Przewodniczący RMK Dominik Jaśkowiec: Jestem zwolennikiem demokracji bezpośredniej

Czy w Radzie Miasta nie ma podziału na koalicję i opozycję? Decyzja o referendum to sukces czy tylko szansa na sukces? Jak zostaną zreformowane krakowskie dzielnice? Kiedy doczekamy się ustawy metropolitalnej dla Krakowa? Na te i inne pytania w rozmowie z KRKnews odpowiada Dominik Jaśkowiec, przewodniczący Rady Miasta Krakowa.

– To był trudny rok dla Rady Miasta?
– Na pewno tak z racji pandemii i związanych z nią ograniczeń, z powodu dwóch fal covid-19, które przetoczyły się przez nasze miasto, także przez samą radę. Wielu radnych było chorych na koronawirusa, niektórzy byli nawet w szpitalu. W tych trudnych warunkach trzeba było inaczej zorganizować naszą pracę. Porównując ostatnie 12 miesięcy z poprzednimi latami można śmiało rzec, że to był rzeczywiście trudny okres.

– Pytam o to także w innym kontekście. Przypatrując się tegorocznym głosowaniom można odnieść wrażenie, że nie ma już ostrych podziałów na koalicję i opozycję. Zdarza się, że radni Przyjaznego Krakowa głosują z PiS. Było też tak, że Koalicja Obywatelska głosowała razem z radnymi Krakowa dla Mieszkańców. A są sytuacje, że nawet w ramach jednego klubu nie ma zgody… Nie ma już podziału na koalicję rządzącą i opozycję?
– Zawsze w takich sytuacjach dementuję informację, że Koalicja Obywatelska tworzy z Przyjaznym Krakowem koalicję rządzącą. Współpracujemy, ale nie ma formalnej koalicji w Radzie Miasta.

– Przecież startowaliście razem w wyborach z jednej, wspólnej listy…
– To prawda, poczuwamy się do współpracy i współdziałania w wielu sprawach z prezydentem Jackiem Majchrowskim. Z Przyjaznym Krakowem, tzw. klubem prezydenckim, już mniej. Trudno o taką współpracę, zwłaszcza kiedy został on upolityczniony poprzez przystąpienie przewodniczącego tego klubu do Polski 2050. Obecnie Przyjazny Kraków głosuje nawet przeciwko projektom uchwał prezydenta. I to wtedy my – Koalicja Obywatelska – występujemy w roli tego klubu prezydenckiego. Obecna sytuacja polityczna w Radzie Miasta Krakowa jest więc dość skomplikowana.

– Zarzut o upolitycznienie prezydenckiego klubu wysuwany przez polityka to chyba trochę przesada…
– Nie jestem politykiem, zresztą to nie jest żaden zarzut – to stwierdzenie faktu. Jeżeli lider klubu Przyjazny Kraków jest równocześnie liderem partii politycznej, to już nie możemy mówić, że ten klub jest reprezentantem szeroko pojętego bezpartyjnego środowiska samorządowego. Działa też przez pryzmat polityczny, szuka swojego miejsca na scenie politycznej i często zawiązuje sojusze przeciwko Koalicji Obywatelskiej.

– Czy to już są przetasowania i przymiarki do następnych wyborów samorządowych, także wyborów prezydenckich? Polska 2050 chce mieć własnego kandydata, a Koalicja Obywatelska swojego?
– To jest ciekawe od strony politologicznej, najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, co zrobi prezydent Jacek Majchrowski. Może przecież wystartować w wyborach na jeszcze jedną kadencję. Dużo będzie zależało od jego decyzji. Jeżeli powie: „nie startuję”, to wtedy faktycznie środowisko Przyjaznego Krakowa będzie musiało odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Może więc być tak, że pod szyldem Szymona Hołowni będzie budować swój pomysł wyborczy na Kraków.

– A Platforma Obywatelska będzie budować własny pomysł na Kraków, nawet jeśli prezydent Jacek Majchrowski jeszcze raz wystartuje w wyborach?
– To jest pytanie do władz statutowych partii. Na szczęście już nie jestem przewodniczącym krakowskiej Platformy.

