Nie palę cygar, nie lubię gabinetów, nie mogę się zatrzymać i „tronować” – mówi w wywiadzie dla KRKnews.pl poseł PO Ireneusz Raś. Polityk z Nowej Huty ma duże szanse, aby zostać kandydatem swojej partii na prezydenta Krakowa i być może zasiąść w gabinecie przy placu Wszystkich Świętych.
– Jest bardzo ładny. Jest w nim wiele dzieł sztuki. Robi wrażenie na wszystkich odwiedzających. Jestem dumny, że ten gabinet rzuca na kolana bardziej niż gabinet prezydenta Warszawy – mówi nam poseł Raś. Tylko u nas dzieli się spostrzeżeniami na temat prezydentury Majchrowskiego, mówi o swojej wizji miasta oraz o… potencjalnych następcach obecnego prezydenta.
Dlaczego nie ma Pana na tajnej liście Platformy z kandydatami na kandydatów na prezydenta Krakowa?
Ha! Bo chyba Pan nie zna tajnej listy. Pan zna tylko tę, która przewija się w mediach (śmiech).
OK, czyli na tej tajnej Pan jest. To chciałem usłyszeć.
Nie, nie! Nie ma mnie na żadnej liście. W najbliższych miesiącach Platforma będzie ważyć pewne decyzje personalne.
Ale już teraz wrzucacie jakieś nazwiska do mediów i sprawdzacie, jak ludzie reagują.
Media są po to, żeby opisywać pewne sygnały i same domagają się tych nazwisk. Wiadomo, że wybory na prezydenta Krakowa będą bardzo ciekawe i dziennikarze o tym piszą. A partie polityczne muszą wypełnić tę przestrzeń nazwiskami. Są tacy, którzy chętnie w takich występach dają swoją twarz, bo to też jest promocja.
A dlaczego Pan nie daje swojej?
Platforma musi odrobić lekcję i mniej o tym dyskutować. W odpowiednim czasie zdecydować się na kandydata, który nie będzie kandydatem B czy C, ale najlepszym, na jakiego nas stać. I wokół tego kandydata powinniśmy się skupić.

Widać, nie odrabiacie tej lekcji, bo PiS w ogóle nie „wypuszcza” swoich kandydatów.
PiS ma swoją naturę. PiS wystawia kandydatów, którzy są zaskakujący i jest to decyzja wąskiej grupy polityków warszawskich.
Wystawili Andrzeja Dudę i został prezydentem Polski.
Ale wystawili też Dudę w Krakowie i przegrał.
Wystawili Małgorzatę Wassermann i zrobiła najlepszy wynik w okręgu krakowskim w wyborach parlamentarnych!
No tak, bo na listach PiS zawsze „jedynka” bierze najlepszy wynik.
To dlaczego nie wychowaliście sobie wyborców?
Jacek Majchrowski był osobą, która była pomiędzy PO, a innymi środowiskami i duża część elektoratu PO już w pierwszej turze głosowała na Majchrowskiego. Jeśli profesor jest w grze, to projekt pod tytułem „wybory” dla kandydata Platformy będzie trudny.
Czyli czeka Pan na nowe prawo, które wprowadzi dwukadencyjność?
Nie czekam, bo Majchrowski jest przyzwoitym prezydentem. Jego spokój odpowiada mieszkańcom Krakowa i ja to szanuję.
Zakładając, że Majchrowski będzie startował, PO może – używając sportowej nomenklatury – powiesić ręcznik w bramce.
Nie, nie. Te wybory są bardzo istotne i Platforma musi rozważać wystawienie mocnego kandydata.
Pan jest mocnym kandydatem?
(uśmiech) Ma Pan przecież fantastyczną giełdę, na której są Grzegorz Stawowy, Bogdan Klich, Boguś Sonik…
W czym Pan im ustępuje?
Każdy jest inny. Każdy ma swój potencjał. Mnie na razie na żadnej giełdzie nie ma i jest mi z tym dobrze. Dla mnie ważne jest, żeby to był kandydat, który będzie gwarantował miastu rozwój i pozytywną energię. Musi być kilka elementów, na których zostanie zbudowany program. Mówię choćby o metrze, o przygotowaniu się do lepszego zabezpieczenia przez nowymi zagrożeniami, bo musimy być mądrzy przed szkodą, a nie po szkodzie. Pewne inwestycje trzeba będzie w mieście przeprowadzić i to już w kolejnej kadencji. Najwięcej pieniędzy powinno iść na bezpieczeństwo i na rozwój komunikacji. Chciałbym, aby kandydat na prezydenta przestał myśleć kategoriami swojej kadencji. Są takie priorytety dla miasta, które trzeba rozpocząć dziś, a wstęgę być może przetnie już ktoś inny.

