Szczepienie sędziów w Krakowie. Kto zaszczepił się wcześniej – rzecznik poprzedniej KRS czy obecna prezes Sądu Okręgowego?

Musisz przeczytać

Nowa odsłona „afery” szczepionkowej w Krakowie. Kulisy szczepienia krakowskich sędziów opisuje OKO.press. Pod koniec kwietnia prawicowe media zarzuciły sędziom, w tym Waldemarowi Żurkowi, rzecznikowi poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa, że domagali się zaszczepienia bez kolejki wymachując sędziowskimi legitymacjami. Tymczasem kilka dni przed sędziami zaszczepiła się prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmara Pawełczyk-Woicka. I to ona informowała sędziów, że mogą zgłaszać się na szczepienia.

„2 kwietnia w Wielki Piątek – czyli przed innymi sędziami – w hali Expo zaszczepili się już prezes sądu okręgowego Dagmara Pawełczyk-Woicka i jej partner życiowy Dariusz Pawłyszcze, sędzia sądu okręgowego i jednocześnie dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Pawłyszcze wcześniej pracował na delegacji w ministerstwie sprawiedliwości i czeka na powołanie przez prezydenta do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego” – podaje OKO.press.

Sędzia Waldemar Żurek zaszczepił się 6 kwietnia wieczorem. „Nie było wtedy kolejki. Podszedłem do rejestracji, powiedziałem, że jestem sędzią, pokazałem legitymację sędziowską i zapytałem, czy jestem uprawniony do szczepienia. I dopiero jak to potwierdzono, wypełniłem ankietę, poszedłem do lekarza i dostałem szczepionkę” –powiedział OKO.press sędzia Żurek.

Kiedy pod koniec kwietnia tygodnik „Do Rzeczy” opisywał incydent z sędziami, którzy przyszli zaszczepić się do hali Expo w Krakowie, w tej grupie miał być sędzia Waldemar Żurek. „Przez oczekujących zaczęła się przedzierać grupa osobników wymachujących legitymacjami sędziowskimi, wołając, że ich kolejka nie obowiązuje, bo mają immunitet i wokandę. Tłum wpadł w szał i zaczął wykrzykiwać pod adresem kasty słowa, których nie godzi się przytaczać. Wśród zelżonych był też słynny sędzia Waldemar Żurek. Choć nasze wiewiórki zaświadczają, że akurat on w odróżnieniu od kolegów zachowywał się kulturalnie” – to fragment tekstu opisujący incydent z 6 kwietnia.

Inaczej to samo zdarzenie opisuje OKO.press. „Do incydentu opisanego przez tygodnik mogło dojść pomiędzy godziną 11:00 a 12:00, bo wtedy pojawili się na szczepienie sędziowie, którzy byli zapisani na godz. 11:00. Ale punkt o tej godzinie sędziów nie szczepił. Mogli też przyjść sędziowie, którzy nie byli zapisani. Powstało zamieszanie. – Mogło być tak, że wtedy sędziowie pytali, co mają robić, gdzie mają iść. Mogli mówić, że są sędziami, że mają wokandy i muszą wrócić do pracy. A, że wcześniej sędziowie wchodzili oddzielnymi drzwiami, ludzie z normalnej kolejki mogli się zdenerwować. Podobno któryś z sędziów pół żartem rzucił „my z kasty”. Ale to był żart nie na miejscu” – mówi OKO.press osoba znająca kulisy szczepienia. Po tym incydencie sędziowie do końca dnia nie mogli już wchodzić drugimi drzwiami na szczepienie, tylko stali w kolejce ze wszystkimi”.

OKO.press podaje też, że w czwartek 1 kwietnia sędziowie otrzymali pismo prezes Dagmary Pawełczyk-Woickiej i dyrektora Piotra Słabego informujące, że mogą zapisywać się na szczepienia. A gdy dowiedzieli się, że 2 kwietnia zaszczepiło się kierownictwo, przyszedł czas ich szczepień. „Sądzili, że do punktu szczepień przekazano już listę chętnych do szczepienia i, że są załatwione wszystkie formalności. Dlatego w pierwszy dzień roboczy po Świętach Wielkanocnych – we wtorek 6 kwietnia – krakowscy sędziowie i pracownicy sądów ruszyli do punktu szczepień na ulicy Galicyjskiej. Część z nich wcześniej miała telefon z sekretariatu sądu z zaproszeniem na szczepienie na konkretną godzinę” – opisuje OKO.press.

(red)

- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca