Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 28 czerwca 2026
Czytanie ~7 min
Miasto · 28 czerwca 2026 · 7 min czytania

Jan Hoffman, niezależny kandydat na prezydenta Krakowa: będę stawiał na ludzi z kompetencjami i wiedzą. (Nasz wywiad)

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 28.06.2026 Lokalizacja: Kraków

Niezależny kandydat na prezydenta Krakowa Jan Hoffman, inicjator referendum, w rozmowie z KrkNews.pl zapowiada „porządkowanie” miasta po ostatnich zmianach politycznych w ratuszu. Jakie zmiany wprowadziłby w trakcie swojej kadencji? Co zmieniłby w podejściu do transportu i kluczowych inwestycji, które dziś budzą największe spory? W jaki sposób zamierza poprawić sytuację finansową Krakowa i ograniczyć jego zadłużenie? Zapraszamy do lektury wywiadu.

Małgorzata Armada, KrkNews.pl: Jakie są Pana związki z Krakowem?

Jan Hoffman, niezależny kandydat na prezydenta Krakowa, inicjator referendum: Jestem urodzonym Krakowianinem. W samorządzie krakowskim działam od kilkunastu lat na szczeblu dzielnicowym. Najpierw przez dwie kadencje byłem radnym Dzielnicy V Krowodrza, a potem, w związku z przeprowadzką do Starego Miasta, pełniłem w poprzedniej kadencji funkcję wiceprzewodniczącego Rady i Zarządu Dzielnicy I, a w obecnej jestem jej przewodniczącym. Oprócz tego prowadzę w Krakowie własną kancelarię radcy prawnego.

Zgodnie z sondażami głównym powodem odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego było wprowadzenie przez niego Strefy Czystego Transportu. Czy według Pana powinna zostać ona w obecnym kształcie? Jakie zmiany proponowałby Pan wprowadzić? A może jest Pan za jej całkowitą likwidacją?

Zdecydowanie nie powinna zostać w obecnym kształcie, natomiast ze względu na treść przepisów ustawy obecnie nie może zostać zniesiona przez najbliższe trzy lata. Można natomiast zmienić jej obszar i ja opowiadam się za tym rozwiązaniem. Najpierw proponuję jej ograniczenie do możliwie małego rozmiaru – do obszaru Plant. Następnie wypracowanie jakiegoś kompromisowego rozwiązania, które zostanie poddane pod referendum, w którym będą mogli wypowiedzieć się mieszkańcy. Jeżeli wariant przejdzie, to zostanie wprowadzony. Jeżeli natomiast zostanie przez Krakowian odrzucony, to pozostanie wspomniana strefa wokół Plant.

Jednym z najgłośniejszych i najważniejszych tematów w Krakowie pozostaje budowa metra. Czy gdyby objął Pan urząd, rozpoczęte już prace nad tą inwestycją byłyby kontynuowane?

Metro powinno być napędem rozwoju, a nie hamulcowym. Badania wskazują, że za około 20 lat mogą być potoki pasażerskie uzasadniające jego powstanie i taka jest też realna perspektywa jego budowy. To, co mówił Aleksander Miszalski o rozpoczęciu budowy za kilka lat, było całkowicie nierealne. Prezydent Kracik w wywiadzie po referendum potwierdził dokładnie to, co mówiliśmy jako grupa referendalna – że nie ma na to szans. Każdy, kto zna przepisy prawa, wie, jak wygląda procedura administracyjna, wie, ile trzeba czasu na uzyskanie poszczególnych dokumentów, w tym decyzji środowiskowej, zdaje sobie sprawę, że to nie dzieje się za pstryknięciem palców. To jest projekt, nad którym należy dalej pracować. Jego formuła czy kwestia przebiegu trasy wymaga szczegółowych analiz. Obecnie funkcjonuje kilka zespołów roboczych powołanych przez prezydenta Miszalskiego, które miały się tą sprawą zajmować. Sensowniejsze wydaje się utworzenie jednego zespołu, ale podkreślam, że to jest projekt, do którego fazy realizacji pozostało jeszcze wiele lat. Przysłowiowego wbicia pierwszej łopaty nie należy się spodziewać na pewno w trakcie trzyletniej kadencji następnego prezydenta, wątpię, żeby było to możliwe w kolejnej. Przypominam, że nie mamy jeszcze nawet zapewnionego finansowania. Dlatego metro nie może być uzasadnieniem dla rezygnacji z takich inwestycji jak chociażby tramwaj na Kliny. To olbrzymi błąd, że zrezygnowano z koncepcji jego budowy, na pewno trzeba będzie do tego wrócić.

