Dotarliśmy do wyników badania dotyczącego Strefy Czystego Transportu, zleconego przez miasto w styczniu 2026 roku. Moment jego przeprowadzenia jest szczególnie istotny. To właśnie pod koniec stycznia formalnie rozpoczęła się inicjatywa zmierzająca do referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Wyniki, którymi dysponował urząd, powinny były uruchomić wszystkie polityczne alarmy: 44,2 proc. badanych chciało całkowitej likwidacji SCT, 57,4 proc. uważało jej wymagania za zbyt restrykcyjne, a tylko 14,6 proc. opowiadało się za pozostawieniem strefy bez większych zmian. Kilka miesięcy później Miszalski stracił stanowisko, a SCT okazała się najczęściej wskazywanym przez głosujących powodem jego odwołania.
Badanie przeprowadzono na grupie 1024 mieszkańców Krakowa. Raport analizuje nie tylko stosunek krakowian do dalszego funkcjonowania strefy, lecz także znajomość jej zasad, ocenę restrykcyjności przepisów, uciążliwość SCT oraz motywy, jakie mieszkańcy przypisują władzom miasta.
Wyniki pokazują, że już na początku funkcjonowania SCT władze miasta dysponowały sygnałami świadczącymi o poważnym problemie z jej społeczną akceptacją. Mimo to nie zdecydowano się na zasadniczą zmianę samej koncepcji strefy. Dziś, kiedy znamy już polityczny finał tej historii, styczniowy dokument nabiera zupełnie innego znaczenia.
44,2 proc. chce całkowitej likwidacji SCT
Jedno z najważniejszych pytań dotyczyło dalszego funkcjonowania Strefy Czystego Transportu.
44,2 proc. respondentów odpowiedziało wprost, że SCT powinna zostać zlikwidowana.
Kolejne 35,3 proc. uważało, że strefa może funkcjonować, ale dopiero po wprowadzeniu korekt.
Pozostawienia SCT bez większych zmian chciało zaledwie 14,6 proc. mieszkańców. 5,9 proc. nie potrafiło zająć stanowiska.
Raport interpretuje te wyniki jako niewielką przewagę osób dopuszczających dalsze funkcjonowanie SCT – łącznie 49,9 proc. – nad zwolennikami jej likwidacji.
Tyle że takie zestawienie nie pokazuje najważniejszego elementu badania.
Spośród osób, które dopuszczały pozostawienie SCT, zdecydowana większość chciała jej zmiany. Za funkcjonowaniem strefy w dotychczasowym kształcie opowiadała się niewielka część mieszkańców – 14,6 proc.
Innymi słowy: ponad cztery piąte respondentów albo chciało likwidacji strefy, albo jej korekty, albo nie potrafiło poprzeć obecnego modelu bez zastrzeżeń.
57,4 proc.: wymagania SCT są zbyt restrykcyjne
Jeszcze bardziej jednoznacznie wyglądają odpowiedzi na pytanie o zasady obowiązujące w strefie.
Aż 57,4 proc. mieszkańców uznało wymagania SCT za zbyt restrykcyjne. W tym 31,4 proc. oceniło je jako „zdecydowanie zbyt restrykcyjne”, a 26 proc. jako „raczej zbyt restrykcyjne”.
Tylko 27 proc. badanych uznało obecne wymagania za adekwatne.
Zaledwie 8,2 proc. uważało je za zbyt łagodne.
Co szczególnie istotne, krytyczna ocena nie koncentruje się wyłącznie w jednej grupie wiekowej.
Za zbyt restrykcyjne uważało przepisy:
65 proc. osób w wieku 25–29 lat, 63,2 proc. osób w wieku 60–64 lata oraz 60,9 proc. respondentów w wieku 18–24 lata.
Oznacza to, że niezadowolenia z zasad SCT trudno sprowadzić wyłącznie do starszych kierowców posiadających samochody niespełniające określonych norm.
Najbardziej niewygodny wynik? 63,7 proc. wskazuje na pieniądze
Jeszcze mocniej brzmi część badania dotycząca powodów, dla których – zdaniem mieszkańców – SCT została wprowadzona.
Respondenci otrzymali kilka możliwych motywacji i mieli określić, w jakim stopniu się z nimi zgadzają.
Najwięcej, bo aż 63,7 proc. badanych, zgodziło się ze stwierdzeniem, że główną intencją wprowadzenia SCT było zwiększenie dochodów miasta.
To wynik szczególnie istotny w kontekście oficjalnego przekazu miasta, które uzasadnia funkcjonowanie strefy przede wszystkim ochroną zdrowia i poprawą jakości powietrza.
Ze stwierdzeniem, że właśnie ochrona zdrowia mieszkańców i poprawa jakości powietrza były głównym motywem wprowadzenia SCT, zgadzało się 49,2 proc. respondentów. Jednocześnie aż 35,8 proc. takiej motywacji nie podzielało.
Badanie oczywiście nie dowodzi, jakie rzeczywiście były intencje władz Krakowa. Pokazuje jednak coś równie ważnego z punktu widzenia prowadzenia polityki publicznej – jak te intencje odbierali sami mieszkańcy.
A wynik wskazuje na poważny deficyt zaufania.
Wszyscy słyszeli o SCT. Ale połowa nie zna dobrze zasad
Teoretycznie komunikacyjny sukces miasta wydaje się ogromny.
