Z ulic Krakowa znikają kolejne księgarnie, ustępując miejsca pustym witrynom lub bezosobowym punktom odbioru przesyłek. W 2026 roku tradycyjny handel książką znalazł się pod ścianą. Jak więc wygląda prowadzenie księgarni w Krakowie w stolicy Małopolski?
Czy krakowskie księgarnie wymierają? Spacerując ulicami stolic Małopolski można odnieść wrażenie. Nawet te placówki, które przetrwały pandemie, teraz znikają z mapy Krakowa. Przykłady? Ulica Stradomska, na co dzień pełna życia i turystów. Jeszcze kilka lat temu funkcjonowała tam Księgarnia „Jedynka”. Funkcjonowała, ponieważ teraz jest ona zamknięta na stałe. Pozostały tylko wspomnienia wśród sąsiadów, którzy panią Jolantę, która przez lata prowadziła księgarnię, wspominają bardzo pozytywnie.
Podobny los spotkał księgarnie Atena, która jeszcze dwa lata temu funkcjonowała w krakowskiej Serenadzie. Kiedyś było to miejsce tętniące ludźmi, którzy szukali tam swoich ulubionych tytułów. Dzisiaj zamknięte na stałe. Wpisując dzisiaj do Internetu frazę „księgarnie Kraków” i przefiltrowaniu dużych sieciówek, pozostaje jedynie garstka miejsc, które wciąż działają. Jednym z takich miejsc jest księgarnia „Czytanie”, która posiada kilka filii w Krakowie.
Jak wygląda praca księgarza w 2026 roku?
Jak więc wygląda typowy dzień prowadzenia księgarni w 2026 roku? – Składa się na niego dość dużo różnorodnych czynności, takich jak śledzenie premier i zamawianie interesujących nowości, obsługa klientów przy kasie, pogaduszki ze stałymi bywalcami, przyjmowanie dostawy, układanie książek na witrynach, oklejanie książek cenami, od czasu do czasu też wrzucanie postów na media społecznościowe księgarni, zwroty dla dostawców, itd. Jest tego tak dużo, że nawet w dni z niewielkim ruchem odwiedzających tak naprawdę księgarz rzadko kiedy w godzinach pracy na czas, by podczytywać otaczające go książki – mówi KRK News księgarka Basia z Księgarni „Czytanie” przy ulicy Królewskiej 92.
Statystyki kontra rzeczywistość
Według najnowszych raportów Biblioteki Narodowej, odsetek Polaków deklarujących lekturę przynajmniej jednej książki w ciągu roku utrzymuje się na stabilnym poziomie około 41%. To wynik, który od lat budzi dyskusję. Z jednej strony oznacza to, że prawie 60% społeczeństwa nie sięga po literaturę, z drugiej, trzon czytelników jest wierny swoim nawykom. Czy statystyki przekładają się na liczbę klientów w krakowskich księgarniach? Ile osób realnie przekracza próg sklepu w ciągu tygodnia? – Od kilkuset do około tysiąca. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie wszyscy wchodzący coś kupują. Niektóre dzieci przychodzą tylko poprzeglądać upragnione komiksy, niektórzy bywalcy zachodzą tylko pogadać, pozwierzać się, czasem tylko dowiedzieć się, ile kosztuje dana wypatrzona na witrynie książka, bądź ją przejrzeć – słyszymy w księgarni „Czytanie”.
Co czytamy?
Wraz z czasem gusta się zmieniają. Widać to dobrze po tytułach polecanych przez internetowych twórców, których działalność opiera się na książkach. Tworzą oni tzw., „bookstagramy” – czyli w praktyce konta Instagramowi poświęcone literaturze. Mimo wszystko nasuwa się pytanie, jakie są gatunki, które w tym roku sprzedają się najlepiej, a które kiedyś były bestsellerami, a teraz praktycznie nie schodzą z półek? – Nie dotyczy to całych gatunków, ale raczej określonych tytułów. Ale np. klasyka literatury w nowych wydaniach, i często nowych tłumaczeniach, wciąż cieszy się w naszej księgarni niesłabnącym powodzeniem, a niezmiennie jednym z najlepiej sprzedających się tytułów – którego mamy aktualnie aż w trzech różnych wydaniach są „Rozmyślania” Marka Aureliusza, co może tłumaczy się niepewnymi czasami, w których ludzie szukają nieprzemijalnych wartości i stoickich recept na mierzenie się z przeciwnościami losu. Książki popularnonaukowe, szczególnie te o fizyce kwantowej i sztucznej inteligencji również jakoś od ubiegłego roku wciąż dobrze się sprzedają – ocenia księgarka Basia.
Papier czy ekran?
Czy jednak papierowe książki w ogóle się liczą? W Internecie nie brak opinii, że „zapachu” nowej książki nikt nie jest w stanie podrobić, jednak na przystankach, dworach bądź poczekalniach trudno znaleźć kogoś z papierowym wydaniem ulubionej książki. Dominują telefony i e-booki. – Najczęściej klienci przychodzą i pytają o papierowe wydania, ale też już na witrynach widzą wyraźnie, że właśnie takie mamy w swoich asortymencie, więc pytania o e-booki są rzadkością, ale wydaje mi się, że generalnie małe lokalne księgarnie odwiedzają przede wszystkich amatorzy książek papierowych właśnie. Wprawdzie mamy jeszcze w sprzedaży audiobooki i mimo że cieszą się mniejszą popularnością, bo nawet nie wszyscy mają już na czym je odtwarzać, to wciąż jeszcze od czasu do czasu znajdują nabywców – twierdzi nasza rozmówczyni.
