Szyldy partyjne nikomu w Krakowie nic nie załatwiły, poza stanowiskami w miejskich spółkach – poseł Rafał Komarewicz, komentując plotki o swoim rozłamie z klubem „Centrum”. Choć formalnie wciąż w nim pozostaje, z jego ust pada jasne ostrzeżenie: partyjna lojalność ma swoje granice, a tą granicą jest skuteczność. W rozmowie z KRK News parlamentarzysta rozlicza zablokowane przez rząd projekty dla klasy średniej i opłaty turystycznej, ostro ocenia „zmarnowaną szansę” prezydentury odwołanego Aleksandra Miszalskiego i ujawnia, dlaczego tuż po referendum wysłał rządzącemu miastem Stanisławowi Kracikowi gotowy projekt drastycznego okrojenia Strefy Czystego Transportu.
W krakowskich kuluarach politycznych huczy od spekulacji o potencjalnym odejściu Rafała Komarewicza z klubu „Centrum”. Doniesienia te są tym bardziej zaskakujące, ponieważ w lutym poseł opuścił Polskę 2050 właśnie na rzecz Centrum. Rafał Komarewicz zamiast o partyjnych barwach woli rozmawiać jednak o konkretach i liczbach, a te dla Krakowa są bezwzględne. Projekt opłaty turystycznej, mogący przynieść miastu nawet 100 milionów złotych rocznie, od listopada tkwi w sejmowych komisjach. Podobny los spotkał ustawę metropolitalną, dającą setki milionów na wspólną komunikację. Dla Komarewicza to właśnie ten systemowy opór, a nie personalne ambicje, stał się zarzewiem potężnych tarć w parlamencie.
Kraków stoi obecnie przed potężnym trzęsieniem ziemi. Niedawne referendum zakończyło dwuletnią prezydenturę Aleksandra Miszalskiego w Krakowie. W ocenie posła Centrum, była to zmarnowana szansa, a stolica Małopolski potrzebuje obecnie współpracy ponad podziałami.
W rozmowie z KRK News poseł opowiada o kulisach pracy nad projektami dla Krakowa, zmianach w Strefie Czystego Transportu, referendum oraz tym, jak wyobraża sobie współpracę z nowym prezydentem miasta.
Patryk Trzaska: W krakowskich kuluarach politycznych coraz głośniej mówi się o rozłamie Pana z klubem „Centrum”. Czy formalnie bądź nieformalnie opuścił Pan to ugrupowanie, czy zamierza Pan to zrobić w najbliższym czasie? Co jest powodem tych tarć?
Rafał Komarewicz: Na ten moment jestem w klubie Centrum. I tyle chciałbym powiedzieć o szyldach, bo szyldy nikomu w Krakowie nie załatwiły jeszcze nic konkretnego, poza stanowiskami w miejskich spółkach. A teraz o tym, co naprawdę się dzieje. Nie ma żadnego sekretu. Wszedłem do polityki po to, żeby załatwiać sprawy. Po pierwsze: Pakiet dla Klasy Średniej, czyli podniesienie kwoty wolnej do 45 tysięcy i II progu podatkowego do 200 tysięcy. Po drugie: opłata turystyczna dla miast takich jak Kraków. I po trzecie: ustawa metropolitalna dla naszego regionu. Konkretne rzeczy, policzone, czekające tylko na akceptację rządu. I po kolei każda z nich grzęźnie. Nie dlatego, że są złe, tylko dlatego, że nikt na górze nie ma odwagi ich przepchnąć. To jest powód tarć. Nie ambicje, nie stanowiska, nie obrażanie się. Skuteczność. Próbuję zmieniać ten system od środka i widzę, jak system się broni. Wyborcy nie głosowali na klub. Głosowali na konkrety. I moja cierpliwość, dokładnie tak jak ich cierpliwość, ma swoje granice. Na razie daję jeszcze szansę, ale nie będę w imię partyjnej lojalności udawał, że wszystko jest dobrze.
Patryk Trzaska: Jest Pan inicjatorem projektu ustawy o opłacie turystycznej, która ma przynieść Krakowowi dodatkowe środki. Kiedy realnie krakowianie mogą spodziewać się wejścia tych przepisów w życie? Na jakim etapie są prace?
