„To jest wojna”. Jarosław Kaczyński: „tę wojnę możemy wygrać”. Na pewno?

Fot. Facebook

Wczorajsze wystąpienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego wzbudziło ogromne kontrowersje. Jakie będę jego skutki?

Wystąpienie prezesa PiS trzeba analizować wielowariantowo. Każda poważna decyzja polityczna musi budzić reakcje społeczne. I niekoniecznie będą one takie, jak tego chce władza…

Kościół

W przeciwieństwie do wcześniejszych rządów, Jarosław Kaczyński bardzo umiejętnie trzymał Kościół na „krótkiej smyczy”. Poprzez działania polityczne podzielił go na dwa pod kościoły.

Pierwszy mocno zintelektualizowany i niewielki. De facto dziś bez większego znaczenia, reprezentowany przez wysokich hierarchów (oczywiście z pewnymi wyjątkami – jak arcybiskup Marek Jędraszewski) oraz drugi, masowy, głownie wiejski, małomiasteczkowy, parafialny, gdzie prym wiodą lokalni proboszczowie i to oni teraz nadają ton wspólnocie kościoła w Polsce. Taki podział instytucji pozwolił PiS-owi dwukrotnie wygrać wybory. Ponadto był bardzo wygodny nie tylko w czasie kampanii wyborczych – podtrzymywał stan napięcia i syndrom oblężonej twierdzy wewnątrz instytucji.

W swoim wystąpieniu prezes PiS nawoływał do bronienia kościołów. Nie da się ukryć faktu, że w nowożytnej historii Polski nie zdarzały się protesty w świątyniach. I taka sytuacja otwiera kościołowi oczy na obecne wydarzenia. Część biskupów próbuje się od tego wyroku i całego zamieszania odciąć, głosząc przekaz, że Kościół zawsze stał na straży życia, a wyroki się udziałem państwa świeckiego. To pokazuje, że część niektórzy biskupi rozumieją, że tej wojny z ludźmi wygrać się nie da.

W dużo gorszej sytuacji są pozostawieni lokalni proboszczowie, osamotnieni w starciach z młodzieżą. która mówi do nich „proszę Pana” i niejednokrotnie przerasta ich intelektualnie o dekadę. To dziś oni mają problem. Ci z małych wiosek jakoś sobie poradzą. Ci z miasteczek i parafii miejskich są w dużo gorszej sytuacji, bo zostali pozostawieni sami sobie w konfrontacji z pokoleniem JPII.

Wydaje się, że retoryka z wystąpienia Kaczyńskiego odniosła odwrotny skutek od zamierzonego. Organizatorzy protestu szybko zorientowali się i nawołują swoich zwolenników do zaniechania ataków na obiekty sakralne, przekierowując strumień niezadowolenia w stronę lokalnych polityków PiS – pod ich siedziby i biura poselskie. A tych już kibice bronić nie będą i chętniej staną w tłumie po tej stronie, gdzie są ich „matki, córki i kochanki” niż politycy partii rządzącej.

Władza

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego miał zapewne w pierwotnym zamiarze, przysłonić spóźnioną reakcję polityków PiS-u na zagrożenie epidemią. Dać czas na szybką, nawet trochę pozorną reorganizację systemu opieki medycznej, zbudowanie dużych szpitali. Co w połączeniu z osłoną medialną ze strony TVP i Radia Maryja dawało szansę powodzenia i wyjścia z opresji. Wprowadzenie czerwonej strefy z zakazem spotykania się powyżej 5 osób miało te działania „naprawcze” wzmocnić.

Nikt chyba się nie spodziewał aż tak silnej reakcji społecznej na działanie polityków PiS. W całej Polsce w tym i w Krakowie wyszły na ulice dziesiątki tysięcy szczególnie młodych ludzi. Którzy zaczęli skandować „W…………ć”, „Je….ć PiS”, „J…….ć kler” i inne obraźliwe, wulgarne i ośmieszające PiS i kościół hasła.

