Jak to jest prowadzić firmę, gdy „klient” dzwoni przeważnie w najtragiczniejszym i najtrudniejszym momencie swojego życia, czyli po stracie bliskiego?
Prowadzenie firmy pogrzebowej jest ułatwione jedynie wtedy, kiedy ma się stosunek do ludzi empatyczny i kiedy nie ma się żadnych innych celów prócz pomocy osobom w bardzo trudnych dla nich chwilach. Jest wiele zawodów, które wymagają podobnych cech od osób, które w nich pracują jak: lekarz, ratownik medyczny, ratownik górski, oni w swojej pracy przede wszystkim niosą pomoc. Taką pomoc niosą również pracownicy firm pogrzebowych.
Jeżeli psychicznie nie wytrzymają natłoku traumy, która jest udziałem osób, które muszą pożegnać to oni się wycofują z tego zawodu. Jeśli ktoś chce przyjść do zawodu służącego ludziom w tej ostatniej drodze życia tylko dla biznesu, to tu nie ma dla niego miejsca. Wcześniej czy później się wycofa, nie wytrzyma psychicznie.
Z drugiej strony zastanawiam czy w takiej pracy po jakimś czasie nie przychodzi rutyna, znieczulica? To rzeczywiście nie jest zwyczajny ani łatwy biznes, tu trzeba posiadać szczególne cechy. Pan prowadzi już swoją firmę od 43 lata. Jak Pan przez ten czas wciąż dalej sobie radę?
„Bądź dla ludzi taki, jak chciałbyś żeby dla Ciebie byli”. Tak służ osobom, bo to jest służba pewnego rodzaju, które się do ciebie zwracają jak chciałbyś, aby Tobie służono.
Niedawno na spotkaniu właścicieli firm pogrzebowych powiedziałem, że mamy dość zwiększonej liczby zgonów, mamy dość braku możliwości szybkiego ratowania chorych żeby im przedłużyć życie. Firma pogrzebowa nie jest łapiduchem. My nie jesteśmy szczęśliwi wtedy, kiedy jest duża umieralność. Szczęśliwi jesteśmy wtedy, kiedy możemy pomóc osobom często w skrajnej rozpaczy, w sytuacji już nieodwracalnej i gdy czują, że nie są w niej sami, że mają przy sobie osoby, które je wyręczą w tych przyziemnych, administracyjnych sprawach związanych z organizacją pochówka. Wtedy właśnie osoby związane z obsługą pogrzebu są bardzo pomocne. „Jeżeli bierzesz się za jakąś pracę, to oddaj temu serce a będziesz miał sukces”.

Staramy się nie używać określenia „klient”. My mówimy rodzina. Ta rodzina przychodzi zrozpaczona, a wychodzi od nas uspokojona, bo wie, że w tych ostatnich godzinach, które musi poświęcić na załatwienie nie raz bardzo skomplikowanych spraw, ma kogoś do pomocy. My możemy wszystko zrobić dla naszych rodzin. Nie możemy tylko jednego – żeby osoba, która zmarła zmartwychwstała. To jest w rękach Boga.
Finał, który wielokroć mnie spotyka, czyli uspokojenie osób w żałobie świadczy i tym, że chyba prawidłowo opiekujemy się naszymi rodzinami. Jesteśmy świadkami nieraz traumatycznych doświadczeń. Inaczej się odbiera odejście osoby starszej, chorującej od wielu lat, inaczej młodej, a jeszcze inaczej osoby, która nie musiała odejść, a umarła w wyniku załamania nerwowego, samobójstwa czy nieszczęśliwego wypadku.
Często jesteśmy pierwszymi, przed którym te rodziny się otwierają i zwierzają. Robimy wszystko, co możemy, aby po uroczystościach pogrzebowych następował taki ciężki, ale jednak spokój wewnętrzny. Udaje nam się to, czego dowodem są pisemne podziękowania, które po jakimś czasie rodziny do nas przesyłają.
