Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 24 maja 2026
Czytanie ~7 min
Tematy ekologia, jak rozpoznać miód, Jakub Hejnar
Miasto · 24 maja 2026 · 7 min czytania

Jedna cecha zdradza jakość miodu. Jak wygląda codzienna praca pszczelarza w Krakowie? (nasza rozmowa)

Autor: Patryk Trzaska Aktualizacja: 24.05.2026 Lokalizacja: Kraków

Prowadzenie pasieki to profesja w dużej mierze uzależniona od warunków naturalnych, gdzie jeden chłodny miesiąc może zaprzepaścić całoroczną pracę. Współczesne pszczelarstwo to jednak nie tylko walka z pogodą, ale też zarządzanie pasiekami w wymagającym środowisku miejskim oraz zmaganie się z rynkiem pełnym podrabianych produktów. O realiach tej pracy, sekretach życia pszczół oraz o tym, jak konsumenci mogą zweryfikować jakość kupowanego miodu, rozmawiamy z Jakubem Hejnarem, doświadczonym pszczelarzem prowadzącym pasiekę w Krakowie i Małopolsce.

Choć pszczelarstwo kojarzy się głównie z sielskim, wiejskim krajobrazem, ule coraz częściej wpisują się w ekosystem wielkich aglomeracji. Specyficzny mikroklimat miast sprawia, że wegetacja roślin rusza tam nawet dwa tygodnie wcześniej niż na terenach wiejskich, co dla pszczół oznacza szybszy start, ale dla pszczelarzy – dodatkowe wyzwania logistyczne i konieczność szczególnego dbania o relacje sąsiedzkie.

W tym roku maj przyniósł upragnioną stabilizację pogody, dając nadzieję na przyzwoite zbiory. W branży równe emocje co pogoda budzi jednak dyskusja o jakości produktu. Rynek zalewany jest miodami niewiadomego pochodzenia, a konsumenci coraz częściej szukają sprawdzonych, lokalnych źródeł.

O tym, jak wygląda codzienna praca przy ulach w stolicy Małopolski oraz dlaczego dobrostan owadów powinien być ważniejszy od portfela właściciela pasieki rozmawiamy z Jakubem Hejnarem, który w Krakowie prowadzi pasiekę „Mniam Pasieka”. Ta posiada sporą historię ponieważ została założona przez pradziadka pana Jakuba, a następnie prowadzona przez jego dziadka pod Myślenicami. Po przeniesieniu się do Krakowa kontakt z pszczelarstwem się urwał do momentu, kiedy pan Jakub nie reaktywował działalności pasieki. Obecnie znajduje się ona w 5 lokalizacjach w Małopolsce (w tym w Krakowie) i specjalizuje się w produkcji produktów pszczelich: miodu i  pyłku kwiatowego, odkładów oraz w mniejszej ilości matek pszczelich.

Patryk Trzaska: Mamy końcówkę maja. Dla wielu pszczelarzy, to jeden z kluczowych momentów dla rozwoju pszczelich rodzin. Gdyby mógł mi Pan mógł powiedzieć, jakie są obecnie priorytety w państwa pasiece? Na czym polega codzienna praca w tej części sezonu? 

Jakub Hejnar: W tym momencie najważniejsze jest utrzymywanie rodzin w kondycji produkcyjnej, czyli zapobieganie nastrojowi rojowemu. To jest główny czynnik. Staramy się utrzymać rodziny w jednym kawałku, żeby aktualnie zbierały miód. Jest też jednak dużo pobocznych rzeczy do zrobienia. Rusza pełną parą produkcja matek, bo pogoda się stabilizuje. Robimy odkłady, czyli kolejne małe rodzinki, które będą nosiły miód w kolejnym sezonie, więc dbamy też o przyszłość. Oczywiście pojawiają się również pierwsze miodobrania oraz pierwsze zbiory pyłku. Jeżeli jednak miałbym wyróżnić jedną, najważniejszą rzecz, to jest to utrzymanie pszczół w ulu, czyli po prostu zapobieganie nastrojom rojowym.

Patryk Trzaska: Pszczelarstwo głównie kojarzy się z małymi miejscowościami, bardziej z wsiami niż z dużymi miastami. Jakie są różnice między prowadzeniem pasieki w dużym mieście a w małej miejscowości? Jakie wyzwania stawia przed państwem takie miasto jak Kraków?

