Piesi, rowerzyści, rodziny z dziećmi i działkowcy korzystający z przejazdu pod kolejowym wiaduktem przy ul. Gustawa Morcinka nadal muszą poruszać się bezpośrednio po jezdni. Chodnika ani wydzielonej drogi rowerowej nie ma, a na szybkie rozwiązanie problemu na razie się nie zanosi. Miasto przyznaje, że budowa bezpiecznego przejścia jest możliwa, ale pieniędzy na inwestycję nie zabezpieczono. Wstępny rachunek jest wysoki – sam tunel może kosztować około 10 mln zł, a dokumentacja kolejne 400 tys. zł.
Problem dotyczy miejsca, które trudno uznać za marginalny lokalny skrót. Z przejazdu pod wiaduktem korzystają mieszkańcy wschodniej części Mistrzejowic, rowerzyści, osoby starsze, rodziny z dziećmi i osoby zmierzające w stronę pobliskich ogrodów działkowych oraz terenów rekreacyjnych. Tymczasem pod torami nie ma ani chodnika, ani osobnej infrastruktury dla rowerów. Ruch pieszy i rowerowy odbywa się więc bezpośrednio po jezdni.
PKP mówi: można. Miasto mówi: najpierw pieniądze
Jeszcze niedawno sytuacja wyglądała jak klasyczny administracyjny ping-pong. Zarząd Dróg Miasta Krakowa wskazywał, że wiadukt i teren pod nim pozostają w zarządzie kolei, dlatego miasto nie może tam swobodnie prowadzić inwestycji. PKP Polskie Linie Kolejowe przedstawiły jednak odmienne stanowisko: możliwość wykonania przejścia została oceniona pozytywnie, a odpowiedzialność za przygotowanie inwestycji wskazano po stronie zarządcy drogi. Kolejarze określili również warunki techniczne i formalne, które należałoby spełnić podczas projektowania.
To zasadniczo zmienia obraz sprawy. Problemem nie jest już bowiem odpowiedź na pytanie, czy takie przejście w ogóle da się wykonać. Da się. Kluczowe stają się pieniądze i decyzja miasta, czy inwestycja rzeczywiście trafi do realizacji.
Stanisław Kracik poinformował, że obecnie zadanie nie znajduje się ani w budżecie Krakowa na 2026 rok, ani w Wieloletniej Prognozie Finansowej na kolejne lata. Jeżeli jednak inwestycja zostanie wpisana do dokumentów finansowych miasta, jej realizacją zajmie się Zarząd Dróg Miasta Krakowa. Sprawa ma być analizowana przy pracach nad projektem budżetu na 2027 rok oraz kolejnymi zmianami w Wieloletniej Prognozie Finansowej.
Najpierw projekt, potem uzgodnienia z koleją
Jeśli pieniądze się znajdą, ZDMK będzie mógł zlecić przygotowanie dokumentacji projektowej. Już na etapie przetargu mają zostać pozyskane warunki od PKP PLK, a później – w czasie projektowania – wykonawca będzie musiał zdobyć wymagane zgody i uzgodnienia. Między miastem a koleją miałoby zostać zawarte odpowiednie porozumienie.
Na dziś nie ma nawet wstępnej koncepcji technicznej. Miasto rozważa kilka wariantów: przepust, chodnik pieszo-rowerowy lub inne rozwiązanie pozwalające bezpiecznie przeprowadzić ludzi pod linią kolejową. Opracowanie takiej koncepcji również uzależniono jednak od wcześniejszego znalezienia pieniędzy.
Jest też drugi problem. Miasto wskazuje, że brak odpowiednich połączeń pieszych występuje szerzej, w rejonie ul. Powstańców. Dlatego w pierwszej kolejności może pojawić się konieczność rozwiązania przebudowy odcinka tej ulicy wraz ze skrzyżowaniem Morcinka, Powstańców i Mistrzejowickiej. Jednocześnie ZDMK deklaruje, że jeżeli do budżetu trafiłoby zadanie ograniczone wyłącznie do tunelu, będzie podejmował działania w kierunku jego realizacji.
10 mln zł za tunel, 400 tys. zł za projekt
Po raz pierwszy pojawia się też przybliżona skala kosztów.
Według miejskich szacunków sama budowa tunelu dla pieszych w nasypie linii kolejowej nr 95 może kosztować około 10 mln zł. Do tego trzeba doliczyć około 400 tys. zł na dokumentację projektową. Są to jednak wartości bardzo wstępne. Dokładniejszy koszt będzie można określić dopiero po przygotowaniu koncepcji i jej zaopiniowaniu przez PKP PLK.
W praktyce oznacza to, że minimalny punkt wyjścia dla inwestycji to już około 10,4 mln zł, jeszcze zanim pojawi się ostateczny projekt, szczegółowy kosztorys i ewentualne dodatkowe wymagania kolei.
Terminu nie ma
Nie ma też żadnego realnego harmonogramu.
Miasto nie potrafi dziś wskazać ani terminu przygotowania koncepcji, ani uzgodnień z PKP, ani tym bardziej daty rozpoczęcia robót. Powód jest ten sam: zadanie nie ma zapewnionego finansowania.
To oznacza, że mieszkańcy korzystający z tego przejazdu muszą liczyć się z tym, że obecna sytuacja potrwa jeszcze długo. Nawet wpisanie inwestycji do budżetu na 2027 rok byłoby dopiero początkiem drogi: potem trzeba przygotować koncepcję, dokumentację, przeprowadzić uzgodnienia z koleją i znaleźć wykonawcę.
Bez progów i bez niższego limitu prędkości
Nie zanosi się również na szybkie rozwiązania tymczasowe.
Miasto wyklucza zastosowanie progów zwalniających ze względu na niewielką odległość od konstrukcji nośnej wiaduktu. Nie planuje też obecnie obniżenia obowiązującego limitu prędkości. Organizacja ruchu ma być monitorowana i dopiero pojawienie się dodatkowych przesłanek może spowodować wprowadzenie zmian.
W efekcie mamy miejsce, o którym wiadomo, że nie zapewnia pieszym i rowerzystom wydzielonej przestrzeni, istnieje techniczna możliwość stworzenia bezpieczniejszego przejścia, a kolej nie zamyka drogi do inwestycji. Jednocześnie nie ma pieniędzy, projektu ani terminu.
Najbliższy konkretny moment to prace nad budżetem Krakowa na 2027 rok. Wtedy okaże się, czy przejście pod wiaduktem przy Morcinka pozostanie na liście problemów „do przeanalizowania”, czy po latach oczekiwania zacznie wreszcie zmieniać się w rzeczywistą inwestycję.



