- – Nie ma co ukrywać -trochę zajeżdża to wiochą. Ludzie się ścigają, przepychają, czasem nawet kłócą po to, by… ustawić się na pozycji lidera w kolejce do samolotu. Pozycji lidera, która nie daje absolutnie nic! – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.
Ile razy wsiadam do samolotu z lub do Polski, to jestem świadkiem zawodów, w których Polacy są absolutnymi mistrzami świata. Zasady tej rywalizacji są proste: kto pierwszy ustawi się w kolejce do samolotu. Przepisy niby proste, ale cel tych wyścigów już trudno wytłumaczyć.
No bo po co się ścigać, skoro wszyscy w samolocie mają przypisane miejsca? Czy wejdę pierwsza, czy ostatnia to i tak będzie czekał na mnie fotel 3B, 16F, czy 34C.
Poza tym – po co stawać w kolejce w momencie, gdy nie odbywa się nawet wpuszczenie do samolotu, bo obsługi nie ma nawet przy pulpitach?
No i coś, co mnie szczególnie bawi – w Balicach z terminala do samolotu na ogół dojeżdża się autobusami. Ludzie chcą być pierwsi w kolejce po to, żeby stać w autobusie i czekać na resztę, zamiast siedzieć wygodnie w terminalu?
Jeszcze kilka lat temu myślałam, że to pozostałości po PRL-u. Lata jednak lecą, pokolenia zmieniają się, a ludzie jak stali w tych kolejkach, tak stoją dalej. Dzieci, dorośli, seniorzy – wszyscy. Szacuję, że w tej durnej kolejce ustawia się 80 proc. pasażerów. W kolejce, w której pozycja lidera nie daje absolutnie nic!
Czy to nasze chciejstwo bycia pierwszym za wszelką cenę? A może to alegoria Polaka, który nie wie po co, ale musi być numerem 1? I to czasem nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi…
A znajomi z Hiszpania pytają: „Po co ta kolejka? Za czym ci ludzie stoją?”. I zanim zaczniecie krytykować mnie za narzekanie, to wcześniej poradźcie: „Co ja mam im odpowiedzieć?!”.
Marta
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).