Rafał Komarewicz: Projekt jest w Sejmie od listopada. Reprezentuję wnioskodawców, więc znam go na pamięć. Mechanizm jest prosty: dajemy możliwość gminom by decydowały o wprowadzeniu opłaty. Maksymalna stawka to 5 złotych za dobę, a pieniądze w 100% zostają w mieście. Prosty mechanizm. Mój projekt utknął w komisjach razem z bliźniaczym projektem Lewicy. Nie został odrzucony, ani nie jest uchwalony. Został zamrożony. A hamulcowym jest rząd, który od lat „pracuje nad własnymi założeniami”. Najpierw wszyscy słyszeliśmy, że to priorytet. Następnie po miesiącach w odpowiedzi na interpelację czytam, że „żadne prace nie są prowadzone”. A gdy przygotowuje własne rozwiązanie, to zostaje zablokowane, bo „jednak pracujemy”. Policzmy, o co gra toczy się dla Krakowa. W minionych latach Kraków odwiedzało około 15 milionów turystów. Jeśli zostawią w mieście 5 złotych od doby noclegu, to Kraków zyskuje nawet 100 milionów złotych, które mogłyby co roku iść na komunikację, na czyste ulice, na to, czego ten budżet rozpaczliwie potrzebuje. Takie rozwiązanie funkcjonuje od lat w miastach turystycznych Europy. I najwyższa pora by Kraków też zaczął korzystać z tego rozwiązania. Kiedy realnie? Uczciwa odpowiedź: jeśli rząd się nie ruszy, to nie w tym roku. Dlatego nie odpuszczam. Domagam się od ministra konkretnej daty wyjścia projektu z komisji. Nie kolejnego „pracujemy”.
Patryk Trzaska: Kraków wszedł w nową erę po zmianie na stanowisku prezydenta miasta. Co Pana zdaniem jest w tej chwili absolutnym priorytetem naprawczym dla Krakowa? Czy jest to właśnie kwestia redefinicji polityki transportowej i SCT, o którą Pan walczy?
Rafał Komarewicz: Jednym z priorytetów jest transport. Dlatego nie będę się tu chował za ogólnikami, bo przedstawiłem konkretny projekt uchwały. Pięć dni po referendum przesłałem radnym i panu Kracikowi zarządzającemu miastem gotowy projekt uchwały ograniczający strefę czystego transportu z około sześćdziesięciu procent powierzchni Krakowa do ścisłego centrum, do terenu wewnątrz Plant. Tam, gdzie ruch pieszy i turystyczny jest największy, a zabudowa najbardziej wrażliwa. I tyle. Gotowe rozwiązanie do przegłosowania. Spójrzmy na liczby. Kraków objął strefą wszystko wewnątrz czwartej obwodnicy. Warszawa, miasto znacznie większe, ograniczyła swoją strefę do mniej więcej siedmiu procent powierzchni. My zafundowaliśmy sobie strefę kilka razy większą niż stolica, nie zapewniając poprawy komunikacji miejskiej i do tego wrzucając do środka strefy parkingi P+R. Nie dziwię się, że ludzie mają dość. Zastrzeżenia do takiej strefy zgłaszałem już wtedy, gdy ją uchwalano. Zaraz po podjęciu uchwały wystąpiłem do wojewody o stwierdzenie jej nieważności. Mówiłem, że zasady są zbyt daleko idące. Wtedy nikt nie słuchał. Dziś mieszkańcy powiedzieli to samo, tylko głośniej, przy urnach. Ale należy dodać coś bardzo ważnego – w żadnej mierze nie chcę likwidacji troski o powietrze. Krakowianie też tego nie chcą. Chcą rozsądku zamiast rygoru narzuconego na oślep. To są dwie różne rzeczy i kto ich nie odróżnia, ten nie rozumie tego miasta. Strefa, w której auto niespełniające norm i tak wjedzie, byle kierowca zapłacił, nie czyści powietrza ani o gram. Za to dostawca, który płaci za wjazd, dolicza to do ceny i płaci ostatecznie krakowianin. To nie jest ochrona zdrowia, tylko podatek od wjazdu. Najpierw trzeba dać ludziom alternatywę, a potem wprowadzać regulacje, nigdy odwrotnie. A na alternatywę, czyli na porządną komunikację, potrzebne są narzędzia i pieniądze, których Kraków nie ma. Dlatego w grudniu przestawiłem projekt ustawy metropolitalnej. Z konkretnym mechanizmem: pięć procent udziału w PIT mieszkańców metropolii, setki milionów złotych rocznie. Na wspólny bilet, na komunikację, na to, czego miasto potrzebuje. I co? W lutym rząd powiedział oficjalnie, że osobnej ustawy dla Krakowa nie będzie. Więc mój priorytet brzmi tak: zdjąć ludziom z karku tak nierozsądnie wytyczoną strefę, co już zrobiłem gotowym projektem uchwały, i równolegle zdobyć od rządu narzędzia, żeby dać krakowianom jeszcze lepszą komunikację miejską. Słuchanie mieszkańców nie kończy się w dniu wyborów. Pytanie jest jedno: czy władze miasta i rząd tym razem ten głos usłyszą.
