– „Wychodzenie z bezdomności” brzmi bardzo łatwo, ale jest to bardzo długi proces. Znam tylko jedną osobę, która rzeczywiście ma teraz mieszkanie i pracę – mówi Agnieszka Skibińska, autorka bloga Człowiekowi Człowiek oraz członkini wspólnoty Hanna.
W wywiadzie dla KRKnews.pl Skibińska opowie o najważniejszych problemach i potrzebach osób w kryzysie bezdomności. Obali przykre stereotypy dotyczące bezdomnych. Odpowie na pytania odnoszące się do kontrowersyjnych pomysłów radnego Łukasza Wantucha.
KRKnews.pl: Kto korzysta z pomocy organizacji?
Agnieszka Skibińska: – Są to osoby ubogie oraz znajdujące się w kryzysie bezdomności. Jako wspólnota Hanna spotykamy się z bezdomnymi co środę o 18:30 na Plantach, dzielimy wcześniej przygotowanymi kanapkami i, co najważniejsze, rozmawiamy. Najczęściej na tzw. „kółku” spotykamy osoby, które znamy od dawna i nawiązujemy z nimi relacje już od dłuższego czasu.
Wspólne rozmowy w środę są dla nas oczywiste i naturalne. Są również bezdomni, którzy dopiero wchodzą w świat życia na ulicy. Niektórzy przyjechali z innych miast i szukają pomocy. Próbujemy z nimi nawiązać relacje, pytamy o to, co wydarzyło się w ich życiu oraz jak możemy pomóc. Wspólnota Hanna ma również specjalne przewodniki, które pokazują, gdzie osoby w kryzysie bezdomności mogą się umyć, zjeść czy pójść spać.
Z jakich powodów osoby bezdomne znajdują się bez dachu nad głową?
– Najczęściej ludzie myślą, że powodem jest alkohol. Tymczasem przyczyn jest naprawdę wiele. Każdy znajduje się na ulicy z innego powodu. Są to bardzo silne przeżycia, których nawet nie potrafimy sobie wyobrazić. Często spotykam osoby, które zostały oszukane w pracy, którym zmarła bliska osoba, które w jakiś sposób straciły wszystko, co posiadały. W pewnym momencie, gdy zaliczają upadek, okazuje się, że wszyscy ich opuścili. Trzeba zaznaczyć, że nie każdy jest tak samo silny i nie każdy radzi sobie tak samo z danym problemem.

– A co z alkoholem?
– Często jest on dalszym etapem tego procesu. W trakcie spotkań z osobami bezdomnymi usłyszałam już wiele historii, które za każdym razem uświadamiają mi jak ciężko jest przetrwać. Przeżycia z przeszłości oraz aktualny stan są tak silne i dramatyczne, że niektórzy nie potrafią sobie z nimi radzić. Czasami alkohol staje się jedyną pomocą.
– W głowach większości osób pojawia się stereotyp, że ludzie bezdomni są brudnymi alkoholikami, którzy brzydko pachną.
– To bardzo bolesny stereotyp. Stanowi dużą stygmatyzację. Z osobami w kryzysie bezdomności spotykam się już prawie dwa lata. Tworzenie relacji wzajemnej równości pokazało mi, że każdy z osobna jest człowiekiem. Niezależnie od tego czy inaczej wygląda, pachnie, ma inny kolor skóry, wyznanie, przekonania. Każdy z osobna ma swoją historię, przeszłość, uczucia, przeżycia, wybory. Myślę, że to wykluczenie wiąże się z zupełnym niezrozumieniem inności oraz brakiem spotkania. Dopiero poprzez prawdziwe spotkanie i otwarcie się na relację jesteśmy w stanie zrozumieć czyjąś sytuację, zacząć patrzeć na ludzi własnym sercem, a nie przekazywanym uprzedzeniem.
– Czego najbardziej potrzebują osoby w kryzysie bezdomności?
– Rozmowy i słowa. Są to osoby wręcz spragnione kontaktu z drugim człowiekiem. To właśnie dlatego spotykamy się co środę na Plantach. W Krakowie jest dużo miejsc, gdzie mogą znaleźć posiłki czy się wykąpać. Kanapka jest więc tylko tym pretekstem, żeby wspólnie spędzić czas i porozmawiać. Dostrzegam to również poza środowymi spotkaniami. Bardzo często gdy widzę czyjąś rękę wyciągniętą po pieniądz, to zawsze zaczynam rozmawiać.

