Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 9 sierpnia 2016
Czytanie ~3 min
Miasto · 9 sierpnia 2016 · 3 min czytania

„Rozebrali go do naga i przerzucili przez…”

Autor: Łukasz Aktualizacja: 31.12.2016 Lokalizacja: Kraków

– Kibic Wisły przez pomyłkę trafił na trybunę Cracovii. Został potem rozebrany do naga i przerzucony za ogrodzenie na tor kolarski. Rzucono mu potem jeszcze szalik, który zawiązał sobie na genitaliach. Za to dostał potem łomot od swoich – opowiada w wywiadzie z KRKnews Tomasz Gawędzki, autor książki „Cracovia znaczy Kraków”. Publikacja trafiła już do księgarń, a wczoraj jej autor spotkał się z czytelnikami. 

Zdjęcia z tego spotkania możecie zobaczyć tutaj. A poniżej wywiad z Tomaszem Gawędzkim, który mówi między innymi dlaczego książkę o Cracovii poleca… kibicom Wisły.

KRKnews: Pierwsze skojarzenie ze słowem Cracovia?

Tomasz Gawędzki: Cracovia Pany! Zawsze i wszędzie jak pada hasło „Cracovia”, to z automatu w myślach słyszę „Pany!” Podczas pisania książki tego sformułowania użyłem chyba najwięcej razy, ale nie mogło być inaczej, bo to wciąż najbardziej popularne zawołanie pasiastych sympatyków klubu.

Tomasz Gawędzki
Tomasz Gawędzki

Jaka anegdota na temat Pasów rozbawia wszystkich twoich znajomych?

Zdecydowanie ta o derbowym meczu z 1996 roku, kiedy to kibic Wisły przez swoją pomyłkę trafił na trybunę Cracovii. Został potem rozebrany do naga i przerzucony za ogrodzenie na tor kolarski. Rzucono mu potem jeszcze szalik, który zawiązał sobie na genitaliach. Za to dostał potem łomot od swoich. Kibice Pasów zawsze mieli fantazję i za to wielkie brawa dla nich.

Na okładce książki znajduje się legendarny piłkarz Józef Kałuża i… Bartosz Kapustka. To wzbudziło kontrowersje. Pojawiają się głosy, że Kapustka nie wpisał się aż tak w historię klubu, aby jego podobizna była na okładce. Przecież było wielu innych, mających większe zasługi dla Cracovii piłkarzy.

Bartek Kapustka nie znalazł się na okładce przypadkowo. Owszem, Cracovia miała zastępy fantastycznych piłkarzy, ale głównie przed wojną i zaraz po tym czasie. Każdy jednak z Cracovią najbardziej kojarzy Józefa Kałużę, mało kto wspomina Józefa Lustgartena, Ludwika Gintela, Leona Sperlinga czy Karola Kossoka. Dlaczego? Bo nic o nich nie wiedzą! Stąd książka, by ich wszystkich przypomnieć, przybliżyć ich osiągnięcia.

Cracovia znaczy Kraków
Cracovia znaczy Kraków

Obok Kałuży na okładce pojawił się „Kapi”, który dla obecnych fanów Cracovii jest najbardziej rozpoznawalnym piłkarzem. Kapustka w rok zrobił tak wielki postęp, jakiego niektórzy piłkarze nie są w stanie wykonać przez całą karierę. Dlatego ta okładka świetnie spina klamrą 110-letnią historię Pasów, Kałuża i Kapustka pasują do siebie i nie widzę tu żadnej kontrowersji. Historia zatoczyła koło, od Kałuży po Kapustkę. Jeśli ktoś uważa, że był to chwyt marketingowy, to jest w dużym błędzie.

Co było największa trudnością podczas pisania tej książki?

Odnalezienie ludzi, którzy pamiętają jeszcze przedwojenną Cracovię, choć na tym polu akurat udało się odnieść sukces, ponieważ odnalazłem córkę Józefa Kałuży – panią Irenę, która obecnie ma 92 lata. Przeprowadzenie z nią wywiadu było dla mnie niezwykłym zaszczytem, rzuciła nowe światło na kilka faktów, które do tej pory funkcjonowały gdzieś w świadomości kibiców, a wcale nie były prawdą. Taką misję ma mieć właśnie książka historyczna – przedstawić dzieje, poddać je analizie, skonfrontować w miarę możliwości ze świadkami i odsiać kłamstwo od prawdy. Wierzę, że ta sztuka w dużej mierze mi się udała!

Książkę polecasz kibicom Pasów – to oczywiste. Ale czy fani Wisły także znajdą w niej coś dla siebie?

Oczywiście, nie może być inaczej, bo historia Cracovii przez te 110 lat mocno przeplatała się z losami sąsiadki z drugiej strony Błoń. Nie wszystkie fakty wystawiają dobrą recenzję wiślakom, bo na przestrzeni dziejów mają sporo za uszami. Były meczowe kanty, oszukane składy, przejęcie klubowego hymnu Pasów, podkradanie piłkarzy i próby przekupstwa zawodników, ale to działo się już bardzo dawno temu. Historia weryfikuje wszystko. Można śmiało powiedzieć, że wszystkie popełnione przez nas czyny, brzmią echem w wieczności. I nie da się od tego uciec, choćby nie wiem co. Warto jednak znać historię, bo to tylko ubogaca naszą wiedzę.

Rozmawiał Łukasz Mordarski

fot. Maciej Gillert/www.mediapictures.pl

Reklama