– Ale jakiś wpływ na decyzje PO chyba Pan ma…
– Czekam na decyzję prezydenta Jacka Majchrowskiego. Jeżeli będzie startował w wyborach, to moim zdaniem powinniśmy podjąć z nim rozmowy o stworzeniu wspólnej listy.

– Tak jak podczas ostatnich wyborów…
– Może na nieco innych warunkach, ale jednak powinniśmy rozmawiać na ten temat. Nie jest jednak wykluczone, że będziemy szukać innych rozwiązań, że wystawimy własnego kandydata na prezydenta. Taki pogląd ma wielu zwolenników w krakowskiej Platformie Obywatelskiej.

– Czekanie, aż obecny prezydent coś ogłosi, może spowodować, że wasze decyzje będą mocne spóźnione. Przecież Jacek Majchrowski zawsze w ostatniej chwili mówi, że startuje w wyborach…
– Medal zawsze ma dwie strony. Gdybyśmy już na wiosnę ogłosili naszego kandydata na prezydenta, to nasi przeciwnicy mieliby 1,5 roku na atakowanie go i przygotowanie czarnej kampanii przeciwko niemu. Ostatnie wybory prezydenckie, te krajowe, pokazały, że politycy PiS byli zaskoczeni nagłym pojawieniem się Rafała Trzaskowskiego i musieli się sporo napracować aby zredefiniować swoją kampanię, osoby odpowiedzialne za czarny pijar, choćby z tzw. telewizji publicznej, miały mocno utrudnione zadanie.

– Te wybory pokazały też, że chyba jednak zabrakło trochę czasu kandydatowi PO.
– Tak, stąd pytanie o złoty środek. Zresztą dziś nie ma nawet odpowiedzi na najważniejsze z pytań, kiedy będą wybory samorządowe. Zakładamy, że odbędą się one w roku 2023, ale ze strony rządzących płyną sygnały, że mogą być później. Trzeba spokojnie czekać na decyzję prezydenta Jacka Majchrowskiego, ale trzeba też rozmawiać ze środowiskami społecznymi i budować własną tożsamość.

– Czy decyzja o tym, że w przyszłym roku będzie referendum w Krakowie, to też takie przygotowania do wyborów?
– Jestem zwolennikiem demokracji bezpośredniej. Uważam, że raz w ciągu każdej kadencji powinno odbyć się referendum dotyczące kluczowych spraw dla miasta. Ważne jest, jakie pytania zostaną zadane. Czy to będą pytania typu: „chcesz być piękny, młody i bogaty?”, czy też będą to pytania o realne sprawy i problemy krakowian. Np. dotyczące konfliktu między prawem własności a oczekiwaniami w zakresie ochrony terenów zielonych, czy też konfliktów związanych z wyznaczeniem priorytetu w systemie transportu. Takie konflikty są i nabrzmiewają, a dobrze przeprowadzone referendum pomogłoby je rozwiązać.

– Jak zadać to dobre pytanie o priorytety transportowe?
– To muszą być pytania szczegółowe. Przykład? Czy dalej ma być rozszerzana strefa płatnego parkowania? Czy w ramach tej strefy ma być utrzymany priorytet cenowy dla jej mieszkańców?

– I co w sytuacji, kiedy w referendum większość powie nie dla preferencji dla mieszkańców stref płatnego parkowania? Przecież większość krakowian mieszka poza tą strefą.
– Wtedy musielibyśmy te preferencje znieść. Ale gdybyśmy zapytali o rozszerzenie strefy płatnego parkowania poza ścisłe centrum, to być może mieszkańcy opowiedzieliby się za takim rozwiązaniem, chroni ono przestrzeń osiedli przed nadmiarem parkujących samochodów.

– Takie referendum to więc na razie szansa na sukces.
– Tak. Referendum ma sens, jeśli będą dobrze dobrane pytania. I ważne pytania. Jak choćby o to, na ile powinniśmy ingerować w prywatną własność. Mamy przecież konflikt między mieszkańcami, domagającymi się nowych terenów zielonych, i właścicielami nieruchomości, którzy mają zupełnie inne plany dotyczące swojej własności.

