Przetarg na operatora miejskiego systemu rowerów elektrycznych może zostać ogłoszony w ciągu dwóch tygodni. Jeżeli nie będzie kłopotów z wyłonieniem firmy odpowiedzialnej za funkcjonowanie tego systemu, krakowianie będą mogli jeździć na rowerach elektrycznych już w wakacje. Roczny koszt obsługi tysiąca elektrycznych jednośladów rozmieszczonych w 100 lokalizacjach to 5-7 mln złotych.
To najważniejsze informacje dotyczące miejskiego roweru elektrycznego, przekazane radnym na sesji przez dyrektora Zarządu Transportu Publicznego Łukasza Franka. – Nie chcemy tylko odtworzyć systemu rowerów miejskich, to oznaczało stagnację. Ci, co mieli się przekonać do podróżowania rowerem, już to zrobili – tłumaczył dyrektor Franek. – Trzeba zachęcić także tych, którzy sobie cenią komfort, którzy mają do pokonania np. 10 km. Rozwiązaniem dla nich jest rower elektryczny – przekonywał.
Tysiąc rowerów elektrycznych na początek
Dyrektor ZTP poinformował radnych, że pierwotne plany dotyczące systemu rowerów elektrycznych zostaną znacznie ograniczone. Początkowo miało to być od razu 3 tys. jednośladów z napędem elektrycznym. – Plan jest taki, że w tym roku zamawiamy usługę na 4 lata dla tysiąca rowerów elektrycznych w 100 lokalizacjach – zaznaczył Łukasz Franek. Dodał, że roczne koszty ponoszone przez gminę szacowane są na 5-7 mln zł.
Stacje dla rowerów mają się pojawić nie tylko w centrum. Będą w miejscach, skąd można szybko dojechać do przystanków komunikacji miejskiej. Rowery mają także służyć mieszkańcom osiedli peryferyjnych, skąd do centrum jest często kilkanaście kilometrów.
Radni – tradycyjny rower też jest potrzebny
– Nie za szybko wkraczamy w przyszłość? – pytał radny Michał Starobrat (Koalicja Obywatelska). Rower elektryczny jest świetnym rozwiązaniem, ale należałoby utrzymać także tradycyjny rower – przekonywał. Jego zdaniem należałoby wprowadzić system hybrydowy, czyli rowery tradycyjne i elektryczne. I za powrotem do systemu tradycjnego roweru miejskiego, ewentualnie hybrydowego opowiedziało się w dyskusji większość radnych, m.in. Marek Sobieraj (Prawo i Sprawiedliwość) czy Jan Pietras (Kraków dla Mieszkańców).
– Czy nas na to stać? – pytał z kolei Łukasz Wantuch (Przyjazny Kraków). – Była mowa o 72 mln zł na 4 lata, kwota uległa zmniejszeniu. Czy ZTP się przestraszył? – to kolejne pytania radnego Wantucha. – Nie mówię, że to nie jest świetne, ale nas na to nie stać. Może najpierw poszukajmy firmy w partnerstwie publiczno-prywatnym. Spróbujmy zrobić to bez kosztów – zaproponował.
Kolejni radni podkreślali, że system roweru miejskiego koniecznie musi być zintegrowany z komunikacją miejską. Chwalili pomysł, by stacje z rowerami pojawiły się na peryferiach.
– Zachowajmy jednak pewne proporcje – apelował z kolei Wojciech Krzysztonek (KO), który przypomniał, że kilka lat temu w referendum mieszkańcy opowiedzieli się za rozbudową ścieżek rowerowych, a to – jego zdaniem – nie jest robione. – Pewne nowinki jak rower techniczny są ważne dla niektórych osób, ale jako miasto powinniśmy wykazywać większą determinację w budowie ścieżek, skoncentrujmy się na ścieżkach, a reszta niech będzie uzupełnieniem – przekonywał.
Andrzej Hawranek (Koalicja Obywatelska) zwrócił uwagę, że decyzję w tej sprawie nie podejmą radni. Przypomniał, że w budżecie miasta na ten rok na system roweru elektrycznego jest zarezerwowane 9 mln złotych.
– Nie rozumiem przechodzenia ze skrajności w skrajność. System Wavelo był taki, że miasto nie dopłacało ani złotówki, teraz ma płacić za wszystko – mówił Łukasz Maślona (Kraków dla Mieszkańców).
– Może pójdźmy dalej – skoro na rowerze elektrycznym i tak trzeba pedałować, kupmy skutery – drwił Adam Migdał (Przyjazny Kraków). Jego zdaniem miasto powinno mieć system tradycyjnych rowerów – miasto mogłoby kupić rowery, a ich obsługę i serwis zlecić jakiejś firmie.
Adama Kalita (PiS) poszedł jeszcze dalej niż radny Migdał. – Najpierw skutery, potem małe samochodziki (piszę się na taki), a w przyszłości małe rakietki – rzucił radny Kalita.
– Zrobiliście dialog techniczny, dzisiejsza dyskusja pokazała, że potrzebny jest także dialog z radnymi – stwierdził Jacek Bednarz (Przyjazny Kraków).
To nie kosmici jeżdżą na rowerach
Do uwag radnych odniósł dyrektor ZTP. – Chcieliśmy wprowadzić rozwiązanie hybrydowe, ale podczas dialogu technicznego okazało się, że to nie ma sensu, bo ludzie i tak będą chcieli korzystać z rowerów elektrycznych. Albo jeden albo drugi system. Naszym zdaniem jesteśmy gotowi do roweru elektrycznego. Chcemy otworzyć nowe drzwi – mówił w podsumowaniu dyskusji. Zaznaczył, że partnerstwo publiczno-prywatne nie wchodzi w grę, bo firmy prywatne nie chcą na siebie brać ryzyka w takich przedsięwzięciach.
Czy nas stać? Nie wszyscy chodzimy do opery i teatru, a dopłacamy do kultury. Dopłacamy do komunikacji miejskiej. I trzeba dopłacić do systemu rowerów elektrycznych – mówił dyrektor ZTP. – Mam wrażenie, że jak rozmawiamy o jeździe na rowerze, to tak jakbyśmy rozmawiali o kosmitach. To przecież mieszkańcy. Chcemy im dać nową usługę – przekonywał Łukasz Franek.
(GEG)

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.