Szybkie fakty

Kategoria Kraków pomaga
Data 20 czerwca 2026
Czytanie ~6 min
Tematy kraków
Kraków pomaga · 20 czerwca 2026 · 6 min czytania

„Nie ma przeszkód dla nas”. Seniorzy z Krakowa udowadniają to każdego dnia

Autor: Małgorzata Armada Aktualizacja: 20.06.2026 Lokalizacja: Kraków

Polska staje się krajem seniorów. Na koniec 2024 roku liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła niemal 10 milionów, a prognozy wskazują, że ich udział w społeczeństwie będzie stale rósł. Za tymi liczbami kryją się jednak konkretni ludzie – często samotni, schorowani lub potrzebujący codziennego wsparcia. W Krakowie od lat pomaga im Stowarzyszenie Wolontariat św. Eliasza. Redakcja KRKNews odwiedziła placówkę, by zobaczyć, jak wygląda jej działalność od środka i dlaczego pomoc wolontariuszy jest dziś tak potrzebna.

Miejsce, które łączy ludzi

Niepozorny budynek przy ul. Porucznika Wąchały na krakowskich Łagiewnikach z zewnątrz przypomina zwykły dom jednorodzinny. Dom – owszem. Jednorodzinny? Niekoniecznie. Chyba że za rodzinę uznamy seniorów, wolontariuszy i pracowników, którzy każdego dnia przekraczają jego próg. Wystarczy kilka rozmów, by dojść do wniosku, że nie jest to określenie na wyrost. Wzajemne wsparcie, życzliwość i zrozumienie są tu obecne na każdym kroku.

Witamy w Domu św. Eliasza

Założycielem Stowarzyszenia św. Eliasza był karmelita o. Stanisław Wysocki. Z działalnością wolontariatu zetknął się podczas studiów i pracy duszpasterskiej we Włoszech i w 2004 roku, po powrocie do Krakowa, doprowadził do jego oficjalnego powstania. Początkowo skupiało się ono na pomocy pacjentom szpitala im. J. Dietla, dziś jego działalność obejmuje wiele innych obszarów wsparcia. Od 2020 roku główną osią jest prowadzenie Dziennego Domu Seniora św. Eliasza.

Wszyscy pracownicy i podopieczni podkreślają, że chociaż ojciec Stanisław zmarł w ubiegłym roku, wciąż pozostaje sercem tego miejsca. W rozmowach rzadko pada jego nazwisko – znacznie częściej słychać po prostu „nasz Padre”. Wspominany jest z ogromną czułością i wdzięcznością jako człowiek, który nigdy nie odmawiał pomocy potrzebującym.

– Ten człowiek to na głowie stawał. Tam, gdzie była potrzeba, żeby komuś pomóc czy podać rękę, on był pierwszy. Był energiczny, zapalony, ale też wielkim artystą. Świetnie malował – mówi Irena, jedna z seniorek.

Nowa codzienność seniorek i seniorów

Dzienny Dom Seniora św. Eliasza działa od poniedziałku do piątku, od wczesnych godzin porannych do popołudnia. Obecnie korzysta z niego 15 stałych podopiecznych, a lista oczekujących wciąż się wydłuża. To osoby w wieku 60+, które – oprócz kryterium wieku – muszą spełniać także warunki wynikające z programu unijnego, m.in. dotyczące sytuacji zdrowotnej, finansowej czy braku bliskiego wsparcia rodzinnego.

Dzień w świetlicy zaczyna się od wspólnego śniadania, a następnie przechodzi w cykl regularnych zajęć. Program jest zróżnicowany i podzielony tematycznie – seniorzy uczestniczą m.in. w gimnastyce, zajęciach tanecznych, różnorodnych zajęciach artystycznych oraz integracyjnych, a także zajęć z psychoterapeutą, gdzie trenują zdolności poznawcze, pamięć oraz pracują z emocjami.

