Studenci Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie zaprosili na debatę referendalną wiceprezydenta Łukasz Sęka i inicjatora referendum Jana Hoffmana. Debata miała się odbyć w poniedziałek, 18 maja 2026 roku o godz. 17. Wiceprezydent Sęk poinformował dziennikarzy, że choć wstępnie Jan Hoffman potwierdził udział w tym spotkanie, to jednak się na nim nie pojawił.
Debatę chcieli zorganizować studenci z Koła Nauk Politycznych Homo Politicus. Wiceprezydent Łukasz Sęk powiedział dziennikarzom, że studenci chcieli rozmawiać o najważniejszych dla nich sprawach. m.in. o komunikacji miejskiej, mieszkaniach i Strefie Czystego Transportu. Zarzucił Janowi Hoffmanowi, że krytykuje prezydenta Aleksandra Miszalskiego za to, że nie chciał debaty z inicjatorem referendum, a teraz to Jan Hoffman tej debaty unika.
Konferencję prasową przed Uniwersytetem Ekonomicznym, gdzie miała odbyć się debata, wiceprezydent Sęk wykorzystał do publicznego zadania pytań Janowi Hoffmanowi. – Ile do tej pory wydano pieniędzy na kampanię referendalną? Ile pieniędzy zapłacono ankieterom, którzy zbierali podpisy? Dlaczego wieszacie państwo nielegalnie materiały wyborcze w miejscach, które nie uzyskały zgody właścicieli? – pytał Łukasz Sęk.
– Jak pan znalazł zatrudnienie w radzie nadzorczej spółki Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych w Skale? Jak pan znalazł zatrudnienie w radzie nadzorczej w spółce Likom w Liszkach? – to kolejne pytania wiceprezydenta, który podkreślał, że chodzi o spółki samorządowe i przypominał, że osoby, które zasiadają w radach nadzorczych spółek samorządowych w Krakowie, Jan Hoffman nazywa kolesiami. – A jak nazywa się tych, którzy zasiadają w radzie nadzorczej w Liszkach czy Skale? – pytał Łukasz Sęk.
Według Jana Hoffmana debata została odwołana, a on sam wcześniej potwierdzał w niej udział, a nie wstępnie potwierdzał. W poniedziałek Jan Hoffman uczestniczył w procesie wytoczonym w trybie referendalnym radnemu Bartłomiejowi Kocurkowi. Po kilkugodzinnej rozprawie sąd zakazał radnemu publikowania nieprawdziwych informacji na temat inicjatorów referendum o tym, że dopuścili się oszustwa przy zbieraniu podpisów. Nakazał też radnemu zamieszczenie na swoim profili sprostowania i przeprosin. Sąd oddalił wniosek pozywających (inicjatorów referendum), by Bartłomiej Kocurek wpłacił 10 tys. zł na rzecz organizacji charytatywnej.



