Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 2 lipca 2019
Czytanie ~6 min
Tematy bezdomni, łukasz wantuch, osoby bezdomne
Miasto · 2 lipca 2019 · 6 min czytania

Ostro broni bezdomnych: „Jedzenie za pracę jest bardzo upokarzające” [WYWIAD]

Autor: Grzegorz Górski

– „Wychodzenie z bezdomności” brzmi bardzo łatwo, ale jest to bardzo długi proces. Znam tylko jedną osobę, która rzeczywiście ma teraz mieszkanie i pracę – mówi Agnieszka Skibińska, autorka bloga Człowiekowi Człowiek oraz członkini wspólnoty Hanna. 

W wywiadzie dla KRKnews.pl Skibińska opowie o najważniejszych problemach i potrzebach osób w kryzysie bezdomności. Obali przykre stereotypy dotyczące bezdomnych. Odpowie na pytania odnoszące się do kontrowersyjnych pomysłów radnego Łukasza Wantucha.

KRKnews.pl: Kto korzysta z pomocy organizacji?

Agnieszka Skibińska: – Są to osoby ubogie oraz znajdujące się w kryzysie bezdomności. Jako wspólnota Hanna spotykamy się z bezdomnymi co środę o 18:30 na Plantach, dzielimy wcześniej przygotowanymi kanapkami i, co najważniejsze, rozmawiamy. Najczęściej na tzw. „kółku” spotykamy osoby, które znamy od dawna i nawiązujemy z nimi relacje już od dłuższego czasu.

Wspólne rozmowy w środę są dla nas oczywiste i naturalne. Są również bezdomni, którzy dopiero wchodzą w świat życia na ulicy. Niektórzy przyjechali z innych miast i szukają pomocy. Próbujemy z nimi nawiązać relacje, pytamy o to, co wydarzyło się w ich życiu oraz jak możemy pomóc. Wspólnota Hanna ma również specjalne przewodniki, które pokazują, gdzie osoby w kryzysie bezdomności mogą się umyć, zjeść czy pójść spać.

Z jakich powodów osoby bezdomne znajdują się bez dachu nad głową?

– Najczęściej ludzie myślą, że powodem jest alkohol. Tymczasem przyczyn jest naprawdę wiele. Każdy znajduje się na ulicy z innego powodu. Są to bardzo silne przeżycia, których nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Często spotykam osoby, które zostały oszukane w pracy, którym zmarła bliska osoba, które w jakiś sposób straciły wszystko, co posiadały. W pewnym momencie, gdy zaliczają upadek, okazuje się, że wszyscy ich opuścili. Trzeba zaznaczyć, że nie każdy jest tak samo silny i nie każdy radzi sobie tak samo z danym problemem.

fot. Pixabay

– A co z alkoholem?

– Często jest on dalszym etapem tego procesu. W trakcie spotkań z osobami bezdomnymi usłyszałam już wiele historii, które za każdym razem uświadamiają mi jak ciężko jest przetrwać. Przeżycia z przeszłości oraz aktualny stan są tak silne i dramatyczne, że niektórzy nie potrafią sobie z nimi radzić. Czasami alkohol staje się jedyną pomocą.

– W głowach większości osób pojawia się stereotyp, że ludzie bezdomni są brudnymi alkoholikami, którzy brzydko pachną.

– To bardzo bolesny stereotyp. Stanowi dużą stygmatyzację. Z osobami w kryzysie bezdomności spotykam się już prawie dwa lata. Tworzenie relacji wzajemnej równości pokazało mi, że każdy z osobna jest człowiekiem. Niezależnie od tego czy inaczej wygląda, pachnie, ma inny kolor skóry, wyznanie, przekonania. Każdy z osobna ma swoją historię, przeszłość, uczucia, przeżycia, wybory. Myślę, że to wykluczenie wiąże się z zupełnym niezrozumieniem inności oraz brakiem spotkania. Dopiero poprzez prawdziwe spotkanie i otwarcie się na relację jesteśmy w stanie zrozumieć czyjąś sytuację, zacząć patrzeć na ludzi własnym sercem, a nie przekazywanym uprzedzeniem.

– Czego najbardziej potrzebują osoby w kryzysie bezdomności?

– Rozmowy i słowa. Są to osoby wręcz spragnione kontaktu z drugim człowiekiem. To właśnie dlatego spotykamy się co środę na Plantach. W Krakowie jest dużo miejsc, gdzie mogą znaleźć posiłki czy się wykąpać. Kanapka jest więc tylko tym pretekstem, żeby wspólnie spędzić czas i porozmawiać. Dostrzegam to również poza środowymi spotkaniami. Bardzo często gdy widzę czyjąś rękę wyciągniętą po pieniądz, to zawsze zaczynam rozmawiać.

Zupa na Plantach / fot. KRKnews.pl

Myślę, że jest to najlepsze rozwiązanie. Nie obruszać się, nie komentować, ale zwyczajnie zacząć od słowa. To jedno słowo jest w stanie zmienić wszystko. Nagle jestem świadkiem niezwykłej historii albo kilku zdań na temat pogody, ciepłej wymiany serdeczności. Jest to tak fascynujące. Wystarczy zwykłe” dzień dobry”. Wywołuje to ogromne emocje i dobrą energię. Jest to zwyczajne pozdrowienie, które daje wiarę i nadzieję. Jest to takie zapewnienie, że są w społeczeństwie mile widziani i mogą otrzymać wsparcie.

