Szybkie fakty

Kategoria Kultura
Data 10 maja 2021
Czytanie ~4 min
Tematy bronisław cieślak, bronisław cieślak nie żyje, wspomnienie o bronisławie cieślaku
Kultura · 10 maja 2021 · 4 min czytania

Wspomnienie Bronisława Cieślaka – „Sławek, tak się do niego zwracaliśmy”

Autor: Grzegorz Górski

Bronisław Cieślak urodził się na krakowskim Kazimierzu, zawsze czuł się tam jak u siebie. Zanim został słynnym porucznikiem Sławomirem Borewiczem w serialu „07 zgłoś się”, był m.in. ratownikiem wodnym. Uczestniczył w wielkiej polityce, ale też przez jakiś czas był bezrobotny. Zawsze był otwarty na ludzi, każdego traktował po partnersku. Tak w rozmowie z Martyną Nowakowską zmarłego kilka dni temu Bronisława Cieślaka wspomina były poseł, obecny radny – Kazimierz Chrzanowski.

Coraz bardziej pusto robi się w naszym Krakowie…
To przykra prawda. Odchodzą ludzie zasłużeni dla miasta, których życie społeczne, zawodowe, a nawet towarzyskie miało duży wpływ na rozwój Krakowa i jego wyjątkową atmosferę. W ostatnich miesiącach pożegnaliśmy wiele takich osób, między innymi Bronka Cieślaka, którego śmierć jest dla mnie osobistym przeżyciem.

Znaliście się lata…
Poznaliśmy się w latach osiemdziesiątych, jednak bliżej w 1991 roku – przy pierwszych wyborach do parlamentu, w ramach Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Bronisław Cieślak był na liście. Jego obecność na spotkaniach, uczestnictwo w debatach, konwencjach przysparzało Sojuszowi sympatyków. Sławek, bo tak się do niego zwracaliśmy, był bardzo otwarty na ludzi, życzliwie nastawiony. Zresztą życie go doświadczyło i doskonale wiedział, że do ludzi należy mieć szacunek.

Jego życiorys był bogaty w doświadczenia zawodowe. Aktor, dziennikarz, polityk…
W młodości pracował nawet jako ratownik wodny! Kiedy w latach dziewięćdziesiątych przyszła zmiana ustrojowa, został zwolniony z funkcji zastępcy redaktora naczelnego krakowskiego oddziału Telewizji Polskiej. Potem podejmował różne prace, był krótko bezrobotny. W 1993 roku został sekretarzem w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką”. Cztery lata później uzyskał mandat do Sejmu z list SLD i był posłem przed dwie kadencje.

Przez wiele lat zasiadaliście wspólnie w ławach sejmowych. Jak zapamiętał pan Bronisława Cieślaka z tamtego okresu?
W parlamencie spędzaliśmy wspólnie dużo czasu. Zwłaszcza w drodze do i z Sejmu, bo bardzo często jeździliśmy razem pociągiem. Przegadywaliśmy godzinami, jednak nie zawsze w spokoju – bo Bronka wszędzie dopadała sława. Pasażerowie przechodzący korytarzem, kiedy widzieli go w przedziale przystawali – „o 07!” – popatrzyli, szli dalej, żeby za chwilę wrócić z jakąś książką, kartką lub serwetką i wziąć autograf. Bronek nigdy ich nie odtrącał, zawsze prowadził miłe rozmowy z ludźmi. Każdego traktował po partnersku – bez względu na to, czy dotyczyło to fanów, wyborców czy polityków.

Pracował w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu. Był też rzecznikiem prasowym klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Na czym skupiał się pełniąc tę funkcję?
To niemal taka krakowska tradycja, wcześniej świetnym rzecznikiem był Andrzej Urbańczyk z Krakowa. Bronek kształtował politykę w bardzo kreatywny sposób. Był koncyliacyjny, nie tolerował agresji słownej względem konkurentów politycznych. Odczuwał niesmak, kiedy mówiono ostrym językiem używanym w debacie publicznej. Wtedy często dogryzano lewej stronie sceny politycznej, ale Bronek zawsze starał się, by dyskusje między oponentami toczyły się w sposób możliwie łagodny.
Nie interesowały go gry polityczne, a kierunek, w jakim podąża Kraków i nasz kraj. Lubił pojechać w teren, porozmawiać, podyskutować. Był dla ludzi, a nie dla gier. Uważał je za małostkowe.

W Krakowie krąży szereg anegdot, których Bronisław Cieślak jest głównym bohaterem.
Nic dziwnego, bo był osobą lubianą, towarzyską, sam opowiadał mnóstwo dowcipów. Pamiętam, jak na jednych ze spotkań barwnie opowiadał o konstrukcji cepa… Potocznie mówimy, że coś jest proste jak konstrukcja cepa. Wydaje się, że oznacza to, że coś jest oczywiste, klarowne, że nie trzeba wysiłku, by to zrozumieć. A Bronek jako absolwent etnografii znakomicie tłumaczył ten problem i okazywało się, że w rzeczywistości cep jest to szalenie skomplikowane narzędzie pracy! Cieszyło się to wielkim zainteresowaniem słuchaczy.
Kiedyś na jednej z konferencji, na której był Bronek ktoś głośno powiedział „Witamy polskiego Jamesa Bonda!”, na co ten podszedł do mikrofonu i ze spokojem powiedział „Jaki kraj, taki Bond”. Myślę sobie, że był zbyt skromny. Zrobił w swoim życiu bardzo wiele.

No i był obywatelem Krakowa. Mawiał, że tylko w tym mieście tak mocno łączą się ze sobą dwie monoteistyczne religie – bo przecinają się ulice Bożego Ciała i rabina Meiselsa.
Urodził się i wychował na Kazimierzu – tym powojennym, zniszczonym, opuszczonym. Spędził w tym środowisku swoją młodość, później mieszkał w wielu innych częściach miasta. Jednak będąc na Kazimierzu, który przez lata jako dzielnica ewoluował, zawsze czuł się u siebie. Nigdy nie odszedł od swoich korzeni, od ludzi, z którymi się wychowywał.

Odejście od polityki sprawiło, że właśnie na wychowaniu i korzeniach mógł się skupić.
W ostatnich latach wykazywał mniejsze zainteresowanie polityką, był nią zmęczony. Chciał poświęcić więcej czasu rodzinie. Mówił mi, że żałuje tego, że w małym stopniu uczestniczył w wychowaniu dzieci przez działalność aktorską i polityczną. Ubolewał, że wychowywał swoje dzieci przez telefon. Dane mu było ten czas nadrobić.

A teraz…
A teraz, w poniedziałek, pożegnamy Bronka na Cmentarzu Podgórskim. Spotkamy się z Nim ostatni raz.

Rozmawiała Martyna Nowakowska

Reklama