Zadłużenie Krakowa wynosi już ponad 8 mld złotych, a według prognoz pod koniec roku zbliży się do 9 mld. Jaki jest Pana pomysł na wyjście z tej krytycznej sytuacji?

Pierwszym punktem obligatoryjnym jest to, o czym my mówiliśmy od samego początku akcji referendalnej. Był to jeden z naszych głównych zarzutów wobec Aleksandra Miszalskiego – to, że nie przeprowadził solidnego, rzetelnego, zewnętrznego audytu. Takiego audytu, jaki odbywa się w spółkach Skarbu Państwa, np. w Orlenie. Nie chodzi o polowanie na czarownice, ale o to, żeby zewnętrzna firma audytorska szybko wskazała, gdzie można zrobić tzw. cięcia. Oprócz tego pewne inwestycje będą musiały zostać ograniczone. Niewątpliwie musi nastąpić rok zaciskania pasa.

Jednym z powodów odwołania prezydenta Miszalskiego były podwyżki cen biletów. Czy należy je obniżyć do poprzedniej taryfy, czy wypracować zupełnie nową?

W tym temacie będziemy opracowywać szczegółowe rozwiązania. Kilka już mamy, ale nie chcemy działać na takiej zasadzie, na jakiej działał prezydent Miszalski, ponieważ liczymy się ze zwycięstwem, a tym samym z wzięciem odpowiedzialności za miasto. Nie wyobrażamy sobie składania obietnic bez pokrycia. To, co na pewno zrobimy – przy czym musi to zatwierdzić Rada Miasta – to powrót do biletu 20-minutowego, bo to jest realne podwyższenie, które zmusza ludzi do kupienia dwóch biletów zamiast jednego. Podobnie wygląda sytuacja z obecnym biletem 30-minutowym. Z naszych wstępnych wyliczeń wynika, że miasto na to stać.

Kolejnym tematem palącym w Krakowie jest Strefa Płatnego Parkowania. W 2025 r. podniesiono stawki za parkowanie, w 2026 r. wydłużono godziny obowiązywania SPP i wprowadzono płatne niedziele (po korekcie – dla przyjezdnych). Ponadto mieszkańcy nieustannie narzekają na brak miejsc parkingowych. Jakie Pan rozwiązania proponuje w tych kwestiach?

Jeśli chodzi o Strefę Płatnego Parkowania, trzeba podkreślić, że to nie jest dodatkowy podatek, tylko narzędzie, które – zgodnie z ustawą o drogach publicznych – ma zmuszać pojazdy do większej rotacji. Jako mieszkaniec Starego Miasta mogę powiedzieć, że po godz. 20 w tygodniu z zaparkowaniem nie ma dużego problemu, w związku z czym w moim odczuciu to wydłużenie godzin było nieuzasadnione. Odnośnie miejsc parkingowych: tutaj jest potrzebna zmiana ustawowa. Proszę sobie wyobrazić, że jeżeli pojedziemy do Austrii, do Włoch czy do Francji, to w tych krajach funkcjonują miejsca wydzielone specjalnie dla mieszkańców. Niewątpliwie jest problem z miejscami parkingowymi w centrum, którego w całości mechanizm Strefy Płatnego Parkowania nie rozwiązuje. Rozsądnym postulatem w moim odczuciu byłoby więc wprowadzenie rozwiązania funkcjonującego na Zachodzie i rezerwacja części miejsc właśnie dla mieszkańców. Natomiast to wymaga zmiany w ustawie, więc nie da się tego wprowadzić uchwałą miasta. Jest to rozwiązanie nieobciążające budżetu centralnego, w związku z czym nie widzę przeszkód ani racjonalnych przesłanek, dla których nie miałoby zostać uchwalone. Gdybym został prezydentem, mówiąc kolokwialnie, wycierałbym korytarze ministerialne i poselskie, żeby tę sprawę próbować zrealizować. Problem w tym, że miasto w ostatnich latach prowadziło politykę przeciwko kierowcom, czyli w ogóle nie było to na agendzie. Jeszcze parę lat temu pojawiały się postulaty budowy parkingów, czy to podziemnych, czy naziemnych, ale potem zmieniły się koncepcje i jakiekolwiek tego typu rozwiązania przestały być brane pod uwagę. Natomiast jeśli którykolwiek kandydat powie, że w 2–3 lata zbuduje tego typu obiekt, to będzie to bardzo ryzykowna obietnica ze względu na czas trwania procedur. Niemniej powinien zostać stworzony racjonalny harmonogram budowy parkingów.