Jakub Hejnar: Zdecydowanie Kraków jest dużo cieplejszy, przez co rozwój rodzin pszczelich jest przyspieszony. Zasadniczo możemy stwierdzić, że jest około 10 do 14 dni różnicy w rozwoju w porównaniu z wsiami czy mniejszymi miejscowościami. W dużych miastach pszczoły szybciej się rozwijają i natura też szybciej startuje. Dobrze to widać teraz po akacjach. W centrum Krakowa kwitną najpiękniej, bo było cieplej, natomiast poza granicami miasta akacje w tym roku przemarzły i tamte zbiory mogą być bardzo słabe.

Jeśli chodzi o najważniejsze problemy związane z pszczelarstwem w mieście, to trzeba brać pod uwagę sąsiadów. Trzeba zadbać o to, żeby pszczoły się nie roiły, żeby były łagodne i nie sprawiały problemów. Kluczem jest utrzymywanie rodzin w ryzach oraz prowadzenie linii pszczół, które są zainteresowane zbiorami miodu, a niekoniecznie obrona ula. To są najważniejsze czynniki.

Patryk Trzaska: Jak pan ocenia obecny sezon? Czy najbliższe miesiące będą dobre dla pszczół? Jakie jest pana doświadczenie i przewidywania na najbliższe miesiące?

Jakub Hejnar: Zima była taka, jaka powinna być – po prostu zimna, taka stara, dobra zima. Jedyne, co było problematyczne, to przymrozki na początku maja. Mocno poraziły one bardzo wrażliwe drzewa, co zaniepokoiło pszczelarzy. Zasadniczo jednak sezon jest póki co dużo lepszy niż poprzedni, który był dramatyczny. W maju pojawiły się dni lotne – powiedzmy, że od 15 maja pogoda jest w miarę dobra. Pod kątem miodu wielokwiatowego czy rzepakowego zbiory będą może nie doskonałe, ale na pewno przyzwoite. Słabe zbiory będą natomiast w przypadku miodu akacjowego, bo większość drzew poza Krakowem została porażona przez mróz. Z mojej perspektywy sezon będzie przyzwoity. Nie mogę powiedzieć, że bardzo dobry, bo nie wiadomo, co jeszcze zrobi pogoda, ale będzie przyzwoity.

Patryk Trzaska: Patrząc na poprzednie lata – czym charakteryzują się poszczególne sezony? Co musi się zadziać, żeby sezon był bardzo dobry, przyzwoity, a co decyduje o tym, że jest źle (jak w zeszłym roku)? Jak różni się praca pszczelarza w każdym z tych wariantów?

Jakub Hejnar: Możemy porównać ten sezon i poprzedni. W tamtym roku dni lotnych i dobrej pogody w maju praktycznie nie było. Pszczoły nie miały dostępu do naturalnego nektaru, który działa stymulująco na ich rozwój. Jeżeli nie mają nektaru i dopływu pyłku, to się nie rozwijają i nie osiągają dojrzałości biologicznej. W efekcie nie są zdolne do noszenia kolejnych miodów, bo nie ma ich w ulu w odpowiedniej ilości.

W tym sezonie natomiast mieliśmy kilka naprawdę dobrych dni w kwietniu. Pszczoły zgromadziły zapasy pyłku i to dało im napęd do rozwoju. Teraz, od połowy maja, pogoda jest w miarę dobra, więc na bieżąco gromadzą zapasy z klonów, mniszka lekarskiego czy wierzby, która miejscami jeszcze kwitnie. Noce były co prawda zimne, ale nie najgorsze, więc coś udało się zebrać. W zeszłym roku nie było takiej możliwości.

Jak się różni praca pszczelarza? Trzeba sobie jasno powiedzieć: jeżeli pszczoły nie mają naturalnego pożytku, to trzeba im pomóc. Albo podajemy im pokarm będący miodem z zeszłego sezonu (starając się zachować szanse na zbiory późniejszych miodów), albo musimy to zrobić poprzez cukier. I tu pojawia się problem dotyczacy zarowno zawodowcow jak i hobbystow. Jeżeli podamy cukier, dbamy o kondycję i gwarantujemy pszczolom niezbedne weglowodany,  ale musimy zrezygnować ze zbiorów miodu w całym sezonie. Ludzie zasadniczo tego nie chcą, a powinni chcieć. Naszym kluczowym argumentem w całej dyskusji powinien być dobrostan pszczół, a nie jakość naszego portfela czy wypchane magazyny.

