Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 4 czerwca 2026
Czytanie ~5 min
Tematy AI, aleksander miszalski, cisza referendalna
Miasto · 4 czerwca 2026 · 5 min czytania

Dotarliśmy do protestu referendalnego. Setki stron dowodów, tysiące publikacji i zarzuty masowego łamania ciszy referendalnej w Krakowie

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 04.06.2026 Lokalizacja: Kraków

KRKnews dotarł do treści protestu referendalnego, który został złożony do sądu po referendum przeprowadzonym w Krakowie 24 maja 2026 roku. Autorzy dokumentu przekonują, że podczas ciszy referendalnej doszło do masowych naruszeń prawa w internecie i mediach społecznościowych. Wśród zarzutów znajdują się między innymi płatne reklamy kierowane do mieszkańców Krakowa, publikacje zachęcające do udziału w referendum, prezentowanie kart do głosowania, organizowanie transportu do lokali oraz wykorzystanie treści generowanych przez sztuczną inteligencję.

Zdaniem autorów protestu skala tych działań mogła mieć bezpośredni wpływ na frekwencję, a tym samym na ważność całego referendum.

Frekwencja przesądziła o ważności referendum

Referendum dotyczące odwołania prezydenta Krakowa i Rady Miasta było ważne wyłącznie pod warunkiem przekroczenia ustawowego progu frekwencyjnego.

Z oficjalnych danych wynika, że:

  • uprawnionych do głosowania było 587 637 osób,
  • do urn poszło 176 228 mieszkańców,
  • frekwencja wyniosła 29,99 proc.,
  • wymagany próg ważności referendum wynosił 158 555 głosujących.

Ostatecznie referendum przekroczyło wymagany próg o 17 673 osoby.

Autorzy protestu podkreślają, że właśnie dlatego wszelkie działania profrekwencyjne prowadzone podczas ciszy referendalnej mają szczególne znaczenie. W przeciwieństwie do klasycznych wyborów parlamentarnych czy samorządowych sama frekwencja decyduje bowiem o tym, czy referendum wywoła skutki prawne.

Prawie 4 GB materiałów dowodowych

Skala zgromadzonej dokumentacji jest imponująca. W proteście wskazano, że w ciągu siedmiu dni zgromadzono:

  • 401 unikalnych plików,
  • 72 foldery i podfoldery,
  • 72 dokumenty opisujące materiał dowodowy,
  • 787 stron opisów dowodowych,
  • 16 plików wideo,
  • ponad 2 godziny i 15 minut nagrań,
  • 313 dodatkowych plików źródłowych obejmujących zrzuty ekranów, grafiki oraz zestawienia danych.

Łączny rozmiar materiału wynosi niemal 4 GB.

Autorzy podkreślają, że nie dokumentowano pojedynczych przypadków, lecz zjawisko mające charakter masowy i występujące przez cały okres obowiązywania ciszy referendalnej.

Do akt sprawy ma zostać także dołączony dodatkowy raport analityczny dotyczący zasięgów osiąganych przez treści publikowane w mediach społecznościowych. Dokument został opracowany już po formalnym wniesieniu protestu.

Tysiące publikacji podczas ciszy referendalnej

Analiza objęła okres od północy 23 maja do godziny 20.59 w dniu głosowania, a więc czas obowiązywania ciszy referendalnej.

Według danych zawartych w proteście w tym czasie odnotowano:

X (dawny Twitter)

  • 2 561 wzmianek,
  • 3 797 644 wyświetlenia,
  • 112 940 interakcji.

YouTube

  • 16 materiałów wideo,
  • 429 029 wyświetleń,
  • 450 919 interakcji.

Facebook

  • 9 832 wzmianki,
  • 40 527 interakcji.

TikTok

  • 116 publikacji organicznych,
  • dodatkowe działania reklamowe.

Portale internetowe

  • 3 705 publikacji,
  • 30 913 interakcji.

Jak wynika z przedstawionych analiz, aktywność użytkowników zaczęła wyraźnie rosnąć po godzinie 14.00. Kulminacja nastąpiła około godziny 20.00, czyli w ostatniej pełnej godzinie przed zamknięciem lokali wyborczych. W tym czasie odnotowano 21 501 interakcji związanych z referendum.

Płatne reklamy kierowane do mieszkańców Krakowa

Najpoważniejsze zarzuty dotyczą płatnych reklam emitowanych za pośrednictwem platform należących do firmy Meta, czyli Facebooka i Instagrama.

Według dokumentów będących częścią protestu podczas ciszy referendalnej działało osiem kampanii reklamowych kierowanych bezpośrednio do mieszkańców Krakowa.

Reklamy były geotargetowane na teren miasta oraz kierowane do użytkowników w wieku od 18 do ponad 65 lat.

Łączny zasięg tych kampanii miał wynieść 501 357 kont.

Szacowana liczba wyświetleń reklam została określona na od 280 do 350 tysięcy.

