FELIETON. W polityce cisza rzadko bywa przypadkowa. Zwłaszcza wtedy, gdy trwa walka o władzę, a kolejne wybory majaczą już na horyzoncie.
Uwagę zwraca fakt, że Aleksander Miszalski od 6 czerwca nie opublikował na Facebooku żadnego wpisu. Dla zwykłego użytkownika mediów społecznościowych to nic nadzwyczajnego. Dla polityka, który przez lata budował swoją rozpoznawalność również w internecie, to sytuacja co najmniej zastanawiająca.
Politycy żyją dziś z obecności w sieci. Komentują wydarzenia, pokazują spotkania, reagują na kryzysy i publikują kolejne zdjęcia. Gdy nagle przestają to robić, trudno uwierzyć, że dzieje się to bez powodu.
Od 6 czerwca cisza
Ani komentarzy, ani politycznych ocen, ani relacji z aktywności publicznej. Jakby ktoś nagle uznał, że najlepiej będzie przeczekać.
Oczywiście można tłumaczyć to natłokiem obowiązków. Można mówić o zmianie strategii komunikacyjnej. Można przekonywać, że nie wszystko musi trafiać do mediów społecznościowych. Tyle że polityka nie znosi próżni. Gdy polityk przestaje mówić, zaczynają mówić inni.
A powodów do ostrożności nie brakuje. W Krakowie coraz częściej wracają spekulacje dotyczące przyszłych wyborów prezydenckich. Każde słowo Miszalskiego w sytuacji mogłoby być wykorzystanego przeciwko Monice Piątkowskiej, kandydatce KO. Każda kontrowersja może kosztować cenne punkty w sondażach. W takiej sytuacji najbezpieczniejsza staje się strategia minimalizowania ryzyka.
Nie wychylać się. Nie prowokować. Nie dawać przeciwnikom argumentów.
Czy właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia? Nie sposób tego jednoznacznie stwierdzić. Nie ma publicznych dowodów na to, że decyzja o komunikacyjnym wycofaniu została podjęta poza samym Miszalskim. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że tak długa i konsekwentna cisza nie wygląda na przypadek.
Polityka jest grą interesów, emocji i przekazów. Również tych niewypowiedzianych. Doświadczeni sztabowcy wiedzą, że czasami najlepszym sposobem uniknięcia problemu jest niewchodzenie w dyskusję. Niektórzy powiedzą wręcz, że najbezpieczniejszy kandydat to taki, którego przez jakiś czas nie słychać.