Wiele noclegowni otwiera się wtedy, gdy jest chłodniej, choć i tam nie panują godne warunki. Często warunkiem skorzystania z takich miejsc jest trzeźwość. Wiele osób też po prostu nie wie, że może z takich miejsc skorzystać oraz gdzie się udać

Czy zna Pani osoby, które wyszły z kryzysu bezdomności?

– Często słyszę to pytanie. Jest bardzo mało takich osób. „Wychodzenie z bezdomności” brzmi bardzo łatwo, ale jest to bardzo długi proces. Znam tylko jedną osobę, która rzeczywiście ma teraz mieszkanie i pracę. W naszych spotkaniach na Plantach nie chodzi jednak o to, żeby „wyciągać ludzi z bezdomności” . Najważniejsze jest bycie z nimi i dawanie wsparcia. Jest to zwyczajna obecność. Jesteśmy z nimi jak człowiek z człowiekiem. Są dla nas ludźmi, którym należy się szacunek i dobre słowo. Kiedyś pewien pracownik socjalny powiedział mi, że jeżeli jakiejś osobie w ciągu dwóch lat nie uda się wyjść z bezdomności, to z roku na rok szanse są coraz mniejsze. Oczywiście trzeba pamiętać, że one nadal są. To nie dzieje się z dnia na dzień i wymaga ogromnego samozaparcia. Proces jest bardzo złożony.

Przy okazji ostatniej dyskusji o bezdomnych pojawia się wiele argumentów, że przecież bezdomni mogą skorzystać z noclegowni czy pryszniców. Czy faktycznie osoby bezdomne mają bezproblemowy dostęp do takiej pomocy?

– Wiele noclegowni otwiera się wtedy, gdy jest chłodniej, choć i tam nie panują godne warunki. Często warunkiem skorzystania z takich miejsc jest trzeźwość. Wiele osób też po prostu nie wie, że może z takich miejsc skorzystać oraz gdzie się udać.

Czy to prawda, że do Krakowa przyjeżdża wielu bezdomnych z całej Polski?

– Tak, ale osoby bezdomne nie wybierają tylko Krakowa. Warszawa jest punktem, gdzie również znajduje się wiele jadłodajni i miejsc pomocy.

Co sądzi Pani o ostatnich propozycjach radnego Łukasza Wantucha?

– Wypowiedzi radnego są agresywne i uderzają w drugą osobę. To już skreśla jakąkolwiek możliwość rozmowy. Po drugie rozważanie propozycji pana Wantucha, pozbawia godności osoby bezdomne. Jedzenie za pracę jest bardzo upokarzające. Również usunięcie osób bezdomnych z Plant nie zmieni ich sytuacji. Jest to absurdalny pomysł.

Wypowiedzi radnego wskazują, że miejsca reprezentatywne jak Planty czy centrum miasta, gdzie są turyści, powinny być pozbawione osób w kryzysie bezdomności. Rzecznik praw obywatelskich powiedział, że pomysły radnego „pozostają w sprzeczności z przytoczonymi zasadami konstytucyjnymi. Osoby doświadczające bezdomności mają takie same prawa, jak inni ludzie. Mają zatem m.in. prawo do korzystania z przestrzeni publicznej i swobodnego poruszania się w niej na takich samych warunkach, jakie odnoszą się do innych mieszkańców.”

Czy rozmawiała Pani z bezdomnymi, co sądzą o pomysłach radnego Wantucha?

– Gdy pytałam, co znaczy dla nich miejsce spotkań na Plantach, zwane „kołkiem” (Skwer im. Andrzej Wajdy – przypis redakcyjny) to zawsze byli poruszeni i bardzo bronili tego miejsca. Podnosiły się głosy, że inicjatywy na Plantach są dla nich ważne razem z osobami, które je tworzą. Są dla nich jedynym kontaktem, który może ich przybliżyć do człowieka, są momentem podniesienia z rozpaczy.

Kanapki są jedynie pretekstem do spotkania, rozmowy, płaczu czy śmiechu. „Kółko” jest miejscem jednoczącym, gdzie nie ma barier i wszyscy są równi. Jesteśmy tacy sami i nic nas nie różni.

Zgadza się Pani z tym?

– Jestem w stanie się całkowicie podpisać pod tymi słowami. Osoby bezdomne mówią, że wiele nam zawdzięczają. Ja dziś z pewnością mogę powiedzieć to samo. Zrozumiałam, że każdy z nas w pewnych aspektach swojego życia może odnaleźć w sobie ubóstwo.

A co gdyby miasto lub organizacje dobroczynne zaproponowałyby bezdomnym prawdziwą pracę na pełen etat i godną płacę, a nie drobne pomoce na Plantach za jedzenie? Czy to dobry pomysł?

– Myślę, że każda praca jest ważna, ale jeżeli nie jest ona warunkiem otrzymania podstawowego dobra potrzebnego do życia, jakim jest jedzenie.

fot. KRKnews

Czy „Zupa na Plantach” w radzie miasta to dobry pomysł czy może próba przedmiotowego traktowania i wykorzystywania do politycznych celów bezdomnych?

– To zależy od przebiegu spotkania. Jeżeli odbędzie się ono w atmosferze zrozumienia i próbie dojścia do wspólnych rozwiązań, to może będzie miało sens. Jeśli ma być to tylko próba upokorzenia drugiego człowieka to nie ma to najmniejszego sensu.

* Agnieszka Skibińska – autorka bloga Człowiekowi Człowiek oraz członkini wspólnoty Hanna, służącej pomocy osobom wykluczonym. 

Rozmawiała Justyna Słowikowska

Reklama