Cracovia pożegnała się z Pucharem Polski już w pierwszej rundzie. Ekstraklasowy zespół długo nie potrafił wykorzystać wyraźnej przewagi nad drugoligowym Zniczem Pruszków, prowadzenie zdobył dopiero po znakomitym uderzeniu Ajdina Hasicia, a w doliczonym czasie gry stracił gola z rzutu karnego. Po bezbramkowej dogrywce o awansie rozstrzygnęła niezwykła seria „jedenastek”. Znicz wygrał ją 4:3.
Cracovia jechała do Pruszkowa jako zdecydowany faworyt. Trener Bartosz Grzelak nie zdecydował się na głęboką rotację i wystawił skład, w którym nie brakowało piłkarzy regularnie występujących w Ekstraklasie. Na boisku różnica dwóch poziomów rozgrywkowych była jednak znacznie mniej widoczna, niż można było oczekiwać.
Po 120 minutach wynik brzmiał 1:1. W konkursie rzutów karnych więcej zimnej krwi zachowali gospodarze, którzy wyeliminowali krakowski zespół i sprawili jedną z największych niespodzianek pierwszej rundy.
Cracovia rozpoczęła z ogromną przewagą
Początek należał zdecydowanie do gości. Już w trzeciej minucie Kahveh Zahiroleslam wykorzystał niezdecydowanie Norberta Gzowskiego i skierował piłkę głową w stronę bramki. Jarosław Jach interweniował na linii, a analiza VAR potwierdziła, że futbolówka nie przekroczyła jej całym obwodem.
Cracovia zamknęła rywali na ich połowie. W pierwszych 24 minutach miała aż 73 procent posiadania piłki. Strzelali Mateusz Praszelik i Karol Knap, a po dośrodkowaniu Ajdina Hasicia główkował Dominik Baumgartner. Za każdym razem na wysokości zadania stawał jednak Gzowski.
Bramkarz Znicza znakomicie zachował się również w 29. minucie, zatrzymując Sayfallaha Ltaiefa. Gospodarze przetrwali najtrudniejszy okres, a z każdą kolejną minutą coraz lepiej organizowali się w defensywie. Cracovia miała piłkę, lecz jej ataki stawały się wolniejsze i coraz bardziej przewidywalne.
Jeszcze przed przerwą mocno z ostrego kąta uderzył Zahiroleslam, ale Gzowski ponownie przypilnował bliższego słupka. Do szatni zespoły zeszły przy bezbramkowym remisie.
Znicz uwierzył, Cracovia długo nie potrafiła odpowiedzieć
Po zmianie stron gospodarze zaczęli grać odważniej. Trener Znicza przeprowadził od razu trzy zmiany, wprowadzając Aleksandra Redlińskiego, Michała Boreckiego i Adama Ratajczyka. Te korekty poprawiły dynamikę gry pruszkowian.
Bartosz Grzelak odpowiedział wejściem Mateusza Klicha i Mohameda Berte, a następnie Otara Kakabadze. Rezerwowi nie przynieśli jednak natychmiastowej poprawy. W 63. minucie Berte minął wychodzącego z bramki Gzowskiego, ale zwlekał z decyzją i jego strzał został zatrzymany niemal na linii bramkowej.
Cracovia miała przewagę, lecz brakowało jej skuteczności. Ltaief uderzył minimalnie obok słupka, a chwilę później Beno Selan nie trafił z osiemnastu metrów. Dopiero indywidualna jakość Hasicia pozwoliła przełamać obronę Znicza.
Fenomenalne uderzenie Hasicia
W 80. minucie Ajdin Hasić otrzymał piłkę przed polem karnym i kapitalnym strzałem z około 16 metrów posłał ją w samo okienko. Gzowski, który wcześniej wielokrotnie ratował Znicz, tym razem nie miał żadnych szans.
Był to gol odpowiadający różnicy klas między zespołami – techniczny, precyzyjny i zdobyty przez piłkarza, który nawet w przeciętnym spotkaniu potrafił jednym zagraniem odmienić jego przebieg.
Wydawało się, że Cracovia dowiezie skromne prowadzenie. Gospodarze nie zrezygnowali jednak z walki. W 86. minucie znakomitą okazję miał Ratajczyk, ale zawahał się w polu karnym, a jego strzał zablokował Klich. Chwilę później po kolejnym uderzeniu Ratajczyka zespół uratował Brahim Traore.
Niepotrzebna ręka Perkovicia i karny w ostatnich sekundach
Decydujący moment regulaminowego czasu gry nastąpił już po upływie doliczonych czterech minut. Przy dośrodkowaniu w pole karne Sebastian Madejski wychodził do piłki, ale Mauro Perković niepotrzebnie interweniował ręką. Sędzia Mateusz Piszczelok wskazał na jedenasty metr.