Wśród największych kampanii wymieniono:

  • „Co irytuje mieszkańców?” – zasięg 231 971 kont,
  • „Idź na Referendum!” – zasięg 133 337 kont,
  • kolejne warianty kampanii „Idź na Referendum!” – odpowiednio 42 005, 8 792 i 7 837 kont,
  • reklamy dotyczące Aleksandra Miszalskiego i strat dla miasta – 50 336 oraz 4 906 kont.

Autorzy protestu wskazują również, że część reklam została usunięta przez Meta z powodu naruszenia zasad dotyczących reklam politycznych.

Czy reklamy mogły zdecydować o ważności referendum?

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów protestu jest próba oszacowania wpływu reklam na frekwencję.

Autorzy powołują się na badanie opublikowane w 2025 roku w czasopiśmie naukowym PNAS Nexus. Analizowano w nim ponad 21 tysięcy reklam politycznych publikowanych podczas wyborów federalnych w Niemczech.

Według przywołanego modelu około 200 tysięcy dodatkowych wyświetleń reklam może skutkować wzrostem liczby głosujących o około 2,1 proc.

Po zastosowaniu tego modelu do danych dotyczących Krakowa autorzy protestu oszacowali, że same reklamy Meta mogły przełożyć się na około 18 973 dodatkowych uczestników referendum.

To więcej niż rzeczywista nadwyżka ponad próg ważności referendum, która wyniosła 17 673 osoby.

Autorzy zaznaczają jednocześnie, że jest to model statystyczny, którego wartość dowodową oceni sąd.

Jakie naruszenia wskazano?

W proteście wymieniono szeroki katalog działań, które miały być prowadzone podczas ciszy referendalnej.

Chodzi między innymi o:

  • bezpośrednie wezwania do udziału w referendum,
  • komunikaty profrekwencyjne,
  • przypomnienia o trwającym głosowaniu,
  • publikowanie informacji o godzinach otwarcia lokali,
  • organizowanie transportu do komisji,
  • publikowanie kart do głosowania z zaznaczonym wyborem,
  • wpisy sugerujące wysoką frekwencję,
  • materiały mobilizujące przeciwko prezydentowi Krakowa,
  • publikacje w lokalnych grupach mieszkańców,
  • rolki i krótkie filmy,
  • grafiki przygotowane przy pomocy sztucznej inteligencji,
  • serie powtarzalnych wpisów publikowanych przez te same konta,
  • płatne reklamy prowadzone podczas ciszy referendalnej.

Sztuczna inteligencja i nowa rzeczywistość kampanii

Wśród zabezpieczonych materiałów znalazły się również treści generowane przy wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji.

Według autorów protestu wykorzystywano humor, emocje oraz symbole związane z Krakowem, między innymi Smoka Wawelskiego, aby zwiększać zaangażowanie użytkowników i zachęcać ich do udziału w referendum.

To kolejny element, który zdaniem autorów pokazuje, jak bardzo zmienił się charakter współczesnych kampanii politycznych i referendalnych.

Sprawa może wyznaczyć nowe standardy

Autorzy protestu przekonują, że sprawa wykracza daleko poza samo referendum w Krakowie.

Ich zdaniem sąd będzie musiał odpowiedzieć na fundamentalne pytania dotyczące funkcjonowania demokracji w erze mediów społecznościowych.

Wśród nich znajdują się między innymi kwestie:

  • dopuszczalności działań profrekwencyjnych podczas ciszy referendalnej,
  • emisji płatnych reklam politycznych,
  • publikowania kart do głosowania,
  • organizowania transportu do komisji,
  • wykorzystywania sztucznej inteligencji do mobilizowania wyborców,
  • zakresu obowiązywania przepisów wyborczych w internecie.

„Internet nie może być strefą wyłączoną spod prawa”

Podczas prezentacji protestu padły również mocne słowa dotyczące znaczenia sprawy.

– W referendum odwoławczym frekwencja decyduje o ważności głosowania. Dlatego działania profrekwencyjne prowadzone w czasie ciszy referendalnej nie są neutralne – wskazują autorzy protestu.

– Jeżeli w czasie ciszy referendalnej kupowano zasięg dla treści dotyczących referendum, to nie mówimy o spontanicznych emocjach użytkowników, lecz o finansowanej kampanii prowadzonej w czasie, gdy kampania powinna być zakończona.

Jak podkreślają, protest nie jest skierowany przeciwko mieszkańcom Krakowa.

– To nie jest protest przeciwko mieszkańcom. To protest o zasady, uczciwość procesu i standardy, które będą obowiązywać w kolejnych kampaniach.

Autorzy dodają również, że internet nie może pozostawać poza kontrolą przepisów regulujących proces wyborczy.

– Internet nie może być strefą wyłączoną spod reguł demokracji. Skoro kampania przeniosła się do social mediów, to również tam musi obowiązywać prawo.

Ostateczną ocenę przedstawionych dowodów oraz odpowiedź na pytanie, czy wskazywane naruszenia mogły wpłynąć na ważność referendum, wy

Reklama