Strefa Czystego Transportu w Krakowie budzi ogromne emocje. Trudno się dziwić, że niektórzy kandydaci na prezydenta miasta zapowiadają jej likwidację. Taką deklarację złożył m.in. Michał Drewnicki z Prawa i Sprawiedliwości, na co zareagował inny kandydat na prezydenta – Łukasz Wantuch, stwierdzając, że Strefy Czystego Transportu nie można zlikwidować. Kto ma rację?
Zacznijmy od tego, że w Krakowie obowiązuje Strefa Czystego Transportu, której obszar obejmuje ok. 60 proc. powierzchni miasta. To ma ogromne znaczenie, bo SCT już jest – gdyby jej nie było w Krakowie, deklaracje o jej niewprowadzaniu byłyby bardziej realne, choć też mogłyby mieć negatywne dla Krakowa skutki.
Przepisy są jednoznaczne
Ustanawianie i funkcjonowanie SCT w Polsce reguluje ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych, ale wprowadzone regulacje wynikają także z unijnych przepisów. Strefa Czystego Transportu musi zostać wprowadzona w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców, w których przekroczono normy dwutlenku azotu (NO₂). Zgodnie z przepisami SCT obowiązuje co najmniej przez 5 lat, a w Krakowie mamy ją zaledwie od kilku miesięcy.
Likwidacja SCT jest możliwa tylko wtedy, gdy przez trzy kolejne lata normy zanieczyszczenia nie zostaną przekroczone. Dopiero po takich badaniach samorząd może przeprowadzi odpowiednią procedurę administracyjną związaną z likwidacją SCT. To oznacza, że realna możliwość zniesienia strefy pojawi się najwcześniej w 2028 roku i to przy utrzymaniu korzystnych wyników jakości powietrza w latach 2026–2027.
Teoretycznie nowy prezydent może przedstawić projekt uchwały o likwidacji SCY w Krakowie, może nawet Rada Miasta to uchwali, ale pozostaje wojewoda małopolski, który taka uchwałę powinien unieważnić. A jeśli on tego nie zrobi, to jest jeszcze sąd, do którego na pewno odwołają się antysmogowi aktywiści i sprawę zapewne wygrają.
Zmniejszenie SCT możliwe, ale też trudne
Realne wydaje się więc co najwyżej zmniejszenie obszaru SCT w Krakowie i zmiana zasad jej funkcjonowania. Za ograniczeniem obszaru SCT np. do obrębu Plant, a nawet jednej ulicy opowiadają się także niektórzy kandydaci na prezydenta. I rzeczywiście ograniczenie obszaru SCT jest możliwe, ale raczej nie do jednej ulicy.

W tym przypadku kluczowe znaczenie ma fakt, że SCT w Krakowie już jest i to w określonym kształcie. Każda zmiana będzie podlegać kontroli wojewody, a potem możliwe będą skargi do sądu. Trudno będzie bowiem udowodnić, by SCT tylko na jednej ulicy w mieście miała jakikolwiek wpływ na poprawę jakości powietrza. Antysmogowi aktywiście nie zaakceptują też ograniczenia SCT do obrębu Plant, więc uchwała o takim ograniczeniu SCT z pewnością trafi przed sąd. Najbardziej zagorzali będą skarżyć nawet drobne zmiany w funkcjonowaniu SCT, więc składanie w kampanii wyborczej deklaracji dotyczących SCT należy traktować z dużą rezerwą.
Nieco inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby w Krakowie nie było jeszcze Strefy Czystego Transportu. Władze miasta mogłyby się ociągać z jej wprowadzeniem, bo nie ma ostrych sankcji za niedopełnienie obowiązku ustanowienia SCT. Ale i to byłoby groźne – Kraków mógłby tracić unijne dotacje. Przypomnijmy, że gminy, które wprowadzały strefy wolne od LGBT były zagrożone pomijaniem przy dzieleniu unijnych dotacji. Z tego powodu np. małopolski sejmik wycofała się z dyskryminującej uchwały, by samorząd województwa mógł nadal korzystac z europejskich funduszy.
Grzegorz Skowron



