Zajmowali się psami, które po trudnych przejściach musiały na nowo nauczyć się ufać człowiekowi. Dziś części tych osób nie ma już w krakowskim schronisku. Wieloletni wolontariusz, który zakończył współpracę z placówką, opowiada nam o pracy przy zwierzętach, trudnych adopcjach i o tym, dlaczego relacja między psem a opiekunem ma ogromne znaczenie.
Małgorzata Armada, KRKNews: Jak wygląda praca wolontariusza na co dzień? Czego my, jako odwiedzający schronisko, nie widzimy?
Piotr, były wolontariusz krakowskiego schroniska: Wolontariusze, przyjeżdżając do schroniska, planują swoją pracę na podstawie grafiku. Sprawdzamy, które psy wychodziły już na spacery, a które mają ich najmniej. Jeśli pies trzeci dzień z rzędu nie miał wyjścia, w grafiku pojawia się ostrzeżenie — takim zwierzęciem trzeba zająć się w pierwszej kolejności. Oczywiście nie do wszystkich psów podchodzimy tak samo. Mniej doświadczeni wolontariusze zajmują się spokojniejszymi, mniejszymi psami, natomiast bardziej doświadczeni wychodzą z większymi podopiecznymi, którzy wymagają indywidualnego podejścia. Poza tym odprowadzamy psy do ambulatorium. Jeżeli jest to pies trudniejszy w kontakcie, który może sprawiać problemy podczas wizyty u weterynarza, obecność znanego mu opiekuna jest bardzo ważna. Przy swoim wolontariuszu zwierzę czuje się dużo bezpieczniej i często pozwala zrobić rzeczy, których nie zaakceptowałoby przy obcej osobie.
Ile zwierząt obecnie przebywa w schronisku? Jaka jest skala problemu, jeśli chodzi o psy i koty?
W schronisku przebywa obecnie około 260–270 psów i podobna liczba dotyczy kotów. Oczywiście sytuacja cały czas się zmienia. Teraz, w czasie wakacji, niestety obawiamy się, że zwierząt może przybyć, bo tradycyjnie przed wyjazdami część osób porzuca swoje psy. Jeżeli chodzi o koty, problem jest trochę inny, bo mają one swoje okresy rozrodcze, co również przekłada się na większy napływ zwierząt trafiających do azylu. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ich wyłapywanie, sterylizacja i wypuszczanie w miejscu bytowania. Nie zawsze jest to jednak możliwe, a obecne przepisy w niektórych przypadkach ograniczają takie działania. Nie chciałbym jednak za dużo wypowiadać się o kotach, bo jestem wolontariuszem zajmującym się przede wszystkim psami.
Wspomniał Pan o sobie jako o „psim wolontariuszu”. Czy w schronisku istnieje podział na osoby zajmujące się psami i kotami?
Tak, część wolontariuszy zajmuje się kotami, część psami. Są też osoby, które opiekują się oboma gatunkami.
Według tego, co Pan powiedział, w krakowskim schronisku przebywa ponad 500 zwierząt. Ilu wolontariuszy się nimi zajmuje?
Było około stu wolontariuszy, ale nie wiem, jak wygląda to teraz, po ostatnich zwolnieniach. Wcześniej nabory były prowadzone na bieżąco. Niestety zawsze jest też grupa osób z tak zwanym słomianym zapałem — po miesiącu czy dwóch rezygnują albo angażują się w bardzo małym stopniu. Jest też określony limit godzinowy, który wynosi 20 godzin w miesiącu. Chodzi o to, żeby był to wolontariat, który rzeczywiście coś wnosi. Jeżeli ktoś przychodzi tylko na chwilę, zrobi sobie zdjęcia na Facebooka i pokaże, jaki jest dobrym człowiekiem, bo pomaga zwierzętom, to jest to zdecydowanie za mało i takich sytuacji trzeba unikać. Poza tym trudno mówić o szkoleniu psów, jeśli zwierzę wychodzi tylko co drugi czy trzeci dzień na 20–30 minut. W takim czasie przede wszystkim korzysta ze spaceru, poznaje otoczenie, węszy, biega. To jest bardziej socjalizacja i trudno wówczas nauczyć psa komend, a tym bardziej wymagać, żeby się do nich stosował.