Sytuacja zrobiła się kuriozalna. bo dotychczas to właśnie PiS miał „monopol” i przyzwolenie swojego elektoratu na dość bezkarne obrażanie innych. I dziś ten sam PiS nie umie sobie z obrażaniem siebie poradzić – wydaje się, że ginie od własnej broni. Jest totalnie bezradny – a władza bezradna staje się śmieszna. A władza śmieszna może być za chwilę niepotrzebna, gdy ta śmieszność trwa za długo. PiS jawiło się zawsze jako szeryf, który robi z leszczami z boiska w 3 sekundy porządek. A dziś ten szeryf wpadł na boisko i nikt go nie słucha, jest śmieszny, popychany, wyzywany i zgubił gdzieś colta. Jeszcze trochę a z szeryfa zrobi się Jaś Fasola…

Patriotyzm

Jarosław Kaczyński w swoim wystąpieniu nawoływał do obrony Polskości, a dziś ulica na protestach krzyczy „Tu jest Polska”, a część protestującej w Krakowie młodzieży nosi na ramionach biało czerwone opaski.

I znów odbiorca z boku na dysonans poznawczy. Wydaje się, ze PiS powoli traci też monopol na patriotyzm, fundament swojej władzy. To może być szczególnie niebezpieczne (dla PiS), gdyby protestującym udało się ten przekaz przez dłuższy czas utrzymać. Bo władza bez fundamentu nie jest władzą. I dziś trudno już tej władzy będzie protestującą młodzież z tego – zapewne postrzeganego inaczej niż rządzący – patriotyzmu obedrzeć.

Czy PiS tę wojnę wygra?

Wydawać by się mogło, że tak. Z oświadczenia prezesa PiS wynika, że najprawdopodobniej czeka nas czas nowych obostrzeń – „czas przykręcania śruby”. Zapewne w niedługim czasie – tak się wydaje. bo to powinna być logiczna konsekwencja wczorajszego wystąpienia – nastąpi zakaz opuszczania miejsca zamieszkania z pewnymi wyjątkami. Władza spróbuje zamknąć ludzi w domu (nie internować ale walczyć z epidemią).

Jeżeli władzy to się uda, to wyjdzie zwycięsko z tej wojny. Protesty wygasną. Cześć inicjatorów i najbardziej zaangażowanych – się aresztuje, część pozbawi pracy, innymi zajmie się urząd skarbowy – stłamsi się rewolucję w zarodku. I jakoś to będzie.

Ale co się stanie, gdy naród nie posłucha i dalej będzie protestował? Gdy dalej tysiące ludzi będzie chodzić po ulicach – dziś ich wszystkich „zamknąć się” nie da. To już nie lata 80. ubiegłego wieku. Gdyby tak się stało, że ludzie nie posłuchają i wyjdą na ulice, to władza stanie się w oczach obywateli nieporadna, zbędna.

Nie będzie to oczywiście koniec PiS, bo on trwał będzie jeszcze co najmniej 3 lata (tyle jest do końca tej kadencji Sejmu), ale może to być początek jego końca (co może zostać sfinalizowane przy następnych wyborach parlamentarnych). Czas pokaże…

W mojej ocenie niebezpieczne jest też to (oczywiście dla PiS), że rządzący chcą do pomocy policji użyć wojska w celach „związanych z pandemią”… Dawno temu mój sąsiad ze Śródmieścia, pan Jurek – patriota, opozycjonista, zwykły człowiek wielkiego ducha i inteligencji opowiedział mi historię z czasów stanu wojennego – dwukrotnie Wojsko Polskie ratowało ich w Krakowie przed ZOMO. Raz na Jagiellońskiej, a drugi raz pod kościołem Mariackim. To przekaz ustny mogłem się pomylić – może jakiś z historyk z IPN dokładnie mi to opowie.

Żeby tak jak w stanie wojennym nie stało się dziś – trzeba ostrożnie i z dużą rozwagą używać polskich żołnierzy. Oni zawsze mają swój honor.

Kazimierz Krakowski

PS.
Ale jak to jest – kobiety wkurzone, lekarze wkurzeni, LGBT wkurzone, nauczyciele wkurzeni, rolnicy wkurzeni, górnicy wkurzeni, przedsiębiorcy wkurzeni, wszystko drogie jak fiks – a PiS wciąż popiera 40%…

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także