Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 10 stycznia 2020
Czytanie ~4 min
Miasto · 10 stycznia 2020 · 4 min czytania

Zakrzówek i Park Reduta – aktywiści atakują dyrektora Kempfa

Autor: Michał Lop

– Warto mieć tylko nadzieję, że te niepoważne ataki nie złamią determinacji i woli Piotra Kempfa w zmienianiu miasta na piękniejsze, a co za tym idzie – nie zablokują remontu Zakrzówka, bo już dawno powinien on wrócić do mieszkańców, a nie tak zwanych miejskich aktywistów – pisze w felietonie dla KRKnews Alicja Podgórska.

W ostatnim tygodniu Piotr Kempf dwukrotnie został zaatakowany przez tak zwanych aktywistów miejskich.

Pierwszy raz na Komisji Kształtowania Środowiska, gdzie sprawa ponownie dotyczyła Zakrzówka. Problem w tym, że to właśnie  aktywiści kilka lat temu przy tworzeniu planu zagospodarowania przestrzennego sami chcieli kompromisu, w którym mniejszy zbiornik dostępny byłby jako kąpielisko (pewnie po to, żeby mniej krakowian mogło z Zakrzówka korzystać), a większy pozostanie wykorzystany tylko częściowo jako dostępny akwen wodny – w tym np. dla nurków.

Urzędnicy pokornie jak zawsze, posłuchali tak zwanych miejskich aktywistów, a nie mieszkańców. I dziś, na własne życzenie, mają problem.

Jak zabezpieczać?

Na wspomnianej Komisji omawiano sprawę zabezpieczenia w siatki ochronne skał w obrębie kąpieliska. Tak zwani aktywiści nie chcą jednak, żeby w ten sposób je zabezpieczano. Innym sposobem pozostałoby tylko coroczne „badanie ścian kamieniołomu” i zrzuty ewentualnych niebezpiecznych odłamków na wyremontowane już plaże i drewniane podesty, co zapewne i tak nie dawałoby pełnej gwarancji, że w okresie pomiędzy przeglądami nie nastąpi samoistne oderwanie jakiegoś skalnego fragmentu.

Na pewno, ze względu na życie i zdrowie mieszkańców, nie można pozostawić ich niezabezpieczonych, bo w takim przypadku kąpielisko dalej będzie nieczynne. W tym przypadku dyrektor ZZM – Piotr Kempf  – po prostu nie przyszedł na posiedzenie tej komisji, uznając  – zapewne słusznie – że dyskusja powinna być poważna i merytoryczna, a jeżeli ma prowadzić do możliwości, w której były kamieniołom będzie niedostatecznie zabezpieczony, to nie warto w niej brać udziału.

Drugi atak to Park Reduta, a tak naprawdę kosze na śmieci w tym parku. I tu też zapewne urzędnicy na własne życzenie wpędzili się w kłopoty, bo gdyby nie zgodzili się na zmianę jego koncepcji  i pozostawienie części „dzikiej”, to nie mieliby dziś medialnych problemów.

Jak każdy wie, chyba oprócz tak zwanych miejskich aktywistów, w obecnych czasach wszystko w przestrzeni publicznej wsparte lub oparte jest na jakieś normie bądź statystyce. I tak zapewne było w przypadku tego parku. Na kilkuhektarowej działce pierwotnie miała być jakaś liczba alejek, ławek i koszy. Otrzymano dofinansowanie unijne, zrobiono zapewne koncepcje i… pojawili się miejscy aktywiści, którzy chcieli „części dzikiej parku” – naturalnej. I urzędnicy znów zapewne pokornie się na to zgodzili.

Ale żeby zachować już przyjętą wcześniej normę, bo zapewne nie dało się jej ze względu dofinansowanie ze środków UE zmienić, musieli zagęścić na pozostałej „parkowej” części ławki i kosze. I jak to w zimie – kiedy jest zimno, mokro, szaro i szybko robi się ciemno – wygląda to komicznie. A za trzy miesiące nikt tego nawet nie zauważy, a wszyscy z tych koszy będą korzystać (tu warto przypomnieć – co widać na zdjęciach prezentowanych na FB – że w naszej strefie klimatycznej natężenie wykorzystania parków następuje w porze letniej, a przez kilka miesięcy parki są wykorzystywane mniej lub w ogóle).

Kraków zielony, nie szary

W przestrzeni publicznej pojawiła się jeszcze szokująca kwota 499 tys. zł za 135 koszy. Tylko nikt nie zadał sobie wysiłku, aby zagłębić się w tak trudne tematy jak kosztorysowanie, zamówienia publiczne i inne tam urzędnicze bzdury. A tu sprawa jest bardzo prosta – wygrała oferta najtańsza, a wykonawca zapewne w pozycji „kosze” skalkulował nie tylko ich cenę, ale też inne koszty pośrednie związane z wykonywaniem inwestycji: koszty ogólnozakładowe, placu budowy itd. Mógł to zrobić w jakiejkolwiek innej pozycji, bo to jest tak naprawdę bez znaczenia. Najważniejsza jest kwota całego zamówienia, ale do tego trzeba już pewnej wiedzy, o którą tak zwanych miejskich aktywistów raczej chyba nie warto podejrzewać.

Oczywiście te dwa następujące po sobie ataki to nie jest przypadek i będzie ich więcej. Dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej to popularny wśród krakowian człowiek – „Zielony Papież”. Zmienia od lat oblicze miasta z szarego na zielone. Zbiera nagrody, wyróżnienia, jest doceniany na zewnątrz. I zapewne ta zmiana i ta popularność „boli” pewne krakowskie środowiska te tzw. aktywistyczne i te które je inspiruję, czyli polityczne (jeżeli możemy mówić o małej krakowskiej polityce).

Środowiska zazdrosne po prostu o jego sukcesy i popularność. Warto mieć tylko nadzieję, że te niepoważne ataki nie złamią jego determinacji i woli w zmienianiu miasta na piękniejsze a co za tym idzie  – nie zablokują remontu Zakrzówka, bo już dawno powinien on wrócić do mieszkańców, a nie tak zwanych miejskich aktywistów.

Alicja Podgórska

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected]

 

Reklama