Czy trzeba mieć jakieś predyspozycje, żeby zostać wolontariuszem? Czy nowi wolontariusze przechodzą szkolenie?
Kiedyś wyglądało to tak, że organizowane były nabory, zgłaszała się grupa chętnych osób i przechodziły one krótkie szkolenie. Dotyczyło ono przede wszystkim zasad panujących w schronisku — tego, jak postępować, żeby nie dochodziło do niebezpiecznych sytuacji, na przykład ucieczek psów. Później każdy nowy wolontariusz trafiał na około miesiąc pod skrzydła doświadczonej osoby. Taki opiekun obserwował jego pracę i wydawał opinię, na podstawie której decydowano o dalszej współpracy. W tym pierwszym okresie nowy wolontariusz nie mógł samodzielnie wychodzić z psami — musiał cały czas towarzyszyć komuś bardziej doświadczonemu. To ważne, bo praca z psami w schronisku jest bardzo dynamiczna. Zwierzęta mają różne zachowania, których czasem trudno przewidzieć. Trzeba wiedzieć, jak bezpiecznie wejść do kojca, jak podejść do psa, jak używać sprzętu i na co zwracać uwagę.
Jak długo trwa zbudowanie relacji między wolontariuszem a psem? Kiedy zwierzę zaczyna ufać człowiekowi?
To bardzo indywidualna kwestia. Wszystko zależy od psa i jego wcześniejszych doświadczeń. Po przyjęciu do schroniska pies przechodzi 14-dniową kwarantannę. W tym czasie nie można jeszcze wyprowadzać go na spacery, ale można obserwować jego zachowanie – sprawdzić, jak reaguje na człowieka, czy jest lękowy, wycofany albo wykazuje agresję. Trzeba jednak pamiętać, że samo szczekanie nie oznacza agresji. Bardzo często jest po prostu oznaką właśnie stresu i lęku. Niektóre psy są tak straumatyzowane, że przez całą kwarantannę praktycznie nie wychodzą z budy. W takiej sytuacji trzeba dobrze rozumieć ich psychikę i postępować ostrożnie, żeby nie pogłębić. Jego stanu. To, jak długo trwa zdobycie zaufania, bywa bardzo różne. Czasem wystarczy tydzień lub dwa, a czasem dwa miesiące. Miałem psa, do którego dopiero po takim czasie mogłem wejść. Było widać, że wcześniej został skrzywdzony i trudno mu było uwierzyć, że człowiek może do niego zagadywać, częstować smaczkami. Z drugiej strony obserwowanie, jak takie zwierzę stopniowo się otwiera, daje ogromną satysfakcję.
Czy zakończenie współpracy z wolontariuszem może później wpłynąć na proces adopcji psa, który bardzo przywiązał się do konkretnej osoby?
Są tutaj dwie kwestie. Z jednej strony zawsze staraliśmy się, żeby z każdym psem miało kontakt jak najwięcej wolontariuszy. Chodziło o to, żeby nie było sytuacji, w której pies ma w schronisku jedną najważniejszą osobę, a później po jej odejściu przeżywa kolejną stratę. To również ułatwia adopcję, bo pies jest przyzwyczajony do kontaktu z różnymi ludźmi. Zawsze zwracałem na to uwagę, żeby nie było podejścia: „to mój piesek w schronisku”. Oczywiście zdarzają się psy, które bardzo przywiązują się do jednej osoby — szczególnie te trudniejsze, nad którymi jeden wolontariusz długo pracuje. Wtedy może powstać silna więź i pies rzeczywiście może faworyzować swojego pierwszego opiekuna.
