostatniej prostej czy jednak oficjalna kampania wyborcza będzie miała już inny motyw przewodni? Jaki? Mamy na to jeszcze chwilę czasu. Będziemy to analizować.

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Najnowsze

Co w Krakowie