Walka o przetrwanie
Obecnie branża żyje debatą nad wprowadzeniem ustawy o jednolitej cenie książki (prace legislacyjne trwają na początku 2026 roku). Zwolennicy twierdzą, że uratuje ona małe, niezależne księgarnie przed dominacją gigantów e-commerce, którzy mogą pozwolić sobie na ogromne rabaty. Przeciwnicy ostrzegają jednak przed wzrostem cen dla czytelników i ograniczeniem dostępności ambitniejszej literatury. Kiedyś w księgarniach nie brakowało tych, którzy kupowali książki „na zapas”. Teraz w erze wielkich koncernów i sieciówek dominują zakupy przez Internet. Mimo to nasza rozmówczyni zauważa, że „książkożerców” mnie brakuje. – Niestety rywalizacja z dużymi firmami jest bardzo trudna, zwłaszcza cenowa konkurencja z ogromnymi podmiotami. Mogą one wymuszać na dostawcach ogromne rabaty, a mając tylko nieduże punkty odbioru, nie muszą utrzymywać wykwalifikowanej obsługi ani lokali, w których eksponowałyby towar. Przy braku regulacji ceny i preferencyjnych warunków dla małych księgarni ta rywalizacja jest dla nas bardzo nieuczciwa. Wielka to szkoda, bo wydaje mi się, że kulturotwórcza i więziotwórcza rola niezależnych księgarni w tkance miasta jest o wiele ważniejsza niż rola punktów odbioru sklepów. (…) Myślę, że prawie wszyscy książkożercy, a to oni stanowią większość naszej klienteli, kupują książki „na zapas”, zgodnie z ideą Umberto Eco, że domowa biblioteczka powinna być jak możliwie najobszerniejsza apteczka, z której w dowolnym momencie będzie można wyłowić potrzebny na daną chwilę i nastrój książkowy specyfik, a nie tylko zbiorem książek już przeczytanych, zaś jeśli chodzi o przychodzących po konkretny tytułu, to jest to równie częste jak szperanie i wyszukiwanie przez klientów czegoś „ad hoc” albo za poradą księgarza. Wydaje mi się też, że Internet jest wśród naszych klientów nie częstszym źródłem książkowych poleceń niż audycje radiowe i telewizyjne czy tzw. „poczta pantoflowa” – ocenia księgarka.
Zmierzch tradycyjnych miejsc
Czy czytanie książek jest jeszcze „modne”? A może jest to już wymierające zjawisko? Czy w 2026 roku czytelnictwo w Polsce jest w kryzysie, czy to tylko medialny szum? – Nie wydaje mi się, by czytelnictwo było w kryzysie, choć może nie myślałabym o tym w kategoriach „mody na czytanie”, bo moda to coś przemijającego, a wydaje mi się, że w DNA ludzi jest zapisany niezmienny głód opowieści, fabuł, poznawania innych perspektyw, a czasem także skrywania się w fikcyjnych światach przed przytłaczającą rzeczywistością. Tym, co jest w kryzysie, są raczej los samych księgarń, ale nie przez kryzys czytelnictwa, ale raczej przez rosnące czynsze i trudną konkurencję ze strony wielkich sieci, które mogą, w obliczu braku jednolitej ceny na książkowe nowości, oferować ogromne rabaty, na które żadna mała księgarnia nie może sobie pozwolić – mówi księgarka Basia.
Przyszłość zapisana w doświadczeniu
Bycie księgarzem w 2026 roku to nie jest łatwy biznes. Z roku na roku, czytelniczych punktów na mapie Krakowa jest coraz mniej. Na koniec naszej rozmowy pytamy więc przy Królewskiej, czy patrząc na półki w swojej księgarni dzisiaj, właściciele czują dumę czy raczej smutek, że coś się kończy? – Raczej dumę, bo mamy świetny asortyment, choć oczywiście chciałabym by był jeszcze obszerniejszy, ale też dumę z polskiego rynku wydawniczego, że tak wiele rozkwitło w ostatnich dziesięcioleciach wspaniałych, często całkiem nowych wydawnictw, i to w tak trudnych dla rynku wydawniczego czasach, wydających książki nie tylko mądre, ekscytujące, ale i naprawdę pięknie wydane i niezwykłe. Mam więc nadzieję, że to się, przynajmniej za mojego życia, nie skończy, że wciąż będzie miejsce dla księgarni, nawet w tak szybko zmieniającym się świecie – mówi dla KRK News księgarka.
Księgarnie przechodzą przez bolesny proces selekcji. Era „sklepu z książkami” jako zwykłego punktu dystrybucji bezpowrotnie minęła. W 2026 roku księgarnia stacjonarna w Krakowie to miejsce, w którym płaci się nie tylko za przedmiot, ale za kulturę spotkania, autorytet księgarza-kuratora i atmosferę, której żaden algorytm, nawet najdoskonalszy, nie jest w stanie wygenerować.
Patryk Trzaska



