Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 27 czerwca 2019
Czytanie ~4 min
Miasto · 27 czerwca 2019 · 4 min czytania

Rzuca wyzwanie hipokryzji, schudł sześć kilo i… żałuje. Łukasz Wantuch o awanturze o bezdomnych [wywiad]

Autor: Grzegorz Górski

– To będzie taki test na człowieczeństwo. Skoro ja jestem potworem, to zobaczymy, jacy oni są. Czy te piękne słowa o godności i humanitaryzmie przełożą się na ich zachowanie – mówi w rozmowie z KRKnews.pl Łukasz Wantuch, radny Przyjaznego Krakowa.

Jakub Kusyl: Pana odwaga ociera się o brawurę. Pan – „domny”, czysty i najedzony złamał tabu, potrafił powiedzieć wprost: bezdomni śmierdzą i są uciążliwi.

Łukasz Wantuch: Jechał pan kiedyś w autobusie z bezdomnym w czerwcowy upał? Mnie nie przeszkadzają bezdomni. Niech sobie będą na Plantach, nawet niech piją alkohol, ale niedopuszczalne są sytuacje, w których urządzają sobie koczowiska, są nachalni i agresywni. Byłem świadkiem jak bezdomny zaszedł drogę dziewczynie, stał nad nią, ta się przestraszyła i dała mu pieniądze. Nie możemy tolerować takich scen.

I postanowił pan zadziałać. W swoim stylu.

Naprawdę nie wydawało mi się, że to co proponuje jest czymś szczególnie wyjątkowym. Pierwsza propozycja była taka, żeby przenieść „Zupę na plantach” w inne miejsce, na przykład na Błonia, bo ta akcja – choć piękna i szczytna – to przyciąga bezdomnych na Planty, które są jednym z najbardziej reprezentacyjnych miejsc. Drugą propozycją był wymóg, by bezdomni otrzymywali jedzenie za pracę. Godzina grabienia liści, zbierania papierków czy niedopałków. Symboliczne wręcz zajęcie. Trzecia to uchronienie pasażerów komunikacji miejskiej przed bezdomnymi, którzy śmierdzą.

I posypał się na pana grad krytyki. Znieczulica, brak humanitaryzmu… Jeden z radnych powiedział, że nie ma prawa gwarantującego pasażerom podróżowanie w czystych tramwajach.

Słyszałem, że to hitleryzm, że jestem potworem, ale dostałem mnóstwo informacji od ludzi, którzy dziękują mi za to, że miałem odwagę nazwać rzeczy po imieniu i zająć się tym problemem. Naprawdę nie wydaje mi się, bym żądał strasznych rzeczy.

Pojawiły się głosy, że pana żądania to odzieranie z godności ludzi w kryzysie bezdomności. Praca, będąca wartością samą w sobie stała się zamachem na człowieczeństwo. Max Weber przewraca się w grobie. Weźmy takich bezrobotnych. Chcąc otrzymywać świadczenia muszą wykazać się jakąś aktywnością – pojechać do urzędu, podbić pieczątkę. Mamy radnych hipokrytów?

Dla mnie ktoś, kto jest pijany, agresywny i zaczepia ludzi, żądając pieniędzy, jest pospolitym bandytą. Zdaję sobie sprawę, że wiele z tych osób ma problemy, np. psychiczne, ale co z godnością innych osób, co z godnością pasażerów, którzy muszą wysiadać z autobusu, bo nie da się wytrzymać od smrodu, albo rodziców, którzy nie mogą w spokoju spacerować Plantami Dietlowskimi? Zadzwoniła do mnie pani z baru mlecznego, w którym bezdomni realizują bony MOPS-u. Skarży się, że odstraszają jej klientów, a pracownice mają dość smrodu i grożą rezygnacją z pracy.

Są w radzie ludzie, którzy w swojej trosce o innych są autentyczni, np. Alicja Szczepańska, która jest zaangażowana w pomoc słabszym.

Która nomen omen krytykowała pana najbardziej…

Ale jest w tym prawdziwa, szczera i wierzy w to co mówi, choć dla mnie to trochę naiwne. Bo duża część tych osób cynicznie wykorzystuje dobroć i serce takich osób jak Alicja. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że krytykujący mnie to osoby niemające kontaktu z bezdomnymi. Może nie jeżdżą komunikacją miejską, albo nie chodzą plantami. Uważają, że mówienie „jestem bezdomny” zwalnia od wszystkiego. A mi chodziło o taki impuls. Czy to jest zbrodnia, że dając jedzenie za darmo, stawiamy warunek: umyj się, wyglądaj jak człowiek, a tym sposobem inni będą cię odbierali jak człowieka? Kraków stwarza możliwości. Nie trzeba spać na Plantach, mamy 800 miejsc noclegowych, 11 punktów, w których można zjeść posiłek i łaźnię, w której można się wykąpać.

Wrzucił pan jej zdjęcia. Ci, którzy szafowali hasłami o skandalicznych warunkach w niej panujących chyba niesłusznie zarzucali panu, że nie ma pojęcia o kwestiach bezdomności.

Wybrałem się tam wczoraj z grupą radnych. Są toalety, są prysznice, jest osiem pralek, suszarka do bielizny, ja nie mam suszarki. Można dostać za darmo ubranie. Znam mieszkania, w których łazienki są w dużo gorszym stanie.

Został pan chyba najbardziej znienawidzonym radnym. Przewodniczący rady miasta, Dominik Jaśkowiec powiedział, że w populizmie przeszedł pan samego siebie, a pan, zapowiada na 10 lipca akcję zakrawającą o happening.

Zaproszę bezdomnych, żeby radni zobaczyli jak wygląda prawdziwy świat, prawdziwe życie. Do restauracji radcowskiej, przyjdą tacy jacy są. Ciekawe ilu z tych radnych usiądzie na krześle na którym siedział bezdomny, zje z używanych przez niego talerzy i sztućców. To będzie taki test na człowieczeństwo. Skoro ja jestem potworem, to zobaczymy, jacy oni są. Czy te piękne słowa o godności i humanitaryzmie przełożą się na ich zachowanie.

To poważna deklaracja nie wycofa się z niej pan? Z trzech uchwał się pan wycofał.

Ja to zrobię i to będzie ostatnia rzecz jaką zrobię w sprawie bezdomnych.

A jeśli prezydent zadzwoni i powie „panie Łukaszu, proszę nie robić cyrku”, wycofa się pan z zapowiedzi?

Jeżeli prezydent zadzwoni to oczywiście wycofam się z pomysłu, jestem radnym klubu prezydenckiego.

Warto było w ogóle podejmować się tego tematu? Wizerunkowo sporo pan stracił.

Teraz żałuję. Jedyna dobra rzecz w tej całej akcji to to, że schudłem sześć kilo.

Przynajmniej nie będą pana nazywać sytym burżujem.

Reklama