PiS wyciąga z zamrażarki projekt Kai Godek! Czy zakażą aborcji eugenicznej?!

To nie żarty! W czasie, gdy Polacy siedzą w domu, obawiając się koronawirusa, PiS wyciąga z zamrażalki obywatelski projekt ustawy dotyczący zakazania aborcji eugenicznej. Poprzednie pomysły kończyły klapą, bo na ulicach protestowały miliony kobiet. Czy partia rządząca chce przepchnąć teraz projekt, bo nikt nie będzie zgłaszał sprzeciwu?

Projekt obywatelskiej ustawy Kai Godek zakłada zakazanie aborcji eugenicznej. Zabieg wykonuje się, gdy płód jest uszkodzony i chory. Aborcje dokonuje się w momencie, gdy stwierdzono zespół Downa, zespół Edwardsa, zespół Patau czy zespół Warkany’ego. W przypadku trzech ostatnich chorób większość ciąż kończy się poronieniem i obumarciem płodu lub śmiercią dziecka przed pierwszym rokiem życia. 

Projekty przepełnione nienawiścią

– Dostęp do aborcji w Polsce jest obecnie niezwykle utrudniony – nawet w przypadku osób, które mają prawo do legalnego przerwania ciąży, regularnie zastraszane szpitale odmawiają im wykonania zabiegu. Każdego dnia słyszymy o tragediach wynikających z restrykcyjnego prawa fałszywie nazywanego ,,kompromisem” – a tymczasem wciąż pojawiają się projekty takie jak ten – przepełnione nienawiścią i chęcią zniszczenia czyjegoś życia – mówi Wiktoria Aleksandra Barańska, radna krajowa Lewicy Razem i członkini zarządu Stowarzyszenia Spójnik. 

Ponadto aborcję eugeniczną wykonuje się w przypadku acefalii i mikrocefalii, prowadzących do nieodwracalnych uszkodzeń płodu. Choroby powodują stan, w którym nie wykształca się głowa oraz mózg. 

Czy PiS chce wykorzystać brak możliwości sprzeciwu?

– Ten projekt musiał się pojawić teraz – w Sejmie jest zasada, że jeśli projekt przeleży do końca kadencji, to w kolejnej trzeba się nim zająć do pół roku od wyborów. Tak właśnie było w tym wypadku, a termin mija 12 maja, więc kwietniowe posiedzenie może być ostatnią możliwością zajęcia się nim – informuje radna krajowa Lewicy Razem.

– Nie zmienia to faktu, że musimy trzymać rękę na pulsie, obserwować sytuację i dopilnować – pomimo ograniczeń w formach demonstrowania, wynikających z epidemii – żeby skandaliczny projekt znalazł się tam, gdzie jego miejsce: na śmietniku. Mam nadzieję, że to już ostatni raz, kiedy Sejm musi się zajmować takimi pomysłami, a już w najbliższym czasie będziemy mogli rozmawiać o tym, co powinno być zrobione dawno temu – o liberalizacji ustawy – dodaje Barańska. 

js 

Najnowsze

Co w Krakowie