Zajęcia odbywają się w rotujących grupach, dzięki czemu każdy uczestnik ma możliwość skorzystania z różnych form aktywności. Plan dnia przypomina plan lekcji, a same uczestniczki z uśmiechem mówią, że czasem czują się jakby „chodziły do pracy”.

Krakowscy seniorzy „w pracy”

– Cały czas funkcjonuje takie przeświadczenie wśród osób starszych, że ja sobie sama świetnie radzę. Tymczasem bycie w grupie robi ogromną robotę – mówi Mariola Glinka, dyrektorka Stowarzyszenia Wolontariat św. Elisza, które prowadzi Dom Dzienny dla seniorów.

Jak podkreśla, proces adaptacji w świetlicy wymaga czasu. Seniorzy na początku często są wycofani i zamknięci w sobie, jednak z czasem zaczynają się otwierać, stają się bardziej rozmowni, a zmiany widać także w ich codziennym funkcjonowaniu.

– To początkowe zamknięcie nie wynika z charakteru, ale faktycznie jest pewna blokada. Często brakuje im po prostu słów, jak mają coś opowiedzieć. To się zmienia z czasem, w sposób naturalny te mechanizmy się otwierają. W końcu, siedząc samemu w domu, nie da się z telewizorem porozmawiać. Towarzystwo innych ludzi, wspólne rozmowy i aktywności sprawiają, że seniorzy przełamują tę barierę – dodaje Mariola Glinka.

O tym, jak wygląda codzienność w Domu św. Eliasza, opowiada pani Maria, 86 lat.

– Co do klubu, to jest wspaniała sprawa – takie jest moje odczucie. Muszę wstać rano, umyć się, ubrać i wyjść do ludzi. To jest 80 procent mojego życia. Jak człowiek jest w domu, to wszystko odkłada na bok i staje się mu obojętne. Tutaj, jak przychodzi, to musi zadbać o siebie i musi myśleć, co jest do zrobienia, bo mamy tu wiele zajęć. Przede wszystkim jest gimnastyka, której w domu by się nie chciało ćwiczyć, a tutaj jest obowiązek. Dowiedziałam się też, że kwestia oddychania w tych ćwiczeniach jest bardzo ważna. Przyniosło mi to wielką ulgę, bo jestem chora. Dla mnie udział w zajęciach to odskocznia – nie mam czasu myśleć o chorobie. Cieszę się, że wstaję, czasem narzekam, że nie mam siły, ale następnego dnia wszystko wraca do normy.

Warto podkreślić, że Dom św. Eliasza organizuje nie tylko regularne zajęcia, ale także specjalne wydarzenia dla swoich podopiecznych, takie jak Andrzejki czy bal karnawałowy. Seniorki z radością wspominają również wizytę nad zalewem w Kryspinowie, gdzie korzystały z parku linowego, wizytę w przedszkolu oraz targi, podczas których miały okazję sprzedawać swoje prace. Dochód ze sprzedaży przeznaczany jest oczywiście każdorazowo na działalność stowarzyszenia, ale także na pomoc potrzebującym.

Seniorzy to nie stereotypowe „babcie” i „dziadkowie”.

W trakcie wizyty w Domu św. Eliasza mieliśmy okazję porozmawiać z podopiecznymi. Dłużej spędziliśmy czas z Ireną i Marią. Żadna z nich nie zachowuje się jak stereotypowa babcia – obie mają energię i apetyt na życie, a za sobą różne historie.

Irena kiedyś pracowała jako łączniczka rozmów międzymiastowych. Dziś ma 73 lata, dwóch synów, z którymi spędza czas na koncertach, w teatrach i na kolacjach. W zajęciach stowarzyszenia bierze udział od dwóch lat i – jak mówi – nie zamierza rezygnować. Jej ulubioną aktywnością w Domu Seniora jest taniec towarzyski, prowadzony przez Patryka, nauczyciela startującego w Blackpool Dance Festival – najstarszym i jednym z najbardziej prestiżowych konkursów tańca towarzyskiego na świecie. Lubi też decoupage i jest szczerze dumna ze swoich prac.

