Szybkie fakty

Kategoria Kultura
Data 16 sierpnia 2026
Czytanie ~5 min
Kultura · 16 sierpnia 2026 · 5 min czytania

Ekspertyza jest od pięciu lat, renowacji nie ma. „Dojrzewanie II” utknęło w krakowskim klinczu

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 16.08.2026 Lokalizacja: Kraków

Ekspertyza techniczna powstała już w 2021 roku. Miasto chciało przenieść rzeźbę na własny grunt, ale tego rozwiązania nie zaakceptował konserwator. Spółdzielnia, na której działce stoi „Dojrzewanie II”, nie ma z kolei dokumentów potwierdzających, że sama rzeźba do niej należy. Jedno z najbardziej charakterystycznych dzieł nowohuckiej sztuki plenerowej znalazło się więc w administracyjno-własnościowym klinczu. Co więcej, nie jest jedyne. Kraków przyznaje, że z podobnego powodu nie może odnowić jeszcze dwóch innych rzeźb.

To historia, w której właściwie wszystko już jest. Jest rzeźba, jest świadomość jej stanu, jest wykonana kilka lat temu ekspertyza, są miejskie jednostki, konserwator, spółdzielnia mieszkaniowa i nawet działka, na którą obiekt można byłoby przenieść. Brakuje tylko jednego – rozwiązania.

„Dojrzewanie II” pozostaje więc dobrym przykładem tego, jak w Krakowie sztuka w przestrzeni publicznej może utknąć pomiędzy granicami działek, kompetencjami urzędów i niejasnym stanem własnościowym.

Miasto wie o problemie od 2021 roku

Sprawa nie pojawiła się wczoraj. Już w 2021 roku wykonano ekspertyzę techniczną „Dojrzewania II”. Problem w tym, że rzeźba znajduje się na działce nr 235/6 obr. 8 Nowa Huta, będącej własnością Spółdzielni Mieszkaniowej „Jutrzenka”. Zarząd Zieleni Miejskiej wskazuje, że może prowadzić działania tylko na gruntach gminnych, dlatego nie może po prostu wejść na teren spółdzielni i przeprowadzić prac zabezpieczających czy renowacyjnych. Można byłoby powiedzieć: skoro problemem jest grunt, należy przenieść rzeźbę.

I taki pomysł rzeczywiście się pojawił. ZZM planował relokację „Dojrzewania II” na pobliską działkę nr 238/12, która należy już do Gminy Miejskiej Kraków. Tyle że tego rozwiązania nie zaakceptowało Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków.

W ten sposób jedna droga została zamknięta. Ale na tym komplikacje się nie kończą.

Działka ma właściciela. A rzeźba?

W trakcie rozmów prowadzonych ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Jutrzenka” okazało się bowiem, że spółdzielnia nie posiada dokumentacji formalnej potwierdzającej, że rzeźba jest jej własnością. Miasto samo przyznaje, że dodatkowo komplikuje to stan prawny obiektu.

I tutaj sprawa zaczyna wyglądać niemal modelowo dla miejskiej biurokracji.

Wiadomo, na czyjej działce stoi dzieło. Wiadomo, że kilka lat temu miasto uznało za zasadne wykonanie jego ekspertyzy. Była koncepcja przeniesienia go na grunt miejski. Tyle że przeniesienia nie zaakceptował konserwator, a jednocześnie dokumentów przesądzających, kto jest właścicielem samej rzeźby, nie ma. Efekt jest łatwy do przewidzenia: rzeźba pozostaje tam, gdzie była, a problem nie znika.

Kraków nie będzie miał osobnego programu

Historia „Dojrzewania II” prowadzi jednak do znacznie szerszego pytania: jak Kraków zamierza chronić sztukę plenerową z lat 60. i 70.?

Miasto przyznaje, że obecnie nie planuje stworzenia jednego, dedykowanego programu miejskiego przeznaczonego wyłącznie na renowację rzeźb i instalacji artystycznych z tego okresu. Prace mają być prowadzone w zależności od aktualnych potrzeb, przez różne miejskie jednostki i – tam, gdzie jest to możliwe – przy wykorzystaniu zewnętrznych programów dotacyjnych. W działania związane z takimi obiektami zaangażowane są m.in. Zarząd Zieleni Miejskiej, Zarząd Dróg Miasta Krakowa, Biuro Architekta Miasta i Wydział Kultury. Czyli odpowiedzialność jest rozłożona na kilka miejsc, a jednego miejskiego mechanizmu stworzonego specjalnie po to, by konsekwentnie ratować tę część dziedzictwa Krakowa, nie będzie.

„Sztuka w plenerze” miała chronić i odnawiać

Co ciekawe, Kraków już ponad dekadę temu dostrzegał ten problem. W 2015 roku Rada Miasta Krakowa przyjęła uchwałę dotyczącą „Sztuki w plenerze”. Jej założeniem była inwentaryzacja, ochrona oraz renowacja rzeźb i instalacji znajdujących się w otwartej przestrzeni miejskiej.

W ramach tych działań ZZM stworzył szlak rzeźb plenerowych na terenie Nowej Huty, a pięć obiektów zostało poddanych renowacji. Miasto ma więc doświadczenia, procedury i konkretne przykłady skutecznych działań.

