…„nie wracajcie do domu!”. Tfu, przecież to właśnie w domu młodzieżowa reprezentacja Polski dała plamę tak wielką, że nie poradziłaby sobie z nią cysterna z wybielaczem.
Plus jest jeden – nie będziemy musieli oglądać ich w Krakowie. Wstydził się Lublin, wstydziły się Kielce, ale Kraków rumieńcem oblewać się nie musi. Polacy przegrali z Anglią 0-3 i żegnają się z Euro 2017.
Wyglądali jak Kapustka
Nasi młodzieżowcy w środę musieli wygrać co najmniej dwiema bramkami – to był warunek podstawowy. Napinali muskuły, pompowali się, zapewniali, że z Anglikami dadzą się z siebie wszystko. Jeśli więc tak wygląda to ich piłkarskie „wszystko”, to niech lepiej uzupełnią braki w edukacji i jak najszybciej zmienią zawód. Ale najlepiej na taki, gdzie nie trzeba siły, wybiegania i zmysłu taktycznego.
Polacy polegli z Anglią 0-3, a mogli nawet 0-6. Byli beznadziejni i ani przez chwilę nie pachniało szansą wyjścia na prowadzenie, o zwycięstwie nie wspominając. Ba, nasze orły przez 90 minut nie oddały żadnego celnego strzału i po meczu wyglądali jak półtora roku temu Bartosz Kapustka, gdy wychodził z jednego z krakowskich nocnych klubów.
Bla, bla, bla
Nie chcemy się zbytnio nad młodymi chłopakami znęcać, ale sami napompowali ten balon. Opowieściami o walce o medal, o braku kompleksów, o dobrym przygotowaniu. A tak naprawdę występ turnieju zaliczył tylko Krystian Bielik, ale nie na boisku, tylko przed kamerami.
– Najgorsze jest to, że gramy tak, jak trenujemy. A treningi nie były na najlepszym poziomie. Mamy łatwe rozegranie bez przeciwnika, słabe tempo i to samo jest później w meczu – wypalił po spotkaniu ze Słowację i okazało się, że 21-letni piłkarz widział więcej niż kilkunastoosobowy sztab reprezentacji.
A co na to selekcjoner Marcin Dorna? – Z Anglią podjęliśmy wyzwanie, mobilizacja była spora, ale trudno powiedzieć, skąd się wzięła ta dysproporcja. Na tyle, na ile mogliśmy, przygotowaliśmy ten zespół jak najlepiej – mówił po ostatnim meczu turnieju, co brzmiało jak klasyczne „bla, bla, bla” człowieka zagubionego.
Anglicy pod Wawelem
Polacy naciągają więc czapeczki na głowę, wciskają okulary na nos i na wszelki wypadek przez najbliższe tygodnie nie pokazują się ludziom na ulicy. Zajęli ostatnie miejsce w grupie (1 punkt) za Anglią (7), Słowacją (6) i Szwecją (2). Za to Anglicy przygotowują się do krakowskiego półfinału. 27 czerwca (godz. 20.45) zagrają przy Kałuży, a najbliższe dwa dni wyłonią ich rywala.
Dawid Nizioł
zdjęcie tytułowe / fot. Foter.com