Maria była kiedyś pracownicą wydziału oświaty, dziś jest szczęśliwą prababcią. Jej wnuki i prawnuki mieszkają za granicą, ona sama w podkrakowskiej Sidzinie. Stamtąd codziennie dojeżdża pociągiem, bo „kocha ruch, a nudzę się, kiedy nie mam co robić”. W Domu Seniora św. Eliasza największą przyjemność sprawiają jej prace w ogródku – sama kiedyś miała działkę. Jest obowiązkowa i bardzo otwarta na ludzi, chętnie widziałaby większą integrację międzypokoleniową. Patrząc na nią, trudno uwierzyć, że ta pełna werwy kobieta ma 86 lat. Jej motto brzmi: „Do odważnych świat należy, nie ma przeszkód dla nas”.

Każdy może zostać wolontariuszem

Podopieczni nie mogą się nachwalić pracującej w stowarzyszeniu kadry. Mówią o „ludziach na miejscu, idealnych”, podkreślając, że wszystko prowadzone jest tak, iż „człowiek z przyjemnością przychodzi”, a każdy czuje się zaopiekowany. Chwalą również szefową, zaznaczając, że „nie opuści żadnego człowieka”, jest empatyczna, życzliwa i oddana sprawie. Zaznaczają, w Domu Seniora św. Eliasza panuje atmosfera wzajemnego wsparcia – uczestnicy mogą na sobie polegać, dzwonią do siebie i pomagają sobie w codziennych sprawach.

Nie każdy jednak ma takie szczęście, dlatego Dom św. Eliasza prowadzi również działania wolontariackie na terenie Krakowa. Stowarzyszenie pomaga nie tylko seniorom, ale też każdej osobie w potrzebie – niezależnie od wieku. Jak podkreśl dyrektor Mariola Glinka, liczy się sytuacja życiowa, a nie metryka.

– Idziemy tam, gdzie jest potrzeba. Przeważnie dotyczy to osób starszych, ponieważ bolączką dzisiejszych czasów – i niestety będzie się to nasilać – jest choroba pod tytułem samotność. Pomoc naszych wolontariuszy właściwie sprowadza się do tego, że odwiedzają seniorów i z nimi rozmawiają. Po jakimś czasie, kiedy uda się zbudować zaufanie i relację, między podopiecznym a wolontariuszem pojawiają się wspólne wyjścia. Przeważnie osoby starsze to ludzie pozostający w izolacji, po prostu zamknięci w swoich domach. My staramy się wyciągnąć ich z tej samotności – mówi dyrektor.

Wolontariuszem może zostać każdy, kto jest pełnoletni i dostarczy zaświadczenie o niekaralności. Przedstawiciele Stowarzyszenia Wolontariat św. Eliasza podkreślają, że to doświadczenie może być niezwykłe dla obu stron. Wolontariusze mają okazję zaangażować się w pracę, która naprawdę ma sens, a do tego poznać nowych ludzi i ich historie, będące zupełnie inne, od tego, co znają ze swojego otoczenia. Następuje wymiana myśli, poglądów i doświadczeń. To szczególnie cenne w przypadku młodszych osób, które mogą wiele zyskać na takiej wymianie międzypokoleniowej.

Z pomocy mogą zaś skorzystać osoby zgłaszające się samodzielnie, ale też wskazane przez rodzinę lub sąsiadów, którzy widzą, że ktoś potrzebuje wsparcia lub zwykłego kontaktu z drugim człowiekiem.

– Godzina tygodniowo robi ogromną różnicę. Senior czeka na to spotkanie, przygotowuje się do niego. Już sama świadomość, że ktoś przyjdzie, zmienia mu dzień, daje motywacje – podkreśla Mariola Glinka.

Redakcja KRKNews zachęca do włączania się w tego typu działania.

Małgorzata Armada

Reklama