– I tu będzie problem z zadaniem dobrego pytania. Zapytanie o ingerencję we własność prywatną może przynieść zupełnie inne odpowiedzi niż umieszczenie pytania w kontekście zieleni.
– Dlatego pytań referendalnych nie powinni konstruować politycy, tylko eksperci od komunikacji społecznej, którzy się na tym znają. I jeśli się to uda zrobić, referendum będzie sukcesem i stanie się stałym elementem krakowskiej demokracji.

– Czy obywatelskie projekty uchwał są dobrym elementem tej demokracji? Był projekt w sprawie zmian w Komisji Medalu Cracoviae Merenti i wykluczenia z jej składu abpa. Marka Jędraszewskiego. Przepadł w głosowaniu na sesji. Na rozpatrzenie czeka projekt w sprawie likwidacji postoju dla dorożek na Rynku, pewnie też nie uzyska większości. Za chwilę będzie inicjatywa w sprawie rezygnacji z igrzysk i ona też zapewne trafi do kosza. Coś jest nie tak z tymi projektami?
– Obywatelskie projekty uchwał to mechanizm, który pozwala różnym środowiskom na zgłaszanie swoich postulatów. Rada Miasta jest od tego, by te postulaty rozpatrzyć. W sprawie zmian w komisji Medalu Cracoviae Merenti głosowałem inaczej niż większość Rady, popierałem tę inicjatywę, uważam, że powinno dojść do zmiany składu kapituły. Nie wycofuję się ze swoich poglądów w tej sprawie, ale to Rada podjęła decyzję kolegialną odrzucając obywatelski projekt. Zobaczymy, co stanie się z projektem w sprawie dorożek, czekamy na opinie fachowców. Trzeba sprawdzić i dowiedzieć się, jak faktycznie wygląda dbanie o dobrostan zwierząt, które są wykorzystywane do pracy przy dorożkach. Taka debata ma sens, zwłaszcza w kontekście notorycznie pojawiających się sygnałów, że nie wszystko w tej sprawie jest w porządku. Rozmawiajmy o tym, a potem podejmijmy decyzję. To jest uspołecznienie Rady Miasta Krakowa. I nawet jeśli finalnie Rada nie poprze jakiegoś projektu, to dobrze, że on się pojawi w debacie publicznej. Naprawdę cieszę się, że takie projekty są, nawet jeśli kiedyś zagłosuję przeciwko któremuś z nich, bo one pokazują zaangażowanie społeczne w samorząd.

– Tylko że odrzucanie takich projektów może sprawiać wrażenie, że Rada nie słucha mieszkańców. Może trzeba zwiększyć liczbę wymaganych podpisów poparcia… To wrażenie odrzucania postulatów mieszkańców powstaje także przy dyskusjach o miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego, w których głos jako przedstawiciele mieszkańców zabierają przede wszystkim przeciwnicy proponowanych rozwiązań.
– Liczba wymaganych podpisów pod obywatelskim projektem uchwały – co najmniej 300 – to zapis ustawowy. Kiedyś uważałem, że to za mało, dziś mam inne zdanie. Mogłoby być 500, ale to przecież żadna różnica. A obywatelski projekt daje możliwość przedstawienia przez środowisko społeczne czy też po prostu grupę krakowian swoich postulatów, oczekiwań, wizji na pewne sprawy, zaś Rada jest po to, aby rozstrzygnąć, czy ich pomysł jest zasadny, czy można go zrealizować. Jako radni musimy mieć twardą skórę i świadomość, że często głos słyszalny na sesji, podczas obrad, to stanowisko i opinia jednego środowiska, zwykle tego protestującego. Zawsze jest druga strona medalu, ta strona milcząca, która może mieć rację, której argumenty nie wybrzmiewają w debacie, a są równie ważne. Jako radni musimy wyważać racje wszystkich stron. A chyba lepiej, że rozmawiamy o tym na sesjach Rady, a nie na ulicach.

