Szybkie fakty

Kategoria Nie(polityczny) Kraków
Data 16 sierpnia 2026
Czytanie ~4 min
Nie(polityczny) Kraków · 16 sierpnia 2026 · 4 min czytania

Polska 2050 chce ogrzać się przy Gibale. Kto na tym naprawdę zyska? (Nie)Polityczny Kraków

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 16.08.2026 Lokalizacja: Kraków

Naddatkowa kampania wyborcza ma to do siebie, że interesuje prawie wszystkich – i społeczeństwo, i ogólnopolskich polityków, i media. Prawie każdy chce ubić na niej jakiś interes. A Kraków? Cóż, Kraków często nie jest tu celem samym w sobie, ale tłem.

Łukasz Gibała jako lider przedwyborczych sondaży i główny pretendent do prezydentury Krakowa dzieli los wszystkich pretendentów i liderów sondaży. Otóż politycy od prawa do lewa zarzucają mu to, co najgorsze, jednak są i tacy, którzy chcieliby ogrzać się w jego polityczno-medialnym blasku. I w tym kontekście pojawia się trup, ale nie jako fizyczna ofiara ambicji Gibały, bo w swoich oskarżeniach wobec kandydata szczęśliwie żaden przeciwnik nie poszedł aż tak daleko. Jeszcze.

Trup jest polityczny, ogólnopolski i ni stąd, ni zowąd pojawia się w lokalnych przedterminowych wyborach w Krakowie. Nazywa się Polska 2050 i jest zawiedzioną nadzieją wielu środowisk centrowych, że uda się u nas zbudować umiarkowaną partię z dala od duopolu KO–PiS. Polska 2050 cały czas funkcjonuje w polityce ogólnokrajowej. Ma ministrów, parlamentarzystów, wojewodów i poparcie oscylujące na poziomie ok. 1,5 proc. Partia przeszła przez nieudaną kampanię prezydencką swojego lidera, Szymona Hołowni, sławetne styczniowe wybory wewnętrzne, zakończone rozbiciem na dwa ugrupowania, teraz zaś jest podobno areną walki o powrót Hołowni do stanowisk partyjnych, z których on sam wcześniej zrezygnował, na rzecz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – postaci dla naszej opowieści cokolwiek istotnej.

Wszystkie wymienione wyżej perypetie Polski 2050 to całkiem sporo jak na ugrupowanie, które w najnowszych sondażach rzadko osiąga poparcie na poziomie 2 proc. i które jeszcze przed zimowym rozłamem miało, jak same szacowały jego władze, ok. 800 członków, a więc mniej niż trzeba dziś, żeby założyć w naszym kraju partię. Otaczająca nas rzeczywistość podsuwa coraz więcej danych, które mniej lub bardziej nieśmiało wskazują, iż Polska 2050 nosi znamiona formacji schyłkowej.

I właśnie w tym momencie historii pojawia się Kraków, nasze lokalne wybory i Łukasz Gibała. Wspominana już minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz pochwaliła się niedawno spotkaniem z Gibałą i rozmową o zagadnieniach istotnych z punktu widzenia Krakowa i z punktu widzenia prac kierowanego przez nią Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, jak sprawa opłaty turystycznej czy poprawek do ustawy o najmie krótkoterminowym. Pani minister uznała spotkanie za owocne i zapowiedziała, że „ciąg dalszy nastąpi”. Trudno nie odnieść tu wrażenia, że Polska 2050 chce trochę „usynowić” kandydaturę Gibały, co w razie jej sukcesu we wrześniowych wyborach mogłoby skutkować wzrostem sondaży Polski 2050, może i w pobliże upragnionych 5 proc.

Polska 2050 swojego kandydata na prezydenta Krakowa nie wystawiła, w przeciwieństwie do innych formacji, które już to zrobiły i których przedstawiciele prawem kaduka od dłuższego już czasu wieszają psy na głównym pretendencie do krakowskiej prezydentury. Dlatego kalkulacja Polski 2050 jest prosta, bo gdy ma się w sondażach niecałe 2 proc. poparcia, to prawie każdy pomysł na działalność polityczną wydaje się dobry.

Motywacje Polski 2050 wyglądają dość oczywiście. Łukasz Gibała jednak spotkał się z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, więc warto zastanowić się i nad jego motywacjami. W kampanii sprzed dwóch lat Gibała również był w kontrze do wszystkich najważniejszych sił politycznych, z wyjątkiem partii Razem. Tym razem Razem ma swoją kandydatkę, ale ogólnopolska partia to zawsze trampolina do ogólnopolskiego przekazu, miejsca w mediach, innymi słowy – słup reklamowy, którego lokalny działacz kupić nie da rady, a często warto go mieć.

Po drugie, ewentualny sukces wyborczy Łukasza Gibały wygeneruje konieczność „umeblowania” magistratu i miejskich jednostek zgodnie z jego programem. A to wciąż jest autorska struktura Jacka Majchrowskiego, budowana konsekwentnie przez ponad 20 lat. Stowarzyszenie Gibały, Kraków dla Mieszkańców, nie ma chyba nawet tylu członków, ilu potrzebuje ludzi, by wdrożyć program swego lidera. Jeśli Łukasz Gibała ma odnieść sukces i rządzić dłużej w Krakowie, to musi stać za nim sprawny aparat urzędniczy, którego kierownictwo raczej nie powinno rekrutować się z obozów politycznych, które Gibała krytykował, idąc po władzę. To byłby, najdelikatniej rzecz ujmując, dość ryzykowny eksperyment. Polska 2050 mogłaby więc stać się rezerwuarem kadr… gdyby nie należało do niej kilkaset osób w 37-milionowym kraju.

Co więc może być głównym motorem spotkania Łukasza Gibały z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, ważnym ministrem rządu Donalda Tuska? To przede wszystkim osobista satysfakcja Gibały, że koalicjant rządu zwraca się przychylnie w kierunku człowieka, który w Koalicji Obywatelskiej został już dawno uznany za praprzyczynę całego zła, jakie w ostatnich miesiącach ma miejsce pod Wawelem. To uwiarygodnienie w oczach centrowego elektoratu, absolutnie nie kluczowe, ale mogące dać dodatkowe głosy, przy jednoczesnym zagraniu na nosie Koalicji Obywatelskiej.

Uzysk dla Gibały jest tutaj realny, choć symboliczny, dla Polski 2050 tylko potencjalny. Zyskać może też Szymon Hołownia, a stratna będzie jedynie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, którą Hołownia chce zastąpić w rządzie i u steru swojej partii. Premier Donald Tusk zapewne odnotował krakowską aktywność swojej minister, co jej akcji u szefa raczej nie podniesie. A ponoć nigdy wysoko nie stały. Tak oto nasze krakowskie wybory już poruszają ogólnopolską politykę, a całkiem niedługo staną się najważniejszym elementem.

Jakub Olech – politolog, wykładowca akademicki, krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

(zdj. FB Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz)

Reklama