W najbliższy czwartek, 18 maja, urząd miasta zaprasza na święto ulicy Krupniczej. Przygotowano sporo atrakcji kiermasz lokalnych wystawców, atrakcje dla dzieci, piosenki Teatru Bagatela i promenada kostiumowa. Brzmi fajnie? Nie bardzo – pisze dla KRKnews Patrycja Bliska.
Czy zastawialiście się kiedyś dla kogo są pewne wydarzenia w Krakowie? Dla mieszkańców czy może dla włodarzy miasta? Bo kiedy oglądam zaproszenie na święto, to mam mieszane uczucia.

To, że urząd organizuje cos w środku tygodnia to jeszcze mogę zrozumieć. Ale organizowanie tego w południe, kiedy wszyscy jesteśmy w pracy, a dzieci w szkole, już mnie bardzo rozumiem. Magistrat przygotowuje atrakcje dla dużych i małych i chwała mu za to. Ktoś się przy tym napracuje, pójdą na to niemałe środki z naszych podatków. Tylko nasuwa się jedno zasadnicze pytanie – jak mamy w tym uczestniczyć? Mam wziąć wolne w pracy i zwolnić dzieci ze szkoły?. Proste prawda. Niestety nie w moim przypadku. I podejrzewam, że nie tylko w moim.
Jutro na święcie mnie nie będzie. Nie dlatego, że nie chce, ale po prostu nie mogę. I moje dzieci też nie mogą. A chciałyby, i to bardzo. Za to będą Ci, którzy mają być. Ktoś z urzędu miasta, jakiś dyrektor od zieleni. Paru radnych, kilku dziennikarzy. Może uda się też dotrzeć miejskim społecznikom, dzięki którym w ogóle możemy mówić o zielonej Krupniczej. I tyle.
Reszta będzie pracować. Przecież ktoś musi zarobić na kolejne festyny i święta.
(Patrycja Bliska)