W 2017 roku ZDMK odnowił m.in. „Ślimaka” na os. Spółdzielczym, „Syrenkę” w Parku Wiśniowy Sad, „Akwarium/Rybę” w Parku Ratuszowym, „Matkę z dzieckiem” na os. Piastów, instalację na Plantach Bieńczyckich, „Skrzydło” w Parku Lotników oraz „Piszczałki” nad Zalewem Nowohuckim. W 2024 roku „Piszczałki” wymagały kolejnej, pilnej konserwacji ze względu na pęknięcia i ubytki materiału.

Gdy są pieniądze i uregulowany teren, da się

Jeszcze wyraźniej pokazują to przedsięwzięcia realizowane z pomocą zewnętrznych dotacji. W 2023 roku, dzięki dofinansowaniu z programu „Rzeźba w przestrzeni publicznej dla Niepodległej – 2023”, odnowiono cztery rzeźby: „Dziewczynkę”, „Małe organy”, „Ptaki” i „Spiralę kosmiczną”.

Rok później przeprowadzono renowację fontanny-rzeźby „Delfin” na os. Górali. Po zakończeniu prac fontanna została ponownie uruchomiona. To pokazuje, że problemem nie jest brak możliwości technicznych ani brak doświadczenia w prowadzeniu konserwacji.

Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się miejska działka.

Trzy rzeźby poza zasięgiem miasta

Historii najbardziej wymowna. Trzech rzeźb – „Dojrzewanie II”, „Zdobyta przestrzeń” oraz „Kształt przestrzeni” – nie można obecnie poddać renowacji ze względu na ich lokalizację na działkach należących do spółdzielni mieszkaniowych.

To już nie jest więc problem jednej rzeźby. To luka w systemie. Jeżeli dzieło znajduje się na miejskim gruncie, samorząd może przygotować program konserwatorski, znaleźć pieniądze i przeprowadzić prace. Jeżeli jednak wartościowa rzeźba stoi kilka metrów dalej, ale granica działki przebiega tak, że teren należy do spółdzielni, sytuacja może stać się znacznie trudniejsza.

A przecież dla historii Nowej Huty granice geodezyjne mają znaczenie zdecydowanie mniejsze niż dla urzędowych procedur.

Sztuka nie zna granic działek. Urząd już tak

I być może właśnie tutaj znajduje się sedno całej sprawy. Krakowskie rzeźby plenerowe nie powstawały po to, by po kilkudziesięciu latach rozstrzygać ich los na podstawie tego, po której stronie numeru ewidencyjnego działki się znalazły. Są częścią przestrzeni osiedli, parków i historii miasta.

„Dojrzewanie II” ma ekspertyzę wykonaną w 2021 roku. Minęło pięć lat. Miasto zna problem, zna lokalizację, rozważało nawet przeniesienie dzieła. Jednocześnie nadal nie ma rozwiązania, które pozwoliłoby przeciąć własnościowo-konserwatorski węzeł.

Czy Kraków wie, że te rzeźby wymagają ochrony. Wie. Ale ile jeszcze lat będzie potrzebował, żeby znaleźć sposób na ich uratowanie?

„Dojrzewanie II”, czyli nowohucki „Groszek”

„Dojrzewanie II” jest dziełem Wincentego Kućmy. Rzeźba znajduje się na osiedlu Przy Arce, obok bloku nr 5, w sąsiedztwie Plant Bieńczyckich. Została odsłonięta w 1975 roku. Mieszkańcy Nowej Huty od lat nazywają ją „Groszkiem” – potoczna nazwa wzięła się od jej charakterystycznego kształtu przypominającego strąk z nasionami.

Historia obiektu jest jednak starsza. „Dojrzewanie II” było jedną z rzeźb wyłonionych do realizacji w konkursie w 1965 roku. Prace nad nowohucką realizacją rozpoczęły się w 1973 roku, a pod koniec stycznia 1975 roku rzeźba została ustawiona w przestrzeni osiedla. Dla Wincentego Kućmy miała szczególne znaczenie – była jego pierwszą realizacją wykonaną w nowej pracowni przy ul. Kosocickiej w Krakowie.

Kompozycję wykonano ze sztucznego kamienia i odlano w całości. Jej biomorficzna forma odwołuje się do świata roślin. Pierwotnie rzeźba stała na prostopadłościennym postumencie, dziś znajduje się bezpośrednio na ziemi.

„Dojrzewanie II” jest częścią większego cyklu „Dojrzewanie”, obejmującego 13 rzeźb, rysunków i projektów, przede wszystkim fontann. Łączy je motyw organicznych, przypominających strąki form przedstawianych na różnych etapach biologicznego rozwoju. Nowohucka realizacja jest formalnie bardzo zbliżona do wcześniejszej, mniejszej wersji wykonanej z brązu w 1969 roku.

To dlatego w przypadku „Dojrzewania II” nie chodzi wyłącznie o naprawę kolejnego elementu osiedlowej przestrzeni. To fragment artystycznej historii Nowej Huty – ślad czasów, w których rzeźba była traktowana jako integralna część projektowanego miasta, a nie tylko jako dekoracyjny dodatek.

Dzisiaj paradoks polega na tym, że „Groszek” przetrwał ponad pół wieku w przestrzeni Nowej Huty, ale jego dalszy los rozbija się nie o sztukę, lecz o granice działek i dokumenty własnościowe.

Reklama