– Właśnie na sesji, podczas jednej z tegorocznych debat, mieszkańcy, ale i radni wyrażali swoje postulaty dotyczące zmian w projekcie linii tramwajowej do Mistrzejowic. Też bez efektów…
– Nie do końca. Rzeczywiście nie udało się wprowadzić do projektu jednego ważnego i – podkreślam – słusznego oczekiwania mieszkańców Prądnika Czerwonego, czyli bezkolizyjnego przejścia linii tramwajowej przez skrzyżowanie ulic Bohomolca i Dobrego Pasterza. I jako inicjator budowy linii tramwajowej do Mistrzejowic mam z tego powodu niedosyt. Natomiast udało się wydłużyć tunel tramwajowy tak, że będzie on biegł również pod rondem Młyńskim, co początkowo było niemożliwe. Presja ze strony Rady Miasta, rady dzielnicy, mieszkańców i moja własna okazała się skuteczna. Udało się poprawić lokalizacje przystanków, wprowadzić park linearny wzdłuż linii tramwajowej, co obala zarzut o betonowaniu Krakowa w związku z budową tej linii. To będzie fajna, nowa przestrzeń północnej części miasta.

– Dzielnice też są elementem demokracji bezpośredniej?
– Po ostatnich spotkaniach z samorządowcami innych miast przekonałem się, że oni bardzo zazdroszczą nam krakowskich dzielnic. Oczywiście nasze dzielnice mają swoje wady, nie są doskonałe. Wciąż jest problem zbyt dużej liczby radnych w dzielnicach. Ale one funkcjonują sprawnie, realizują wiele spraw ważnych dla lokalnych społeczności. I fajnie, że udało się zwiększyć środki dla dzielnic, że wspólnie z przewodniczącymi dzielnic udało się wypracować mechanizm corocznego zwiększania ich finansowania, dzięki czemu za pięć lat nasze jednostki pomocnicze będą miały o 100 proc. więcej pieniędzy do dyspozycji niż obecnie.

– Czy to wstęp do gruntowniejszej reformy dzielnic?
– Nie wiem. Na razie idzie to w kierunku poprawy funkcjonowania obecnego modelu…

– Bez zmniejszania liczby dzielnic…
– Pojawiają się nawet postulaty, że dzielnic jest za mało. Raczej prace zmierzają do poprawy funkcjonowania tego, co jest. Choć są też pomysły zmian ustawowych.

– By krakowskie dzielnice miały takie uprawnienia jak warszawskie?
– Nie. Raczej chodzi o zniesienie sztywnych uregulowań dotyczących liczby radnych, by w ustawie znalazł się zapis jedynie o maksymalnej liczbie radnych, tak aby ostateczna ich liczba była określana w statutach dzielnic. To pozwoliłoby zmniejszyć liczbę radnych w krakowskich dzielnicach od następnej kadencji.

– A budżety obywatelskie – sprawdzają się jako element naszej krakowskiej demokracji bezpośredniej?
– Powiem to jasno i otwarcie – najlepszy budżet obywatelski Kraków miał w pierwszej jego edycji. Tej, której podstawę stanowił regulamin przygotowany przeze mnie i uchwalony przez Radę. Nigdy potem nie było większej frekwencji, nigdy nie było takiego społecznego powera jak wtedy, kiedy startował budżet obywatelski.

– Może ten instrument demokracji okazał się mało zachęcający dla mieszkańców. Pamięta Pan, że budżet wygrały szybowce…
– To efekt popełnionych błędów. Niedoskonały system weryfikacji projektów spowodował to, że inicjatywy takie jak zakup szybowców brały udział w głosowaniu i wygrywały. Z doświadczenia osoby, która była także zaangażowana w budżet obywatelski w Małopolsce, mogę powiedzieć, że główny błąd, popełniany przy każdym budżecie obywatelskim, to właśnie niedoskonała weryfikacja zgłoszonych projektów zadań.

– Ale skoro ludzie chcą takich zadań…
– Muszą jednak zdawać sobie sprawę, że chodzi o projekty leżące w kompetencjach samorządu, a nie będące w gestii innych organów czy instytucji, albo które w ogóle nie są sprawami publicznymi.

