Ryszard Terlecki strzela w PO, ale… trafia kulą w płot

Ryszard Terlecki / fot. archiwum / Facebook

Schetyna kurczowo trzyma się pomysłu szerokiej koalicji, co oznacza zgodę na ideologię spod znaku „parad równości” i LGBT, a przy tym zażartą walkę z Kościołem” – pisze w swoim felietonie na łamach „Głosu Tygodnika Nowohuckiego” marszałek Sejmu Ryszard Terlecki, wieszcząc rychły koniec partii Grzegorza Schetyny.

Pochodzący z Krakowa Terlecki podzielił się z czytelnikami prawicowego „Głosu…” swoimi przemyśleniami na temat strategii Platformy Obywatelskiej i samego Grzegorza Schetyny na zbliżające się wybory parlamentarne. Miało być ostro, wyszło mdło i do bólu przewidywalnie. Terlecki chcąc zbudować obraz Zjednoczonej Prawicy o kilka kroków wyprzedzającej opozycję, nie wyszedł poza partyjne przekazy dnia; nie zabrakło obowiązkowej, ordynarnej partyjnej agitki, straszenia LGBT i walki z Kościołem.

Nie lekceważ przeciwnika…

Zdaniem pisowskiego marszałka, ruszający w teren działacze Platformy Obywatelskiej mają poważny problem, bo na dobrą sprawę nie wiedzą, za jakim ugrupowaniem mają agitować, bo – na sto dni przed wyborami – lista koalicjantów największej opozycyjnej partii wciąż jest otwarta. Zarzutu marszałka nie można potraktować poważnie, bo dotychczasowa praktyka wyborcza pokazała, że komitety koalicyjne zawiązywały się dosłownie na kilka dni przed koniecznością rejestracji list. Grzegorz Schetyna nie jest ułomkiem i wielokrotnie pokazywał, że potrafi rozgrywać swoich partnerów nie gorzej niż Jarosław Kaczyński. Tak jest i teraz. Piwotalny PSL szantażując szefa PO samodzielnym startem w wyborach, sam siebie postawił w trudnej sytuacji, istnieje bowiem uzasadnione ryzyko, że ludowcy nie przekroczą progu wyborczego. Schetyna jest cierpliwy, do czasu. Jak zapowiedział, ostateczny format koalicji, którą obecnie tworzą PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska oraz związani z PO samorządowcy, będzie znany w środę. Działacze i posłowie działający w terenie będą mieli więc dość czasu, by oswoić wyborców z nowym tworem.

O jeden most za daleko

W swoim felietonie Ryszard Terlecki nie szczędząc słów wytyka PO brak programu, pod niebiosa wychwalając swoje macierzyste ugrupowanie. Wypowiedź marszałka utrzymana jest w tonie propagandowych pasków rodem z TVP, w których wróg występuje pod różnymi, acz równie groźnymi postaciami. – W czasie, gdy w ostatni weekend niemal dziesięć tysięcy osób wzięło udział w trzydniowej konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości w Katowicach, a w 16 sesjach i ponad 70 dyskusjach panelowych występowało ponad 500 osób, Platforma nawet nie wie, czy ma przygotowywać swoich działaczy na bardziej lewicowy, czy bardziej liberalny program. Schetyna kurczowo trzyma się pomysłu szerokiej koalicji, co oznacza zgodę na ideologię spod znaku „parad równości” i LGBT, a przy tym zażartą walkę z Kościołem – pisze.

Pisowski marszałek nie odnotował faktu, że w weekend, w samym centrum stolicy, w Pałacu Kultury i Nauki przez dwa dni obradowało forum programowe Koalicji Obywatelskiej. Nie zgromadziło ono tak dużej rzeszy działaczy i dyskutantów, zaowocowało jednak prezentacją programu Koalicji, którego istotnym elementem, szeroko omawianym przez publicystów był tzw. „sześciopak Schetyny”, będący amalgamatem odpowiedzi na oczekiwania wyborców od prawicy, przez liberalne centrum po lewicę, a nawet populistycznego elektoratu socjalnego. Schetyna odrobił lekcję i nie dał się zaszachować Kaczyńskiemu, którego celem było zogniskowanie dyskusji programowej na kwestiach ideologicznych, które mógłby wykorzystać do straszenia tradycyjnego elektoratu.

