Spokojnie – to tylko koronawirus. To nie takie proste…

malopolska.uw.gov.pl

Bać się czy się nie bać? Oto jest pytanie, które większość Polaków zadaje sobie śledząc codzienne informacje o rozprzestrzenianiu się epidemii koronawirusa. Reakcja na nowe zagrożenie jest testem nie tylko dla polityków i naszej służby zdrowia, to sprawdzian dla każdego z nas.

Kilka dni temu stało się to, co wisiało w powietrzu od dawna – koronawirus oficjalnie dotarł do Polski. Słowo „oficjalnie” jest użyte celowo, bo specjaliści od chorób zakaźnych nie mają wątpliwości, że najbardziej medialny w ostatnich tygodniach wirus od dawna jest w naszym kraju i dotarł do wielu osób, choć one o tym nawet nie wiedzą.

Wbrew pozorom to dobra wiadomość. Skoro koronawirus jest u nas od dawna, a nie widać jego tragicznych skutków, to może nie jest aż tak groźny, jak to wygląda w telewizji i internecie, gdzie co chwilę pojawiają się doniesienia o kolejnych zakażonych na całym świecie, coraz bliżej naszych granic i co gorsze – kolejnych ofiarach śmiertelnych. I w tym kontekście apele lekarzy, by nie panikować, myć często ręce, spokojnie reagować na objawy grypowe, bo to może być grypa, a nie koronawirus, powinny trafiać na podatny grunt.

Ale natłok informacji o koronawirusie jest tak duży, że trudno podchodzić do nich na chłodno i bez emocji. Ćwiczenia w rozkładaniu namiotów przed szpitalami, które mają stanowić izby przyjęć w razie epidemii, odwoływanie kolejnych imprez masowych i lotów, brak maseczek i środków odkażających w sklepach oraz aptekach – to wszystko dowodzi wielkiego niepokoju w całym społeczeństwie, który dość łatwo i w zupełnie nieoczekiwanym momencie może przerodzić się w panikę.

Na razie mamy sporo szczęścia. Niedofinansowana i kulejąca służba zdrowia, spóźniona specustawa dotycząca koronawirusa (na marginesie – z wieloma niedociągnięciami) to poważne problemy, które mogą mieć wpływ na to, że tak różowo jak to zapewniają rządzący, jednak nie będzie.

Władza sama boi się koronawirusa, bo jego niekontrolowane rozprzestrzenianie się może zagrozić nie tylko obywatelom, ale jej samej. A błąd można popełnić w każdej chwili, w każdym miejscu. I choć będzie to wina kogoś na dole, odpowiedzialność spadnie na tych na górze – na władzę.

Na szczęście dla nas wszystkich skutków tych błędów nie ma. Albo ich nie widać, tak samo jak nie widać rozprzestrzenienia się koronawirusa. I to chyba w większym stopniu zasługa samych Polaków, którzy wykazują się zdrowym rozsądkiem i stosują się do zaleceń służb sanitarnych. Tak jak to zrobił mężczyzna, u którego potwierdzono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w naszym kraju. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby on postanowił „przechodzić” grypę, jak to robi wiele osób chodzących do pracy z katarem i kaszlem, zbijając gorączkę lekami. Albo przyszedł do przychodni osiedlowej w Nowej Hucie, jak to zrobiła kobieta podejrzewająca, że ma koronawirusa.

Przy tych wszystkich obawach nie mamy jednak innego wyjścia, niż zachować spokój. Tylko spokój może nas uratować. Innego leku na koronawirusa na razie nie ma.

Grzegorz Skowron

Zobacz także