Prof. Jarosław Flis: Te wybory prezydenckie to wielobój bardzo nowoczesny

wikipedia

Dlaczego Andrzej Duda nie może być pewnym wygranej? Czy Prawo i Sprawiedliwość będzie dalej mieszać w kodeksie wyborczym? Który z kandydatów opozycji ma największe szanse na pokonanie kandydata PiS w drugiej turze? Na te i inne pytania odpowiada w rozmowie z KRKnews.pl prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, publicysta i komentator polityczny.

Choć wybory prezydenckie miały się odbyć 10 maja, ciągle są przed nami. Czekamy na ostateczne zatwierdzenie ustawy regulującej zasady głosowania i nowy termin, który wyznaczy marszałek Sejmu Elżbieta Witek. O tym, co może się wydarzyć w czekających nas wyborach, rozmawiamy z prof. Jarosławem Flisem z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Jak Pan ocenia kampanię, której formalnie jeszcze nie ma?
– Jesteśmy w przerwie kampanii. A do przerwy jest 0:1.

– Dla kogo?
– Nie dla PiS. To przecież partia rządząca forsowała przeprowadzenie wyborów 10 maja i batalię o to przegrała.

– Co czeka nas w drugiej połowie?
– Czeka nas nie tylko druga połowa. Powiedzmy więc, że jesteśmy po pierwszym secie, a czeka nas jeszcze drugi i trzeci.

– Drugi set to pierwsza tura…
– To będą w praktyce prawybory po stronie opozycji.

– Andrzej Duda ma pewny udział w owym trzecie secie?
– Raczej tak. Musiałaby się wydarzyć jakaś katastrofa, by odpadł z wyborów na tym etapie. Ale w ostatnim czasie widać wyraźnie, że tendencje się odwracają. Zamieszanie wokół majowego terminu wyborów, sprawa kontrowersyjnego zakupu maseczek i ministra zdrowia, a jeszcze do tego afera związana z piosenką Kazika na liście przebojów „Trójki” nie służą PiS i kandydatowi tej partii. A konkurenci już ostrzą łyżwy…

Prof.Jarosław Flis (pl.wikipedia.org)

– Zaraz! Była piłka, tenis, teraz łyżwy. Nie za dużo tego?
– Tegoroczne wybory prezydenckie to wielobój i do tego bardzo nowoczesny, bo rozgrywany w kilku dyscyplinach. Mieliśmy już walkę o termin wyborów 10 maja, ciągle trwa walka o zasady, na jakich zostaną przeprowadzone wybory. Potem będziemy mieć rywalizację między kandydatami opozycji o wejście do drugiej tury. A na końcu walkę kandydata PiS i opozycji.

– Wróćmy do drugiego seta…
– Prawybory po stronie opozycji rozegrają się między trzema kandydatami – Rafałem Trzaskowskim, Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i Szymonem Hołownią. To nie tylko walka samych kandydatów, bardziej ich zaplecza o przetrwanie na scenie politycznej.

– Który z kandydatów opozycji ma największe szanse na pokonanie w trzecim secie Andrzeja Dudy?
– A skąd to możemy wiedzieć? Bo tak podpowiada nam intuicja? Często przecież bywa zawodna. Z doświadczenia? Ostatnie wybory do Senatu pokazały, że kandydaci PSL w starciu z rywalami z PiS uzyskiwali nieco lepszy wynik niż kandydaci PO czy SLD. Różnica to może 1 procent głosów, która może, ale nie musi okazać się rozstrzygająca o wyborze prezydenta

– A może – jak już porównujemy wybory prezydenckie do rywalizacji sportowej – wszystko rozegra się przy zielonym stoliku? Jeśli wygra kandydat opozycji, PiS doprowadzi do unieważnienia wyborów przez Sąd Najwyższy albo Trybunał Konstytucyjny.
– Nie sądzę. Doświadczenie pokazuje, że to się nie opłaci. W Turcji, gdzie Erdogan rządzi bardzo twardą ręką, unieważniono wybory w Stambule, po czym w powtórzonych Erdogan przegrał ponownie, z kretesem. Na kombinowaniu przy wyborach PiS już straciło, więc nie spodziewam się nawet tego, że teraz marszałek Sejmu widząc rosnące notowania Rafała Trzaskowskiego wyznaczy jakieś ekspresowe terminy rejestracji komitetów i nowych kandydatów.

– Może to nie potrzebne. Andrzej Duda nadal jest faworytem…
– Mam wrażenie, że PiS jest obecnie w takiej samej sytuacji jak Bronisław Komorowski na dwa miesiące przed poprzednimi wyborami prezydenckimi. Już przed epidemią twierdziłem, że Andrzej Duda nie będzie miał łatwo, choć politycy PiS, tak jak pięć lat temu sztabowcy PO, twierdzili, że wystarczy niewielki wysiłek i wybory rozstrzygną się w pierwszej turze. Dziś mówią, że wygra w drugiej turze. A nastroje społeczne są jak wahadło – idą w górę do pewnego momentu, potem przez chwilę trzymają się na szycie i wydaje się, że tak już zostanie. Ale w końcu wahadło zaczyna wychylać się w drugą stronę. I jak się nie uda wyhamować rozpędu tego wahadła, to nie ma już odwrotu. A PiS naprawdę zrobiło w ostatnim czasie wiele, by zniechęcić do siebie wyborów. Taki szczyt popularności ta partia miała podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego, od tego czasu widać spadek, a takie wpadki jak dziwne zakupy maseczek czy cenzurowanie listy przebojów „Trójki” nie pomagają PiS i jej kandydatowi.

– Takie wpadki mogą decydować o ostatecznym wyniku wyborów prezydenckich?
– Wyników nie da się przewidzieć, zawsze może pojawić się jakaś niespodzianka. Doświadczenie dowodzi, że nawet wygrane wybory można przegrać. Przecież w 1995 roku Lech Wałęsa miał wygraną w kieszeni i jedno sformułowanie o podaniu nogi zamiast ręki zmieniło sytuację. A w Krakowie w 2002 roku wszystko wskazywało na to, że Józef Lassota zostanie prezydentem, a po konferencji Jana Rokity, Zbigniewa Ziobry i Kazimierza Kapery, na której oznajmili, że nie popierają nikogo w drugiej turze, wygrał Jacek Majchrowski, który rządzi do dzisiaj.

Rozmawiał Grzegorz Skowron

Zobacz także