Myślę, że jest to najlepsze rozwiązanie. Nie obruszać się, nie komentować, ale zwyczajnie zacząć od słowa. To jedno słowo jest w stanie zmienić wszystko. Nagle jestem świadkiem niezwykłej historii albo kilku zdań na temat pogody, ciepłej wymiany serdeczności. Jest to tak fascynujące. Wystarczy zwykłe” dzień dobry”. Wywołuje to ogromne emocje i dobrą energię. Jest to zwyczajne pozdrowienie, które daje wiarę i nadzieję. Jest to takie zapewnienie, że są w społeczeństwie mile widziani i mogą otrzymać wsparcie.
Wiele noclegowni otwiera się wtedy, gdy jest chłodniej, choć i tam nie panują godne warunki. Często warunkiem skorzystania z takich miejsc jest trzeźwość. Wiele osób też po prostu nie wie, że może z takich miejsc skorzystać oraz gdzie się udać
Czy zna Pani osoby, które wyszły z kryzysu bezdomności?
– Często słyszę to pytanie. Jest bardzo mało takich osób. „Wychodzenie z bezdomności” brzmi bardzo łatwo, ale jest to bardzo długi proces. Znam tylko jedną osobę, która rzeczywiście ma teraz mieszkanie i pracę. W naszych spotkaniach na Plantach nie chodzi jednak o to, żeby „wyciągać ludzi z bezdomności” . Najważniejsze jest bycie z nimi i dawanie wsparcia. Jest to zwyczajna obecność. Jesteśmy z nimi jak człowiek z człowiekiem. Są dla nas ludźmi, którym należy się szacunek i dobre słowo. Kiedyś pewien pracownik socjalny powiedział mi, że jeżeli jakiejś osobie w ciągu dwóch lat nie uda się wyjść z bezdomności, to z roku na rok szanse są coraz mniejsze. Oczywiście trzeba pamiętać, że one nadal są. To nie dzieje się z dnia na dzień i wymaga ogromnego samozaparcia. Proces jest bardzo złożony.
Przy okazji ostatniej dyskusji o bezdomnych pojawia się wiele argumentów, że przecież bezdomni mogą skorzystać z noclegowni czy pryszniców. Czy faktycznie osoby bezdomne mają bezproblemowy dostęp do takiej pomocy?
– Wiele noclegowni otwiera się wtedy, gdy jest chłodniej, choć i tam nie panują godne warunki. Często warunkiem skorzystania z takich miejsc jest trzeźwość. Wiele osób też po prostu nie wie, że może z takich miejsc skorzystać oraz gdzie się udać.
Czy to prawda, że do Krakowa przyjeżdża wielu bezdomnych z całej Polski?
– Tak, ale osoby bezdomne nie wybierają tylko Krakowa. Warszawa jest punktem, gdzie również znajduje się wiele jadłodajni i miejsc pomocy.
Co sądzi Pani o ostatnich propozycjach radnego Łukasza Wantucha?
– Wypowiedzi radnego są agresywne i uderzają w drugą osobę. To już skreśla jakąkolwiek możliwość rozmowy. Po drugie rozważanie propozycji pana Wantucha, pozbawia godności osoby bezdomne. Jedzenie za pracę jest bardzo upokarzające. Również usunięcie osób bezdomnych z Plant nie zmieni ich sytuacji. Jest to absurdalny pomysł.
Wypowiedzi radnego wskazują, że miejsca reprezentatywne jak Planty czy centrum miasta, gdzie są turyści, powinny być pozbawione osób w kryzysie bezdomności. Rzecznik praw obywatelskich powiedział, że pomysły radnego „pozostają w sprzeczności z przytoczonymi zasadami konstytucyjnymi. Osoby doświadczające bezdomności mają takie same prawa, jak inni ludzie. Mają zatem m.in. prawo do korzystania z przestrzeni publicznej i swobodnego poruszania się w niej na takich samych warunkach, jakie odnoszą się do innych mieszkańców.”
Czy rozmawiała Pani z bezdomnymi, co sądzą o pomysłach radnego Wantucha?
– Gdy pytałam, co znaczy dla nich miejsce spotkań na Plantach, zwane „kołkiem” (Skwer im. Andrzej Wajdy – przypis redakcyjny) to zawsze byli poruszeni i bardzo bronili tego miejsca. Podnosiły się głosy, że inicjatywy na Plantach są dla nich ważne razem z osobami, które je tworzą. Są dla nich jedynym kontaktem, który może ich przybliżyć do człowieka, są momentem podniesienia z rozpaczy.
Kanapki są jedynie pretekstem do spotkania, rozmowy, płaczu czy śmiechu. „Kółko” jest miejscem jednoczącym, gdzie nie ma barier i wszyscy są równi. Jesteśmy tacy sami i nic nas nie różni.
Zgadza się Pani z tym?
– Jestem w stanie się całkowicie podpisać pod tymi słowami. Osoby bezdomne mówią, że wiele nam zawdzięczają. Ja dziś z pewnością mogę powiedzieć to samo. Zrozumiałam, że każdy z nas w pewnych aspektach swojego życia może odnaleźć w sobie ubóstwo.
A co gdyby miasto lub organizacje dobroczynne zaproponowałyby bezdomnym prawdziwą pracę na pełen etat i godną płacę, a nie drobne pomoce na Plantach za jedzenie? Czy to dobry pomysł?
– Myślę, że każda praca jest ważna, ale jeżeli nie jest ona warunkiem otrzymania podstawowego dobra potrzebnego do życia, jakim jest jedzenie.

Czy „Zupa na Plantach” w radzie miasta to dobry pomysł czy może próba przedmiotowego traktowania i wykorzystywania do politycznych celów bezdomnych?
– To zależy od przebiegu spotkania. Jeżeli odbędzie się ono w atmosferze zrozumienia i próbie dojścia do wspólnych rozwiązań, to może będzie miało sens. Jeśli ma być to tylko próba upokorzenia drugiego człowieka to nie ma to najmniejszego sensu.
* Agnieszka Skibińska – autorka bloga Człowiekowi Człowiek oraz członkini wspólnoty Hanna, służącej pomocy osobom wykluczonym.
Rozmawiała Justyna Słowikowska

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.