Chodzi Pan do prezydenta Majchrowskiego, pali z nim cygaro…
Oj nie, ja nie palę żadnego cygara (śmiech).
Siedzi Pan naprzeciwko niego. Jak często Pan sobie myśli, że fajnie byłoby zasiąść w jego fotelu?
Paradoksalnie to ja nigdy z tego urzędu nie wyszedłem, bo cały czas jestem dyrektorem kancelarii prezydenta na bezpłatnym urlopie. Odkąd zostałem radnym miasta nie mogłem łączyć tych funkcji. Po każdym wyborze na posła urlop jest przedłużany. Wiem więc, gdzie jest gabinet dyrektora kancelarii prezydenta miasta.
Panie Pośle, całą rozmowę Pan ucieka. Pytanie było, jak często Pan myśli o gabinecie prezydenta?
Nie lubię gabinetów. Nie mogę się zatrzymać i „tronować”.
Błagam. Gabinet to przenośnia. Mówi Pan jak polityk, a ludzie nie lubią polityków. Niechże Pan przemówi jak człowiek.
O gabinecie? Jest bardzo ładny. Jest w nim wiele dzieł sztuki. Robi wrażenie na wszystkich odwiedzających. Jestem dumny, że ten gabinet rzuca na kolana bardziej niż gabinet prezydenta Warszawy.
OK, zakończmy ten temat – chciałby być Pan prezydentem Krakowa czy nie?
Chciałbym, aby w dobry czasie.
Dobry czas nadaje za rok z małym okładem?
Tego nie wiem.

Nowa Huta to stan umysłu?
To dzielnica, w której się wychowałem, więc to pewne zobowiązanie. Pierwsze wybory, do rady dzielnicy XVI, wygrałem w moim piętnastoklatkowym, dziesięciopiętrowym bloku. Dlatego jestem wierny i mam podstawowe biuro poselskie w Nowej Hucie. Dziś działam szerzej, ale nie porzuciłem pewnych projektów, które realizuję do dziś.
Było kiedyś hasło: „Premier z Krakowa”. Myśli Pan, że hasło „Prezydent z Nowej Huty” byłoby dobrym hasłem wyborczym?
(śmiech) Nie wiem, co na to Kraków. Śródmieście i Podgórze. Pan prowokuje. Kiedyś ta największa dzielnica była skazywana na takie unicestwienie społeczne, że tu będą fawele, że będą mordować. Jako przewodniczący stanąłem wtedy z kolegami i zrobiliśmy porozumienie dzielnic nowohuckich. Stąd choćby projekt „Nowa Huta. Dlaczego nie?” czy wiele innych inicjatyw. Chcieliśmy zmieniać wizerunek Huty i to się udało. Natomiast jest przekonanie wśród mieszkańców Nowej Huty, że ta część miasta jest niedoinwestowana, że ten potencjał nie jest wydobyty. Jest ta Nowa Huta Przyszłości, ale to projekt widmo. To, co robi wojewoda, to też taka nieuczesana perspektywa. Ktoś mówi, że będzie jakaś fabryka, ale nie o to chodzi. W Nowej Hucie trzeba poprawić komfort życia. Tak, jak w Podgórzu. I na Krowodrzy. Za dużo plomb, za mało przestrzeni zielonej do aktywnego wypoczynku. Orliki wszystkiego nie wypełniły.
Ostatnio Nową Hutę promowali Marcin Daniec i Maryla Rodowicz.
Jestem dumny z tego jubileuszowego koncertu „Nowa Huta. Dlaczego, nie?”, bo była to nie tylko promocja, ale i pomoc – ponad 17 tysięcy z kwesty na rzecz Hospicjum św. Łazarza. To rekord wszech czasów.
Gdzie się Pan widzi za pięć lat: nadal w gabinecie w Nowej Hucie czy w gabinecie na placu Wszystkich Świętych?
W polityce to dużo czasu. Natomiast chciałbym mieć narzędzia do tego, żeby swoją aktywność dobrze pożytkować.
No to poseł opozycji to za mało.
Mam nadzieję, ze za dwa i pół roku nie będę już posłem opozycji.
Znowu nie odpowiedział Pan na moje pytanie.
Czy będę w jednym gabinecie, czy w drugim, zawsze będę robił to sam – na miarę możliwości, jakie da mi wyborca.
Rozmawiał Łukasz Mordarski
Zdjęcia: Facebook Ireneusza Rasia
Zobacz także II część wywiadu z posłem Ireneuszem Rasiem. A w niej między innymi o tym, dlaczego w Krakowie na razie nie odbędą się Zimowe Igrzyska Olimpijskie.
– My jesteśmy w Krakowie za bardzo rozgadani. W Krakowie najważniejsze jest, żeby przestać myśleć kategoriami, że nam się należy. Możemy mieć dumę, możemy się dystansować od stolycy, z akcentem na y, natomiast – oprócz tej dumy – musimy mieć determinację, aby walczyć o pewne projekty – twierdzi polityk.
Zobacz więcej:
Prezydent z Nowej Huty?! „Trzeba poprawić komfort życia” [wywiad]