Czy przez tyle lat pracy w zawodzie ma Pan jakieś wyjątkowe dla siebie wspomnienie? Anegdotę? Czy jest jakieś zdarzenie, o którym nigdy Pan nie zapomni lub do którego zawsze powraca z sentymentem?
43 lat istnieje firma KARAWAN. Według statystyk jest to około 50 tysięcy pochówków. Trudno pamiętać wszystkie, ale przy wszystkich byłem w sensie decyzyjności. Również żegnałem swoich rodziców, siostrę, brata. Byłbym niewiarygodny gdybym powiedział, że to nie były dla mnie najważniejsze i też dramatyczne chwile. Były oczywiście też zdarzenia, gdy żegnałem przyjaciół, lub gdy służyłem moim przyjaciołom w uporaniu się z ich niezwykle trudnymi chwilami.
Proszę nie odebrać tego jako reklamy firmy, ale odprowadzenie na miejsce wiecznego spoczynku pary prezydenckiej to dla mnie szczególna chwila. Powierzono nam, mnie i mojej żonie, która ze mną współpracuje, powierzono wykonanie tej posługi. Towarzyszenie w tej drodze prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego małżonce Mari Kaczyńskiej było dla mnie przeżyciem. Tym bardziej, że w tamtym okresie byłem parę tygodni po operacji serca, więc skoro los pozwolił mi przy tej posłudze być osobiście, chciałem ją wykonać z należytą starannością i szacunkiem.

Takim znaczącym też wydarzeniem była dla naszej rodziny, ale i bliska wszystkim miłośnikom sportów motorowych, śmierć Janusza Kuliga. Zginął bezsensownie na przejeździe kolejowym i każdy z nas, który by się w tej sekundzie tam znalazł też by zginął, ponieważ przejazd był niezamknięty, a powinien być. Krzaki, które ograniczały widoczność pewnie jeszcze do dzisiaj tam są i czekają na następne nieszczęście. Osobiście byłem zaangażowany w tą żałobę, ponieważ to był przyjaciel mój, mojego syna i naszej rodziny. Pogrzeb, który na życzenie rodziny zorganizowałem zebrał ponad 10 tysięcy osób.
Pogrzeby i ostatnie pożegnania to Pana codzienność. Co oznaczają Pana pogrzeby? Czy to najgorszy dzień w życiu dla tych, którzy pozostają na ziemi, czy może piękne ostatnie pożegnanie tego, który odchodzi do lepszego świata?
Czasami na pogrzebie trzeba się uśmiechnąć. Uśmiechnąć się do tego co ta osoba, która odeszła pozostawia nam w pamięci.
Na pogrzebie czołówka konduktu jest w głębokiej żałobie. To jest rodzina, najbliżsi przyjaciele i te emocje są na przodzie. Ale na pogrzeby przychodzi dużo ludzi, nawet mogłoby się wydawać, że dana osoba nie miała aż tylu znajomych. Często jest tak, że na pogrzebie spotykają się osoby, które dawno się nie widziały, ale wspólnie znały tego, kogo żegnają. I tam, te 20 metrów dalej w kondukcie już nie ma łez. Są anegdoty, są wspomnienia i to też jest bardzo ważne, czyli pamięć o osobie zmarłej w sytuacjach, które były najlepsze i najzabawniejsze.
Czas leczy rany. Nie bez powodu mówi się, że żałoba to jest rok. To jest już taki okres gdzie łatwiej myśląc o osobie, która odeszła pojawia się uśmiech. Z czasem jest coraz łatwiej.
Tak naprawdę cmentarz przyjmuje wszystkich wierzących i niewierzących. Rodzimy się i od początku jesteśmy zarażeni chorobą, która się nazywa życie a kończy się śmiercią. Wszyscy mamy jedno miejsce w matce ziemi.