Do piłki podszedł Tymon Proczek. Napastnik Znicza wytrzymał presję i pewnym uderzeniem doprowadził do remisu 1:1. Była to już 95. minuta spotkania.
Cracovia straciła więc awans w chwili, gdy niemal trzymała go w rękach. Zamiast końcowego gwizdka rozpoczęła się dogrywka.
Hasić mógł rozstrzygnąć mecz w dogrywce
Dodatkowe 30 minut nie przyniosło wielu płynnych akcji. Znicz bronił się uważnie, a Cracovia miała wyraźne problemy z przyspieszeniem gry. Najlepszą okazję stworzył sobie ponownie Hasić. W 112. minucie Bośniak minął w polu karnym trzech przeciwników i znalazł się przed Gzowskim, lecz nie trafił w bramkę.
Była to piłka meczowa. Niewykorzystana szansa okazała się niezwykle kosztowna, ponieważ po 120 minutach nadal było 1:1 i konieczny stał się konkurs rzutów karnych.
Aż siedem serii. Tak strzelano rzuty karne
Pierwsze dwie serie były bezbłędne. Dla Znicza trafiali Dawid Barnowski i Tymon Proczek, natomiast po stronie Cracovii skuteczni byli Ajdin Hasić oraz Mateusz Klich.
W trzeciej serii Adam Ratajczyk pokonał Madejskiego, a uderzenia Dijona Kameriego nie zamieniło się w gola. Znicz znalazł się w bardzo korzystnej sytuacji, lecz później rozpoczął się prawdziwy festiwal niewykorzystanych prób.
Mateusz Głowiński i Michał Borecki nie zdobyli bramek dla gospodarzy. Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać, ponieważ pomylili się również Mauro Perković i Brahim Traore. Skuteczny strzał Otara Kakabadze pozwolił jedynie przedłużyć nadzieje Pasów.
W szóstej serii nie trafił Jan Kosmalski, ale szansy na przejęcie inicjatywy nie wykorzystał Traore. W siódmej kolejce Aleksander Nadolski pokonał Madejskiego. Mohamed Berte musiał odpowiedzieć, by utrzymać Cracovię w rozgrywkach, lecz nie wykorzystał swojej próby.
Znicz wygrał serię rzutów karnych 4:3 i awansował do kolejnej rundy.
Przewaga, której Cracovia nie potrafiła zamienić na awans
Statystyki jeszcze mocniej podkreślają rozmiar zmarnowanej szansy. Cracovia miała 57 procent posiadania piłki, oddała 14 celnych strzałów przy zaledwie trzech Znicza oraz wykonywała 12 rzutów rożnych. Gospodarze bronili się jednak konsekwentnie, a Norbert Gzowski rozegrał bardzo dobre spotkanie.
Pasy przez większość meczu kontrolowały piłkę, lecz nie kontrolowały jego najważniejszych momentów. Nie wykorzystały przewagi w pierwszej połowie, popełniły kosztowny błąd w ostatniej akcji regulaminowego czasu i zawiodły w serii rzutów karnych.
Dla Znicza to jeden z najbardziej wartościowych wyników ostatnich lat. Dla Cracovii – bolesna pucharowa porażka, która przyszła mimo wystawienia mocnego składu i zdecydowanej przewagi w liczbie stworzonych sytuacji.
Składy
Znicz Pruszków: Norbert Gzowski – Filip Hołuj, Jarosław Jach, Władysław Ochronczuk – Aleksander Nadolski, Antoni Bartoszewicz, Dawid Barnowski, Mateusz Jeleński, Nikodem Zawistowski – Tymon Proczek, Dominik Szafrański.
Rezerwowi, którzy weszli: Aleksander Redliński, Michał Borecki, Adam Ratajczyk, Mateusz Głowiński, Jan Kosmalski, Michał Pawlik.
Cracovia: Sebastian Madejski – Brahim Traore, Dominik Baumgartner, Mauro Perković – Ajdin Hasić, Dominik Piła, Karol Knap, Mateusz Praszelik, Beno Selan, Sayfallah Ltaief – Kahveh Zahiroleslam.
Rezerwowi, którzy weszli: Mateusz Klich, Mohamed Berte, Otar Kakabadze, Dijon Kameri, Martin Minczew.
Znicz Pruszków – Cracovia 1:1 po dogrywce, rzuty karne 4:3
Bramki: Tymon Proczek 90+5. min (karny) – Ajdin Hasić 80. min.
Sędzia: Mateusz Piszczelok.
Stadion: MZOS Znicz w Pruszkowie.
(zdjęcie fb KS Cracovia)