Warstwa ideologiczna programu KO to przysłowiowa „ciepła woda w kranie”. Oprócz zapowiedzi uregulowania kwestii związków partnerskich (nie tylko tych jednopłciowych), co popiera znaczna część społeczeństwa nie ma nic, co prezes PiS mógłby przedstawić swojemu, bądź niezdecydowanemu elektoratowi jako zamach na tradycyjne wartości.

O programie Prawa i Sprawiedliwości na razie cicho sza, a jedyne, co wyborcy Kaczyńskiego poznali po konwencie programowym PiS była prezentacja „jedynek” na wyborczych listach. Terlecki strzelił więc z moździerza, ale o jeden most za daleko.

Wymarzony koniec

W „Głosie…” Terlecki zabawił się z czytelnikami w wróżbiarstwo. Marzy mu się świat bez PO, PSL, Kukiza i Nowoczesnej, której – jego zdaniem – już nie ma. Przekonuje, że wchodząc w alians z „radykalną, wściekle ateistyczną lewicą” spod znaku Wiosny i SLD, PO podzieli los Unii Wolności, z której pozostał kadłubek pod postacią nieliczącej się Partii Demokratycznej, która ostatecznie zakończyła swój polityczny żywot. – Platforma uparcie idzie na lewo i pewnie skończy tak samo. W jej miejsce powstanie kolejna partia, wspierana przez „Wyborczą” i TVN, prezentująca się jako „nowość” na scenie politycznej. (…) Jest bardzo prawdopodobne, że partie parlamentarnej opozycji pójdą do wyborów osobno (nie dotyczy to Nowoczesnej, której już nie ma). Przegrane wybory będą oznaczać rozpad Platformy i jej stopniowy zanik, a także schyłek PSL i Kukiza, które najprawdopodobniej nie pokonają progu wyborczego – stwierdza.

I tu kolejny błąd marszałka. Schetyna nie jest ani Tadeuszem Mazowieckim, ani Leszkiem Balcerowiczem, ani Bronisławem Geremkiem. Swoich polityków trzyma w ryzach i w zarodku dusi wszelkie „odśrodkowe tendencje”, a nawet najmniejsze symptomy ucieczki do przodu niektórych przedstawicieli. W przeciwieństwie do byłych szefów UW Schetyna szybko się uczy i jeszcze szybciej reaguje na zmiany na politycznej szachownicy. Najlepszym przykładem jest radykalny zwrot w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego i zapewnienie o utrzymaniu trzynastej emerytury, która miałaby być „oderwana od kaprysów władzy”.

O ile można się zgodzić, że ugrupowanie Pawła Kukiza jest w rozsypce, a sam jego lider nie potrafi znaleźć formuły na wybory w 2019 roku, to w przypadku ludowców, tak kategoryczne stwierdzenia są ryzykowne. Doświadczenia tej partii pokazują, że pomimo zawirowań i „dołujących” sondaży, PSL suchą stopą przechodził przez wyborcze sito.

Felieton Terleckiego pokazuje, intelektualny uwiąd PiS, jest też dowodem na to, że partia Jarosława Kaczyńskiego bardzo szybko, bo już po jednej kadencji przeradza się w partię „tłustych kotów”.

Niedocenianie przeciwnika i przecenianie własnej sile to zła wróżba na nadchodzące wybory. Zbyt duża pewność siebie „góry” może uśpić partyjne doły, sowicie wynagradzane np. posadami w spółkach Skarbu Państwa.

Tymczasem wydaje się, że Koalicja Obywatelska odnalazła własną formułę na nadchodzące wybory i choć ofensywie Schetyny daleko jest do Blitzkriegu, to dzięki zwrotowi w kierunku „socjalnego” elektoratu” może ona poważnie zatrząść ustalonym przez PiS ładem.

KRA

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także