Kraków zyskał właśnie nową atrakcję. Nie w sensie turystycznym, raczej w kategorii miejskiego paradoksu. Schody przy ul. Tatrzańskiej, które od lat funkcjonowały jako „tęczowe”, po serii nocnych malunków i miejskiego czyszczenia stały się dziełem sztuki podwójnej.
Sprawa zaczęła się od wybryku – ktoś nocą przemalował wyblakłą instalację w biało-czerwone barwy. Miasto mówiło o dewastacji, policja wszczęła postępowanie, MPO wzięło się za myjki. Rezultat? Farba zeszła, ale nie do końca. Została dziwna hybryda: część starego projektu i część nowej interpretacji.
Efekt jest taki, że dziś schody wyglądają inaczej, w zależności od tego, skąd się na nie patrzy. Patrząc od dołu układają się w polską flagę…

Ale parząc z góry nadal przypominają dawne, wielokolorowe stopnie, które przez lata miały symbolizować sztukę, a dla niektórych tęczę.

Można więc powiedzieć, że w Podgórzu każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli komuś brakuje barw narodowych – wystarczy stanąć u podnóża i spojrzeć w górę. Jeśli tęskni za dawnym widokiem schodów – musi wejść na szczyt i spojrzeć w dół.
Jarek Strzeboński