W zeszłym sezonie był z tym problem, przez co pojawiło się mnóstwo chorób. Ludzie czekali na miód. W efekcie, od Krakowa na południe, niektórzy nie zebrali ani słoika miodu, bo nie zdecydowali się na karmienie pszczół, licząc, że coś jednak zbiorą. Pszczoły były tak zmęczone i osłabione, że nie zbudowały odpowiedniej siły, by ten miód zbierać.  To także odbiło się na gorszej zimowli pszczół niż w poprzednich latach. Zeszły rok był tragiczny. Różnice w zachowaniu pszczelarzy powinny być znaczne – niestety, jako pszczelarze, gdy jest zła pogoda, często siedzimy w domu, a powinniśmy wtedy myslec i działać pod katem poprawy rozwój pszczół podczas niekorzystnych warunków pogodowych

Patryk Trzaska: Od kilku lat trwa duża dyskusja na temat tego, który miód jest „prawdziwy”.  Jak można rozpoznać dobry miód jeszcze przed zakupem, niezależnie od tego, czy kupujemy go w sklepie, czy na małym bazaru w centrum miasta lub poza nim?

Jakub Hejnar: Zasadniczo można powiedzieć, że miód, który skrystalizował lub krystalizuje jednorodnie, daje silne przesłanki ku temu, że jest prawdziwy. Dlaczego mówię, że „daje przesłanki”? Ponieważ przy aktualnej technologii, jaką dysponują duże rozlewnie czy kraje egzotyczne, niestety da się to oszukać.

Żeby w stu procentach przekonać się, czy miód jest prawdziwy, musimy wysłać go na badania laboratoryjne. Tego oczekiwałbym od siebie jako producenta i od innych pszczelarzy – żebyśmy mieli ze sobą na stoiskach badania z laboratorium określające zawartość pyłku pszczelego w miodzie  i jakość miodu. Tylko to daje stuprocentową gwarancję. Jedynym wskaźnikiem wizualnym dla konsumenta jest krystalizacja. Jeżeli miód krystalizuje jednorodnie i w słoiku nie ma płynnych „luk” czy „jaj”, to wszystko jest w porządku. Jeśli takie rozwarstwienia się pojawiają, to niestety sygnał ostrzegawczy. Jeżeli niektóre miody są płynne przez cały rok, to najprawdopodobniej były podgrzewane, są sztuczne albo zostały wymieszane.

Patryk Trzaska: Jako osoba działająca w Krakowie na pewno wie Pan, jakich miodów możemy się spodziewać od lokalnych producentów. Gdy podchodzimy do stoiska i widzimy wszystkie możliwe rodzaje miodów, to które z nich faktycznie powstały lokalnie w Krakowie lub okolicach, a nie przyjechały z drugiego końca Polski?

W Małopolsce możemy się spodziewać miodów, które raczej nie pochodzą z upraw rolniczych, ponieważ nie mamy zbyt wielu pól uprawnych (poza północną częścią województwa). Najczęściej spotyka się u nas: miód wielokwiatowy, miód lipowy, miód spadziowy lub nektarowo-spadziowy (leśny) oraz w ostatnich latach coraz częściej miód nawłociowy. To są najbardziej lokalne miody, które rzeczywiście pozyskujemy w mniejszej lub większej ilości.

Natomiast miody takie jak np. gryczany ze względu na rozdrobnienie rolnictwa w Małopolsce raczej nie są u nas miejscowe, bo nie są to popularne rośliny uprawne w tym regionie. Do miodów lokalnych dodałbym jeszcze rzepakowy, ponieważ na północ od Miechowa rzepaku uprawia się sporo. Jadąc tamtędy, widać całe pola, więc miód rzepakowy również możemy kupić jako produkt lokalny.

Patryk Trzaska: Na koniec zapytam: ile czasu dziennie wymaga praca pszczelarza? Ile trzeba poświęcić, żeby można było nazwać się profesjonalistą, a ile czasu poświęcają hobbyści?

To zależy od skali i to jest bardzo dobry temat. Jeśli jest to pasieka hobbystyczna, gdzie mamy do dyspozycji parę rodzin pszczelich, to w pełnym sezonie (czyli w kluczowych miesiącach: kwiecień, maj, czerwiec) wymaga to paru godzin maksymalnie dwa razy w tygodniu. Natomiast jeśli jest to już 20, 30, 40 czy 50 uli, to praca zajmuje całe dnie w tygodniu – powiedzmy 3 dni w tygodniu po 6-8 godzin. Powyżej 50 rodzin pszczelich, biorąc pod uwagę różne aspekty pszczelarstwa i działy produkcji (takie jak hodowla matek, produkcja miodu itd.), może to być już zajęcie na cały etat. Wszystko zależy od skali działania.

Reklama