Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 15 października 2019
Czytanie ~2 min
Miasto · 15 października 2019 · 2 min czytania

Klęska krakowskiej PO. Tylko jeden poseł stanął na wysokości zadania!

Autor: Michał Lop

– Szachujące się od wielu lat frakcje, wewnętrzne spory i animozje, wybujałe ego poszczególnych posłów wsparte błędnym przekonaniem o „prawicowym” elektoracie platformy w Krakowie, doprowadziły do niedzielnej klęski wyborczej. Jedynie radny miejski Aleksander Miszalski wyciągał w ciągu ostatniego roku wnioski z kampanii samorządowej i umiał wznieść się ponad partyjne podziały – pisze dla KRKnews Kazimierz Krakowski.

W okręgu krakowskim zagłosowało ponad 100 tys. wyborców więcej niż 4 lata temu, a ponad połowa z nowo głosujących wsparła PiS. Platforma osiągnęła tylko o 10 tys. głosów lepszy wynik niż cztery lata temu, czyli wsparło ją około 10 proc. nowych wyborców.

Krakowska PO od wielu lat nie mogła (a może nie chciała?) znaleźć lub wykreować ze swojego środowiska skutecznego lidera, stąd spadochroniarze z Warszawy w tych i poprzednich wyborach na pierwszym miejscu listy wyborczej.

Szachujące się od wielu lat frakcje, wewnętrzne spory i animozje,  wybujałe ego poszczególnych posłów wsparte błędnym przekonaniem o „prawicowym” elektoracie platformy w Krakowie, doprowadziły do niedzielnej klęski wyborczej

Wysoki wynik Pawła Kowala, który nie zrobił prawie w ogóle kampanii, wyraźnie pokazał, że wyborcy PO nie mieli na kogo głosować. I oddawali głos na „partię”.

Pomysł utrzymania na listach obecnych parlamentarzystów też w konsekwencji był nieudany. Wystarczy porównać wyniki „starych posłów” Ireneusza Rasia i Jerzego Meysztowicza, żeby stwierdzić, iż ponieśli oni wyborczą klęskę w porównaniu do wyborów z 2015 roku, otrzymując znacznie mniej głosów. Klęskę ponieśli platformiani indywidualiści, bo nie stworzyli w tych wyborach żadnej drużyny i siłą słabnącego rozpędu zbierali jeszcze jakieś głosy, a niektórym z nich udało się zdobyć poselski mandat.

Jedynie radny miejski Aleksander Miszalski wyciągał w ciągu ostatniego roku wnioski z kampanii samorządowej i umiał wznieść się ponad partyjne podziały. Nie bawił się w lewicowość czy prawicowość w swoim programie, tylko zaprezentował pomysł odpowiedni dla miejskiego wyborcy. Zbudował wokół swojej osoby szeroki ruch wewnątrzpartyjnego poparcia. I w tej kampanii zagrał drużynowo jak żaden inny polityk PO dotychczas w Krakowie.

Skupił wokół swojej kandydatury lokalnych liderów krakowskiej platformy m. in. Przewodniczącego Rady Miasta Dominika Jaśkowca, radnych Jakuba Koska, Andrzeja Hawranka, Łukasza Sęka, Tomasza Darosa i Grzegorza Stawowego, z którym wspólnie wspierali do senatu Bogdana Klicha w bardzo skutecznej i profesjonalnej kampanii. Pokazał, że jeśli się: chce i zna wartość swoich działań, nie boi się konkurencji i umie pracować wspólnie z innymi ludźmi, to można wygrać wybory i być posłem wcześniej nim nie będąc.

Niektórzy działacze PO mogą mieć tylko nadzieje, że po tych wyborach nie dojdzie w platformie do takiej sytuacji, iż do Krakowa przyjedzie Grzegorz Schetyna i ustawi w dwóch rzędach nowowybranych małopolskich parlamentarzystów a w części z nich znów obudzą się kompleksy i doprowadzą do ponownej wewnętrznej wojny, w i tak osłabionej partyjnej strukturze.

Platforma po przegranych wyborach musi zmienić „starych”, „zużytych” liderów i postawić na tych, którzy są obecnie w drugim szeregu, ale bliżej ludzi. Bo za 2 lata wynik może być zdecydowanie gorszy niż dziś.

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected]

Reklama