Szybkie fakty

Kategoria Nie(polityczny) Kraków
Data 21 czerwca 2026
Czytanie ~3 min
Tematy kraków, niepolityczny kraków, polityka
Nie(polityczny) Kraków · 21 czerwca 2026 · 3 min czytania

PiS sam sobie szkodzi. Nie(polityczny) Kraków

Autor: Jakub Olech Aktualizacja: 21.06.2026 Lokalizacja: Kraków

W zasadzie wszystkie duże partie w demokratycznych systemach politycznych rosną zadaniowo i organizacyjnie tak, że trudno nimi racjonalnie sterować. To samo dotyczy Prawa i Sprawiedliwości i jej przygotowań do przedterminowych wyborów prezydenckich w Krakowie.

PiS dawno nie było tak blisko prezydentury Krakowa jak dziś.  Najpierw pomogło, trochę, inicjatorom referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego, potem pomogło, również trochę, w kampanii. Natomiast po referendum odtrąbiło wielki sukces w Krakowie i zapowiedź podobnego rychłego sukcesu w całej Polsce. Oczywiście, sukcesem w tej opowieści ma być porażka Koalicji Obywatelskiej i zwycięstwo PiS. 

Po majowym referendum o tym, że Koalicji w Krakowie wiedzie się źle nie trzeba przekonywać nikogo, może z wyjątkiem jej najważniejszych polityków pod Wawelem. Jednak opróżnić tron to jedno, trzeba jeszcze umieć go po swojemu zapełnić. O ile w pierwszym zadaniu Prawu i Sprawiedliwości poszło nieźle, o tyle w drugim idzie mu tak sobie.

Owo „tak sobie ” wynika w głównej mierze że styku polityki krajowej i lokalnej, która im obu w najlepszym wypadku nie daje obopólnych korzyści, a bywa i tak, że zwyczajnie szkodzi. Jako pierwsza problem wyborów w Krakowie zaczęła rozgrywać ogólnopolska wierchuszka PiS. Już w poniedziałkowy poranek, dzień po referendum, na krakowskim Rynku Przemysław Czarnek grzmiał o słusznym końcu KO i wielkiej szansie na lepsze jutro dla Krakowa. Niedługo później zaproponował Konfederacji i Koronie Brauna, by wystawić wspólnego kandydata. Ruch może i dobry, ale wtedy gdy ma się własnego „pewniaka”. Tymczasem, nie dość, że PiS pewniaka nie miało, to jeszcze de facto zaproponowało, żeby obie Konfederacje zrezygnowały że swoich kandydatów, których już oficjalnie ogłosiły, a następnie kupiły kota w worku, którego nie tylko nie znali konfederaci, ale nie znał nawet sam PiS. Bo choć Prawo i Sprawiedliwość, jak każda partia, o prezydenturach wszystkich największych polskich miast marzy, to jednak nie ma sprytnego pomysłu jak je zdobyć. Wynika to przede wszystkim z niechęci wielkomiejskiego elektoratu do tego ugrupowania, to zaś pociąga za sobą niechęć wielu jego rozpoznawalnych polityków, by startować w wyborach. Wychodzą oni bowiem z założenia, że ich pozycja liderów list parlamentarnych, z których mandat zdobywają bez trudu, uległaby osłabieniu, gdyby w wyborach prezydenta Krakowa dostali dużo głosów, ale je przegrali, albo, nie daj Boże, dostali tych głosów niewiele.

Skoro więc rozpoznawalni, ogólnopolscy politycy nie palą się do wyborczego startu należy sięgnąć po lokalsów. I tak kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Krakowa został Michał Drewnicki. Człowiek młody, a mimo to znający miejski samorząd, bo już kolejną kadencję będący jego radnym. Człowiek w Krakowie rozpoznawalny, o czym świadczą jego wyniki wyborcze i do Rady Miasta i do Sejmu, gdzie w ostatnich wyborach miał jednak pecha, bo zdobył pierwsze miejsce niepremiowane mandatem. Wreszcie, chyba żaden działacz krakowskiego PiS nie zaangażował się w ostatnią kampanię referendalną tak jak Drewnicki. Choć po jej sukcesie nie był pierwszym, który przedstawił się jako ojciec tego sukcesu. 

Kandydatura PiS ma więc pewne cechy, które dla części elektoratu mogą wydawać się atutami. Z tym, że chyba nie dla części samego PiS. Świadczy o tym zarówno sposób ogłoszenia kandydatury, jak i medialne i oczywiście nieoficjalne, wypowiedzi polityków PiS na temat ich własnej kandydatury. Fakt, iż kandydatura Drewnickiego została ogłoszona trochę mimochodem na chodniku przed siedzibą Prawa i Sprawiedliwości przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie podczas briefingu po posiedzeniu Prezydium Komitetu Politycznego partii z pewnością kandydatury nie wzmocnił. Potem odbyła się co prawda krakowska prezentacja w Alei Róż, ale pierwszy efekt ma to do siebie, że, nolens volens, odbywa się raz. Natomiast cytaty anonimowych polityków PiS, że ich kandydat ma małe szanse w wyborach, zalały na początku czerwca tak liczne media, że dotarły i do zwolenników kandydatury Drewnickiego i do jej przeciwników i do niezdecydowanych też. Trudno by efekt takich działań miał się kandydatowi przysłużyć. Chyba, że byłaby to przekora wyborców.

Tymczasem dla PiS w Krakowie już samo wejście jego kandydata do drugiej tury wyborów jest sukcesem i szansą. Historia pokazała, że nie jest ona mała. Na sześć powszechnych głosowań nad wyborem prezydenta Krakowa, kandydat PiS wziął udział w trzech, potencjał więc jest. Chyba, że się go zgasi. Jako się rzekło na początku tego tekstu, PiS ma dużą szansę na rządzenie lub współrządzenie Krakowem i jednocześnie w dużej mierze sam się jej pozbawia. To paradoks, ale przecież nie jedyny w polityce. Za sprawą tego paradoksu Michał Drewnicki pewnie w tym roku prezydentem Krakowa nie zostanie, ale posłem na Sejm w przyszłym roku już tak. Tylko czy wtedy ewentualne starania o prezydenturę Krakowa wciąż będą dla niego atrakcyjne?

 

Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

Reklama