100 proc. badanych zadeklarowało, że słyszało wcześniej o Strefie Czystego Transportu.
Problem zaczyna się jednak w momencie, gdy pytanie dotyczy nie samej nazwy, lecz konkretnych zasad.
Tylko 47,6 proc. respondentów uważało, że orientuje się w nich dobrze lub bardzo dobrze.
33,7 proc. określało swoją wiedzę jako przeciętną, 14,2 proc. jako słabą, a 4,6 proc. deklarowało, że nie orientuje się w zasadach wcale.
Oznacza to, że mimo ogromnej rozpoznawalności samego pojęcia SCT ponad połowa mieszkańców nie oceniała swojej znajomości zasad strefy jako dobrej.
Co trzeci mieszkaniec nie wiedział nawet, jaki teren obejmuje SCT
Badacze sprawdzili również faktyczną wiedzę respondentów.
Informację, że SCT obejmuje w przybliżeniu teren wewnątrz IV obwodnicy i około 60 proc. powierzchni Krakowa, prawidłowo rozpoznało 60,2 proc. badanych.
Aż 28,4 proc. odpowiedziało „nie wiem”, a kolejne 11,4 proc. uznało takie stwierdzenie za fałszywe.
Jeszcze większe rozbieżności dotyczyły opłat i konieczności rejestrowania pojazdów.
Przy pytaniu dotyczącym rejestracji pojazdu odpowiedzi były niemal całkowicie rozproszone: 43,9 proc. wskazało „prawda”, 34 proc. – „fałsz”, a aż 22,1 proc. odpowiedziało „nie wiem”.
Sam raport przyznaje, że kwestie związane z rejestracją należą do najbardziej niejasnych elementów funkcjonowania SCT.
Lokalnym mediom ufają bardziej niż miejskim kanałom
Bardzo interesująco wyglądają również odpowiedzi dotyczące źródeł informacji o strefie.
Najważniejszym źródłem wiedzy o SCT okazały się lokalne media – wskazało je 60,5 proc. mieszkańców.
Media ogólnopolskie wskazało 41,7 proc. respondentów.
Dopiero na trzecim miejscu znalazły się oficjalne kanały informacyjne miasta – 34,8 proc.
Facebook wskazało 30,9 proc. badanych.
Oznacza to, że mimo prowadzonej przez miasto kampanii informacyjnej mieszkańcy informacje dotyczące SCT znacznie częściej czerpali z lokalnych mediów niż bezpośrednio z oficjalnych kanałów krakowskiego samorządu.
Najmłodsi odczuwają SCT najmocniej
Kolejny zaskakujący wynik dotyczy uciążliwości strefy.
W skali od 0 do 10 średnia dla wszystkich mieszkańców wyniosła 5,43.
Najwyższą uciążliwość deklarowali jednak najmłodsi ankietowani.
W grupie 18–24 lata było to aż 6,23.
Wśród osób w wieku 60–64 lata – 6,00, a w grupie 30–34 lata – 5,89.
Najniższy wynik odnotowano natomiast w grupie 50–54 lata – 4,84.
To szczególnie interesujące, ponieważ najmłodsi mieszkańcy mogliby być postrzegani jako grupa potencjalnie najbardziej otwarta na politykę ograniczającą ruch samochodowy. Badanie pokazuje jednak, że to właśnie oni deklarowali największą uciążliwość SCT.
Co czwarty mieszkaniec musiał załatwiać formalności
25 proc. badanych deklarowało, że w związku z funkcjonowaniem SCT musiało już podejmować określone czynności formalne.
54,6 proc. odpowiedziało, że nie musiało tego robić, a 20,4 proc. zaznaczyło odpowiedź „nie dotyczy”.
Spośród osób, które takie czynności podejmowały, 74,6 proc. rejestrowało lub zgłaszało pojazd w systemie, aby skorzystać ze zwolnienia.
22,3 proc. deklarowało wniesienie opłaty za wjazd, a 8,2 proc. wizytę w stacjonarnym punkcie obsługi.
Miasto znało nastroje mieszkańców
Wyniki badania są szczególnie istotne dlatego, że nie są sondażem przygotowanym przez przeciwników SCT ani badaniem zamówionym przez organizację walczącą ze strefą.
To wyniki badania zleconego przez samo miasto, do których dotarliśmy.
Już wtedy pokazywały one, że społeczna akceptacja obecnego kształtu SCT jest bardzo ograniczona.
44,2 proc. chciało całkowitej likwidacji strefy.
35,3 proc. dopuszczało jej dalsze funkcjonowanie, ale po zmianach.
57,4 proc. uważało wymagania za nadmiernie restrykcyjne.
63,7 proc. dostrzegało w SCT przede wszystkim sposób na zwiększenie dochodów miasta.
A pozostawienia strefy bez większych zmian chciało zaledwie 14,6 proc. mieszkańców.
Miasto miało więc w ręku materiał pokazujący skalę społecznego problemu. Później zapowiedziano wprawdzie punktowe korekty SCT, jednak nie zdecydowano się na zasadnicze przedefiniowanie jej modelu.
I być może właśnie to jest najważniejszym wnioskiem płynącym z ujawnionego badania: urzędnicy nie mogą dziś powiedzieć, że nie wiedzieli, jak mieszkańcy oceniają strefę. Wiedzieli – dysponowali konkretnymi wynikami.



