Wakacje coraz bliżej, dlatego startujemy z nowym cyklem “Prosto z Krakowa” czyli prezentacją (oczywiście z naciskiem na kulinaria) miejsc, do których można bezpośrednio dolecieć z lotniska Kraków Airport. Za początek – Sardynia!
Na Sardynię dolecimy w 2 godziny, tyle bowiem trwa lot z Krakowa do Cagliari. Sardynia jest z pewnością mniej znana od swej słynnej siostry, innej włoskiej wyspy, Sycylii. Okazuje się jednak, iż kulinarna po niej podróż to doznanie bogate i autentyczne, trzeba tylko je odnaleźć. Największe jej skarby kryją się bowiem nie na wybrzeżu, a w głębi lądu.
– Kuchnia Sardynii łamie stereotyp kuchni włoskiej – mówi Bartek Kieżun, czyli “krakowski makaroniarz”, autor książek kulinarnych, w tym “Italii do zjedzenia”. – Nie jest skoncentrowana na produkcie pochodzącym z morza i to z bardzo prostego powodu. Sardynia przez stulecia była łakomym kąskiem dla europejskich imperiów. Jako jedna z wysp na Morzu Śródziemnym miała znaczenie strategiczne, dlatego nieustannie była terenem walk. Właśnie dlatego jej mieszkańcy odsuwali się od morza, traktując je jako źródło zagrożenia. To wykształciło kuchnię opartą, wbrew pozorom, o produkty pochodzące z ziemi, a nie z wody.

Do dziś mieszkańcy Sardynii mówią, że jeśli chce się zobaczyć prawdziwą Sardynię trzeba udać się do Barbagii, regionu w górach, będącego sercem wyspy. Tam kwitnie życie. Na górskich łąkach wypasa się owce, których na Sardynii jest dużo więcej niż ludzi. I to dlatego wyspa słynie w wyjątkowych owczych serów. Gwiazdą wśród nich jest “kwiat Sardynii”, czyli fiore sardo, dojrzewający aż przez 24 miesiące ser z niepasteryzowanego mleka owczego. Jego nazwa pochodzi od starych form z drzewa kasztanowego w których formowano fiore sardo. Ozdabiano je rzeźbionym kwiatem. Inni mówią, że nazwa pochodzi od podpuszczki pochodzącej z lokalnej odmiany ostu. Która wersja jest prawdziwa nie da się dziś dociec. Ten wyjątkowy ser został objęty szczególną ochroną przez ruch Slow Food, trafiając do specjalnej grupy tzw. “prezydiów” produktów o specjalnym znaczeniu dla zachowania bioróżnorodności i ginących tradycji produkcji (w tej samej grupie jest też nasz oscypek).

Innym niezwykłym produktem z Sardynii jest pane carasau, cienki jak kartka papieru chleb, na którym można przygotować pyszne kanapki, na przykład z miękkim serem i plasterkiem wędliny. Koniecznie trzeba też spróbować pompii, owoców przypominających trochę cytryny, a trochę żółte grejpfruty, ale wyjątkowych bo uprawianych tylko na Sardynii i to tylko w okolicy miejscowości Soniscolli. Można z nich przyrządzić pyszne konfitury, albo likier, ale popisowym daniem jest niezwykły deser. Aby powstał należy fragmenty pompii długo podgrzewać w miodzie, a powstały w ten sposób przysmak tradycyjnie podaje się na sardyńskim weselu.
Sardynia słynie też z win, często produkowanych z endemicznych odmian z białym vermentino di Sardegna i czerwonym canonnau na czele. Dość powiedzieć, że na tej niewielkiej wyspie wyznaczono aż 20 winiarskich apelacji, w których winorośl uprawiają głównie mali producenci, używający tradycyjnych metod. Więcej o sardyńskich winach przeczytacie m.in. na blogu Winny Świat.

O kuchni Sardynii można napisać znacznie więcej, ale przecież znacznie lepiej jest jej spróbować na miejscu. A jeśli nie możecie wybrać się na wyspę, zawsze można odwiedzić krakowską restaurację Sant’Antioco (ul. Mikołajska 30). Jej szef kuchni jest rodowitym Sardyńczykiem i chętnie zaprosi Was do degustacji kulinarnego bogactwa Sardynii.
Szymon Gatlik
Przewodnik kulinarny i winiarski, miłośnik lokalnej kuchni, członek Slow Food International, międzynarodowej organizacji dbającej o “dobre, czyste i sprawiedliwe” jedzenie. Ekspert programu Polskie Skarby Kulinarne. Jest m.in. autorem tras kulinarnego zwiedzania Krakowa i jedynym certyfikowanym przewodnikiem po krakowskiej winnicy Srebrna Góra.