– Sprawą publiczną, a dla niektórych – sukcesem, było uchwalenie na początku tego roku programu in vitro dla krakowian. Ale z dofinansowania pozaustrojowego zapłodnienia wciąż nie można skorzystać…
– Będzie można skorzystać w przyszłym roku. Konkurs, który miał wyłonić podmiot wykonujący zabiegi pozaustrojowego zapłodnienia, się opóźnia. To nie jest wina Urzędu Miasta, nie mamy życzliwości ze strony rządowej, a do podjęcia działań potrzebne są także decyzje agend rządowych. Podzielam też opinie, że konkurs musi być należycie przygotowany, żeby nie wybrać podmiotu świadczącego usługi medyczne, które będą mało skuteczne. A podobno w Krakowie jest problem ze znalezieniem dobrej placówki wykonującej zabiegi in vitro, dlatego będzie to konkurs ogólnopolski. Przy pracach nad budżetem na rok 2022 zapewniliśmy dodatkowe pieniądze na ten program, tak aby wszyscy chętni mogli z niego skorzystać. Lepiej trochę poczekać, ale wszystko przygotować dobrze.

– A na decyzje w sprawie Igrzysk Europejskich też trzeba jeszcze czekać? Rada wyznaczyła prezydentowi termin, po którym w przypadku braku rządowych gwarancji powinien wycofać się z organizacji igrzysk w Krakowie. I co?
– To jest pytanie do prezydenta. Osobiście uważam, że przeceniamy wpływ tej imprezy na miasto. Nie zjadą do nas tabuny uciążliwych ludzi. Igrzyska Europejskie to impreza klasy B, może nawet C, ich program jest mocno okrojony, wiele konkurencji będzie rozgrywanych poza Krakowem. Sam Kraków ma obiekty sportowe, które można wykorzystać na igrzyska bez jakichś większych nakładów finansowych. Jeżeli będzie gwarancja zapewnienia środków ze strony rządu, to należy tę imprezę przeprowadzić. To daje nam szanse na realizację inwestycji, na które nie mamy pieniędzy, bo zabrał nam je Polski Ład. Warto poczekać na te kilkaset milionów złotych, które są potrzebne do rozwoju Krakowa i choćby poprawienie wyjazdu z południowej autostradowej obwodnicy, na co pieniądze obiecał minister infrastruktury.

– A co z ustawą metropolitalną dla Krakowa?
– 11 stycznia 2022 r. składamy projekt tej ustawy w Senacie. Zebraliśmy wymaganą liczbę podpisów senatorów. Trochę się ta ustawa opóźniała, musiała być uzgadniania na senackim klubie Kolacji Obywatelskiej. W przyszłym roku ustawa metropolitalna dla Krakowa przejdzie przez Senat. Nie wiem, co się stanie z nią później w Sejmie. Miejmy nadzieję, że uda się zbudować krakowski, pozytywny lobbing za tym projektem, tak bardzo potrzebny miastu i okolicznym gminom.

– Jaki będzie rok 2022 dla Rady Miasta?
– Najważniejszą decyzją będzie ta o referendum. Będziemy musieli poradzić sobie z problemami wynikającymi z Polskiego Ładu, bo w budżecie miasta jest mniej pieniędzy i jako Rada musimy na bieżąco reagować na to, co się stanie. I pytanie, co dalej z koronawirusem – czy ta pandemia się skończy? A doświadczenia brytyjskie pokazują, że niestety przy obecnych mutacjach to już nie jest cykliczna, falowa pandemia, na Wyspach od lipca poziom zachorowań jest cały czas wysoki.

– Czy w przyszłym roku odbędzie się sesja Rady w normalnym, stacjonarnym trybie?
– Jeżeli pozwoli na to sytuacja pandemiczna, to tak. Radni, zwłaszcza starsi, boją się o swoje zdrowie, chcą uczestniczyć w sesjach zdalnych i mają do tego prawo. Tryb hybrydowy obrad – część radnych na sali obrad i w salach sąsiednich, część w domach – będzie utrzymany do chwili, aż sytuacja pandemiczna się poprawi. Warto podkreślić, że wiele przyjętych w pandemii rozwiązań się sprawdziło. Zabieranie głosu przez urzędników online sprawiło, że pracownik magistratu nie musi cały dzień siedzieć na sesji, często tylko po to, by wygłosić formułkę „do projektu uchwały nie wpłynęła autopoprawka ani poprawki”. Mieszkańcy również mogą w ten sposób zabierać głos. Pewnie te rozwiązania zostaną z nami na stałe, bo się sprawdziły. I co istotne – wszyscy nauczyliśmy się je stosować.

Rozmawiał Grzegorz Skowron

Najnowsze

Co w Krakowie