Szybkie fakty

Kategoria Nie(polityczny) Kraków
Data 12 kwietnia 2026
Czytanie ~4 min
Nie(polityczny) Kraków · 12 kwietnia 2026 · 4 min czytania

Referendum. Stan gry. (Nie)polityczny Kraków

Autor: Jakub Olech Aktualizacja: 12.04.2026 Lokalizacja: Kraków

24 maja w Krakowie odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydenta i rady miasta. To, co dotąd było prawdopodobne stało się pewne. Zastanówmy się zatem jaki jest stan gry u progu kampanii referendalnej.

Oczywiście, tak naprawdę kampania referendalna trwa już od dawna, bo jej początkiem był moment rozpoczęcia zbierania podpisów dotyczących organizacji głosowania. Jednak formalnie powinna ona zacząć się wraz z publikacją komisarza wyborczego o ogłoszeniu referendum, czyli parę dni temu.

Początkowo, emocja społeczna była aż nazbyt czytelna. Liczba ludzi w niebieskich kamizelkach, którzy zbierali podpisy była bardzo duża, a nieporównywalnie większa była liczba osób ustawiających się do nich w kolejkach, by złożyć podpis poparcia pod projektem referendalnym. Niezdecydowanym decyzję pomagał podjąć sam prezydent Miszalski, a to odwołując urzędników, których oceniał dobrze i on i wielu obserwatorów, a to wycofując się z flagowych pomysłów, jak radykalne rozwiązania SCT.

Inicjatorom głosowania zbiórka szła bardzo dobrze, choć naturalnie impet spadł po

pierwszych tygodniach, ale już 11 marca złożono wniosek wraz z 134 tysiącami podpisów. Apotem… . A potem był miesiąc spokoju, w którym pozycja Aleksandra  Miszalskiego poprawiła się. Przede wszystkim prezydent ogłosił szereg nowych inwestycji- i tych bardziej realnych, jak remonty dróg, czy nowe parki i tych mniej realnych, bo droższych, jak metro. Z użą częstotliwością wrócił flagowy pomysł prezydentury Miszalskiego, czyli „ławki dialogu”. Tu prezydent zaprotestował przeciw budowie S7 przez Kraków, tam odwiedził centrum aktywności seniorów. Nie chodził po dachach, nie konserwował powierzchni płaskich. Generalnie, starał się wytrącić argumenty z rąk tych, którzy co prawda pod wnioskiem o referendum się podpisali, ale jeszcze ostatecznie nie wiedzą czy na nie pójdą. Zresztą, gdy już decyzja o przeprowadzeniu referendum stała się faktem, wyartykułował w końcu swoje stanowisko dotyczące głosowania i zaapelował do swoich zwolenników o pozostanie w domach 24 maja. Stanowisko to jest słuszne i z punktu widzenia opinii publicznej i samego prezydenta. Z punktu widzenia opinii publicznej, bo wypowiedziane otwartym tekstem i w związku z realiami, a więc uczciwie. Na początku zbierania podpisów w obozie Aleksandra Miszalskiego częste były głosy, że jego program jest rozpisany na całą kadencję i dlatego nie powinno się go odwoływać w trakcie kadencji. Było w tym coś z obrażania się na rzeczywistość, tymczasem teraz prezydent na rzeczywistość się nie obraża, choć do referendum nie zachęca. Jako się rzekło, to słuszne z jego punktu widzenia, bo niska frekwencja sprawi, że referendum nie będzie wiążące, a więc Miszalski zachowa funkcję.

Zachęcanie zwolenników do pójścia na referendum może doprowadzić do katastrofy, bo

przeciwników w takich sytuacjach przeważnie jest więcej. Ważny dla Miszalskiego jest też upływ czasu. W ciągu czterech tygodni, gdy komisarz wyborczy sprawdzał podpisy pod wnioskiem prezydent nie popełniał błędów, ogłaszał nowe działania samorządu i liczył na to, że opinii publicznej powoli temat referendalny się znudzi.

Oczywiście, zupełnie przeciwny ogląd sytuacji mają inicjatorzy referendum. W naturalny sposób, po licznych sukcesach nadeszły tygodnie posuchy w mediach, dlatego pierwszy komunikat dotyczący zebrania wystarczającej liczby podpisów pod wnioskiem referendalnym wyszedł właśnie od tych, którzy je zbierali. Szybko jednak z biura komisarza wyborczego nadszedł kubeł zimnej wody w postaci oficjalnego tym razem komunikatu, że podpisy wciąż są liczone. Tym razem to inicjatorzy referendum nie wytrzymali ciśnienia. Warto wskazać też, że miesiąc miodowy inicjatorów referendum właśnie się skończył. Różne środowiska zjednoczyły się, by obalić Miszalskiego. Rzecz w Polsce charakterystyczna, łatwiej nam się jednoczyć by burzyć, niż żeby budować. Póki interes, czyli zbiórka podpisów, był wspólny, wspólna była i narracja. W tej chwili, tym którzy mają większe kluby w radzie miasta może pasować odwołanie prezydenta, ale rady już wcale nie, bo wynik nowych wyborów nie musi być dla nich lepszy. Trudno też spodziewać się by w kontekście ambicji prezydenckich dla Łukasza Gibały wygodne było utożsamianie go z Prawem i Sprawiedliwością i Konfederacją jako najważniejszymi sojusznikami w referendum. Dla części wyborców kandydat z takimi konotacjami może być nie do przyjęcia w ewentualnych wyborach, a więc między Gibałą a jego dotychczasowymi sojusznikami może pojawić się wzajemny dystans i wynikający z tego chaos komunikacyjny w kampanii przed referendum. Najostrzej będzie natomiast, gdy odwołanie prezydenta i rady miasta się uda. Wtedy w obozie inicjatorów referendum nie będzie już żadnych sojuszników. Będą sami rywale, chcący miejsc w radzie i w najważniejszym gabinecie w Pałacu Wielopolskich.

Za wcześnie na recenzowanie strategii inicjatorów referendum i ich dalszych politycznych losów. Za wcześnie też na to, by ostatecznie potwierdzić lub zanegować kierunek nowych uczynków i zaniechań Aleksandra Miszalskiego. Szkoda jednak, że obywatele musieli sięgaćpo tak ostateczne środki, by skłonić prezydenta miasta do bycia prezydentem miasta. W pierwszym tygodniu oficjalnej kampanii referendalnej stan gry wróży lepiej Miszalskiemu ale przed nami jeszcze sześć kolejnych tygodni zmagań, w których niewykluczone, że chodzi o Kraków.

 

Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator

(bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

Reklama