Patryk Trzaska: Jak Pan ocenia 2 lata prezydentury Aleksandra Miszalskiego w Krakowie z perspektywy mieszkańca? Czy wziął Pan udział w referendum, czy zgodnie z rekomendacją prezydenta został Pan w domu?
Rafał Komarewicz: Zacznę od końca pańskiego pytania, bo tu sprawa jest dla mnie prosta. Jak wielokrotnie zapowiadałem poszedłem głosować, bo każde głosowanie to święto demokracji, a apele „zostańcie w domu” to coś, czego nigdy nie zrozumiem. Polityk, który namawia ludzi, żeby nie szli do urn, mówi im tak naprawdę: „nie interesuje mnie wasze zdanie”. Ja akurat uważam, że mieszkańców trzeba pytać częściej, niż rzadziej. Jak zagłosowałem, to zostaje między mną a urną, bo na tym polega tajność głosowania. Jeśli chodzi o ocenę prezydentury to powiem wprost i z żalem, a nie satysfakcją, że to była zmarnowana szansa. Kieruję Krakowskim Zespołem Parlamentarnym, w którym zasiadają posłowie także z partii prezydenta Miszalskiego. Przygotowałem projekt ustawy metropolitalnej, policzyłem pieniądze, setki milionów złotych rocznie dla metropolii. Prosiłem Pana Prezydenta o wspólną pracę nad tym projektem. Mówiłem otwarcie, że to nie jest akt wojny, tylko akt pokoju. Zróbmy to ponad podziałami, dla regionu.I zabrakło partnera, mimo moich oficjalnych próśb. Nie zabrakło pomysłów, tylko kogoś po drugiej stronie, kto potraktowałby te sprawy jak swoje. Odniosłem wrażenie, że współpraca z posłem spoza własnej partii była dla magistratu kłopotem, a nie szansą. A przecież ja walczyłem o rzeczy, na których skorzystałby właśnie ten prezydent. To jego miasto dostałoby jeden bilet, jego budżet dostałby te miliony, jego mieszkańcy dostaliby lepszą komunikację. I tu jest sedno tej porażki. Nie tylko w strefie czy w podwyżce cen biletów. W stylu rządzenia, w którym decyzje zapadają ponad ludźmi, a wyciągniętą rękę zostawia się w powietrzu. Władza, która słucha dopiero wtedy, gdy traci stanowisko, słucha o dwa lata za późno. Kraków właśnie wystawił temu ocenę, najtwardszą, jaka w polskim samorządzie istnieje. Nie muszę tej oceny podkręcać. Mieszkańcy powiedzieli wszystko.
Patryk Trzaska: Czy deklaruje Pan pełną gotowość do współpracy z nowym prezydentem Krakowa, nawet jeśli jego wizja rozwoju miasta i poglądy polityczne będą skrajnie różne od Pana? Gdzie postawi Pan twardą granicę kompromisu, której jako poseł z Krakowa nie pozwoli Pan przekroczyć?
Rafał Komarewicz: Będę współpracował z każdym, kogo wybiorą mieszkańcy. I powiem coś, co dziś brzmi w polityce niemal podejrzanie: nie obchodzi mnie, z jakiej partii będzie nowy prezydent Krakowa. Obchodzi mnie, czy zechce załatwiać sprawy dla Krakowa. Mam w Sejmie gotowe narzędzia, które są temu miastu potrzebne niezależnie od tego, kto siedzi w fotelu prezydenta. Ustawa metropolitalna. Opłata turystyczna. Wsparcie rządu dla komunikacji i dla metra. To nie są projekty prawicowe ani lewicowe. To są projekty krakowskie. Jeśli nowy prezydent poda mi rękę do roboty nad nimi, znajdzie we mnie partnera od pierwszego dnia, choćbyśmy się różnili we wszystkim innym. Pyta pan o twardą granicę. Jest jedna i jest prosta. Interes Krakowa i jego mieszkańców. Będę współpracował tak długo, jak długo gra toczy się o nasze miasto. W dniu, w którym zacznie się toczyć o partyjne korzyści, o obsadzanie spółek miejskich swoimi ludźmi, o ustawianie miasta pod centralę zamiast pod krakowian – współpraca się kończy. Tam stawiam ścianę. Bo majątek i przyszłość Krakowa to nie jest łup dla żadnej partii. To jest wspólna sprawa siedmiuset tysięcy ludzi. I dokładnie tak będę to traktował, kto by tym miastem nie rządził.
Patryk Trzaska: Dziękuję za rozmowę



