Sąd wydał wyrok w sprawie zderzenia seicento z samochodem Beaty Szydło

Przed sądem w Oświęcimiu zapadł wyrok w sprawie wypadku samochodowego Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku. Sąd warunkowo umorzył postępowanie. Kierowca seicento ma jednak zapłacić nawiązki dla Beaty Szydło i funkcjonariusza ówczesnego BOR. W ustnym uzasadnieniu do wyroku padło stwierdzenie, że pojazdy z kolumny rządowej nie używały sygnałów dźwiękowych, choć miały włączoną sygnalizację świetlną. Kolumna rządowa nie miała więc statusu kolumny uprzywilejowanej, a kierowca prowadzący auto z premier Szydło też złamał przepisy ruchu drogowego.

Już pojawiają się komentarze, że to salomonowy wyrok. Z jednej strony kierowca seicento nie został skazany, ale też nie jest całkowicie bez winy. Sąd uznał, że wypadek spowodował nieumyślnie. Ale nie jest to tylko jego wina – gdyby samochody z rządowej kolumny używały sygnałów dźwiękowych, do wypadku by pewnie nie doszło. A kierowca BOR wiozący premier też złamał przepisy ruchu drogowego.

Sąd orzekając o umorzeniu powołał się na artykuł 66 kodeksu karnego, który mówi:

Sąd może warunkowo umorzyć postępowanie karne, jeżeli wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy niekaranego za przestępstwo umyślne, jego właściwości i warunki osobiste oraz dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie przestrzegał porządku prawnego, w szczególności nie popełni przestępstwa.§ 2. Warunkowego umorzenia nie stosuje się do sprawcy przestępstwa zagrożonego karą przekraczającą 5 lat pozbawienia wolności.

Sąd ustalił, że kolumna rządowa nie używała sygnałów dźwiękowych, choć pojazdy miały włączoną sygnalizację świetlną. – W kwestii sygnałów dźwiękowych sąd ustalił, iż nie były one używane. Powyższe wynika z zeznań wielu świadków, którzy znajdowali się w pobliżu miejsca zdarzenia, i nie ma wątpliwości co do tego, że gdyby takie sygnały były używane, to bez problemu by je usłyszeli. Oskarżony również takich sygnałów nie słyszał – argumentowała sędzia Agnieszka Pawłowska. I stwierdziła, że samochody rządowe, poruszające się w Oświęcimiu, gdy doszło do zderzenia z seicento, nie miały statusu kolumny uprzywilejowanej.

Czy w ten sposób kończy się długa saga o wypadku premier Beaty Szydło? Nie! Wyrok nie jest prawomocny, stronom przysługuje odwołanie. A do tego sąd zaznaczył, kierowca BOR, który prowadził auto z premier Szydło, również złamał przepisy ruchu drogowego i sprawa trafi do prokuratury.

Wypadek miał miejsce w lutym 2017 roku w Oświęcimiu. Rządowa kolumna, z ówczesną premier Beatą Szydło, wyprzedzała fiata seicento. Kierowca fiata przepuścił pierwszy rządowy pojazd, a następnie zaczął skręcać w lewo. W tym momencie doszło do zderzenia z samochodem przewożącym Szydło. Rządowa limuzyna uderzyła następnie w drzewo.

Wczoraj prokuratura wniosła o wymierzenie oskarżonemu kary roku ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnie dozorowanej pracy na cele społeczne – po 20 godzin miesięczne. Obrona wnioskowała o uniewinnienie.

ml, tvn24.pl

Najnowsze

Co w Krakowie