Psy w typie amstaffów czy pitbulli często budzą obawy osób zainteresowanych adopcją. Czy te obawy są uzasadnione?
Te psy mają przede wszystkim bardzo zły PR. Są przez wiele osób postrzegane jako niebezpieczne, ale nie mają większych predyspozycji do agresji niż inne rasy. Oczywiście nie oznacza to, że każdy powinien decydować się na takiego psa. Psy w typie bull, podobnie jak wszystkie duże rasy m.in owczarek niemiecki, wymagają odpowiedzialnego opiekuna i doświadczenia w prowadzeniu zwierzęcia. Trzeba znać ich potrzeby i wiedzieć, z czym może się wiązać jej charakter. Wiele niepożądanych zachowań wynika ze złego wychowania i niewłaściwego podejścia człowieka. Szczególnie dotyczy to psów, które trafiają do schroniska po trudnych doświadczeniach. Tam można w dużym stopniu ocenić ich charakter i sprawdzić, z jakim psem przyszły opiekun będzie miał do czynienia. Często zdarzało mi się odradzać adopcję osobom, które wybierały psa ze względu na modę. Obecnie widać to chociażby po cane corso — wiele takich psów trafia do oddania, bo właściciele nie radzą sobie z ich prowadzeniem. To psy, które potrzebują opiekuna pewnego siebie i konsekwentnego, a nie osoby, która pozwala im na wszystko. Historia pokazuje, że psy w typie bull były wykorzystywane również jako psy rodzinne, w XIX w. jako opiekunki do dzieci. Natomiast, jeśli szkoli się psa do obrony, to niestety pewne rasy szybciej to łapią, bo mają to w genach.
Czy zdarzają się nieudane adopcje? Z jakich powodów psy najczęściej wracają do schroniska?
Nie ma stuprocentowo trafionych adopcji. Szczególnie przy psach większego ryzyka trzeba jednak robić wszystko, żeby takie sytuacje ograniczać i przewidywać możliwe problemy. Nie damy na przykład psa, który może wykazywać niepewne zachowania, do domu z małym dzieckiem. Zdarzało się, że rodzice bardzo nalegali na adopcję konkretnego psa, ale trzeba też myśleć o bezpieczeństwie. Dwuletnie dziecko może przypadkiem sprowokować reakcję zwierzęcia — złapać psa za ogon czy uszczypnąć, a w przypadku dużego psa konsekwencje mogą być poważne. Jeżeli chodzi o powody zwrotów, trudno czasem stwierdzić, jaka jest prawda. Ludzie, oddając psa, często podają powód, który ma usprawiedliwić ich decyzję. Zdarza się, że mówią o agresji, ugryzieniu czy złym zachowaniu, a takie informacje później zostają w dokumentacji psa i mogą utrudnić mu kolejną adopcję. Często zdarzają się też sytuacje, w których ktoś oddaje psa, tłumacząc, że został znaleziony na ulicy, choć wszystko wskazuje na to, że był to jego własny zwierzak. Powody bywają różne — zmiana pracy, rozwód, zmiana sytuacji życiowej.
Czy pies, który kiedykolwiek trafił do schroniska, jest już zawsze „psem ze schroniska”? Czy po adopcji potrafi zapomnieć o swoich doświadczeniach i odnaleźć się w nowej rzeczywistości?
Nie można stygmatyzować psów tylko dlatego, że trafiły do schroniska. Oczywiście taki pies często będzie potrzebował więcej czasu, żeby zaufać nowym opiekunom i ich pokochać, ale to nie oznacza, że nie odnajdzie się w nowym domu. Uważam nawet, że psy ze schroniska potrafią nawet bardziej kochać niż te, które od szczeniaka miały zapewniony dom. Często trafiają do nas zwierzęta po trudnych przejściach i mam wrażenie, że potrafią docenić tę zmianę — to, jakie miały życie wcześniej i jak wiele dobrego może je później spotkać.
Imię rozmówcy zostało zmienione