Mieszkańcy Krakowa, którzy poszli do urn odwołać Aleksandra Miszalskiego, mieli zastrzeżenia do sposobu obsadzania stanowisk w urzędzie i spółkach miejskich i zarzucali byłemu już prezydentowi nepotyzm. Czy może Pan zagwarantować, że za Pana władzy tzw. kolesiostwo odeszłoby w zapomnienie?

Ja przez lata pracowałem w samorządowym kolegium odwoławczym, obsługuję zawodowo jako kancelaria także jednostki publiczne, więc miałem i mam kontakt z urzędnikami i zawsze ceniłem merytorykę. Zresztą uważam, że należy patrzeć na zarządzanie miastem tak, jakbyśmy patrzyli na zarządzanie własną firmą. Gdybyśmy mieli własną firmę, to każdy chciałby zatrudnić nie tego, kogo zna, chociaż oczywiście kwestia zaufania również się liczy, ale przede wszystkim tego, kto dobrze wykona powierzoną mu pracę. Jeżeli ktoś nie stawia na merytokrację, to tonie potem tak jak prezydent Miszalski. Nie dlatego, że to się wyda i ludzie będą krytykować, że zatrudnił kolegów, tylko dlatego, że procesy w mieście nie funkcjonują potem prawidłowo. W związku z czym oczywiście mogę zagwarantować, że nie mając skłonności autodestrukcyjnych, będę stawiał na ludzi z kompetencjami i wiedzą.

Od jakiegoś czasu Kraków boryka się z masowymi zwolnieniami pracowników. Mieliśmy być drugą Doliną Krzemową, a tymczasem korporacje przenoszą się do tańszych krajów. Jaki jest Pana pomysł na rozwiązanie tego problemu?

Ja mam świadomość, że pewne decyzje strategiczne dla korporacji zapadają w oparciu o wiele czynników, ale Kraków musi tworzyć otoczenie przyjazne dla biznesu. Najbardziej jaskrawy przykład tego, że było inaczej, to  Klaster Rybitwy i wszystko, co się teraz na Rybitwach dzieje. Gdzie najpierw przedsiębiorcy zostali poproszeni, żeby tam się przenieść z innych terenów, a potem miasto planowało ich stamtąd znowu przenieść, mimo że zainwestowali już bardzo dużo środków. Takie coś zniechęca po prostu do tworzenia miejsc pracy.

Niewątpliwie model oparty na outsourcingu, dość prosty i w sumie niezależny od miasta, bo ktoś po prostu wynajmował biurowiec i zatrudniał ludzi, będzie ulegał zmianie. Na pewno procent osób zatrudnionych w korporacjach będzie spadał. W związku z tym musi być otoczenie też dla innego rodzaju biznesu, który będzie potrzebował do rozwoju stabilności i przewidywalności ze strony miasta. Ogólnie jako społeczeństwo stoimy przed dość dużą transformacją technologiczną związaną ze sztuczną inteligencją. Najprawdopodobniej rewolucja, która nastąpi, będzie większa niż jakakolwiek rewolucja technologiczna, która dokonała się w ostatnich kilkudziesięciu latach. Jej skutkiem będzie to, że duża część zawodów, które są dzisiaj wykonywane, za 20–30 lat zniknie, a jednocześnie w ich miejscu powstaną nowe zawody. W związku z tym otwarcie się na tę branżę technologiczną, współpraca chociażby z AGH, jest kluczowa dla przyszłości miasta. Podstawową branżą, którą należy ściągać, bo będzie rosła w siłę, jest niewątpliwie branża AI, ale nie możemy zamykać się na przemysł, chociażby ten, który działa na Rybitwach.

Jakie są trzy podstawowe, priorytetowe tematy, którymi chciałby Pan zająć się podczas prezydentury?

Gdybym został prezydentem, to chciałbym zostawić swojemu następcy lub sobie na kolejną kadencję miasto uporządkowane od strony finansów samorządowych. To jest w ogóle punkt wyjścia do wszystkiego innego. Chciałbym tak poprowadzić politykę związaną z transportem publicznym, żeby ludzi zachęcać rzeczywiście do korzystania z komunikacji miejskiej i w ten sposób walczyć o czyste powietrze, a nie poprzez wprowadzanie stref. Chciałbym zostawić miasto dobrze zarządzane, z merytorycznymi kadrami, z ludźmi zaangażowanymi do pracy. Trochę chciałbym być jak CEO, który zostawi firmę w dobrym stanie, bo to jest firma, która służy nam, mieszkańcom Krakowa. Chciałbym po prostu zostawić miasto w takim stanie, żeby moje dzieci chciały w nim mieszkać.

Małgorzata Armada 

 

Reklama