„Czy Łukasz Gibała znów zrobi z nas wała?”

Czy Łukasz Gibała znów zrobi z nas wała? – to pytania zadaje sobie i internautom twórca profilu na Facebooku Dariusz Szczotkowski. Podobne strony i komentarze zaczynają zalewać Internet. Z dnia na dzień mnożą się inicjatywy przeciwników byłego posła i kandydata na prezydenta Krakowa, który teraz dąży do odwołania Jacka Majchrowskiego. – Walczę z kliką – odpowiada Gibała.

Przeciwnicy Gibały i zwolennicy Majchrowskiego budzą się z letargu. Prędkość, w jakiej inicjatorowi referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa udaje zbierać się podpisy spowodowała, że zawłaszczony do tej pory przez Gibałę Internet, nagle zaczyna stawać po stronie Majchrowskiego.

Furtka dla PiS

Mem
Mem

– Nie każdy musi kochać prezydenta, ale my chcemy pokazać manipulacje, które są widoczne w działaniach Gibały – mówi nam Szczotkowski, który kilka tygodni temu założył profil Altericzna Lognatywa [to nawiązanie do Logicznej Alternatywy stworzonej przez Gibałę], a dziś zastąpił go stroną Czy Łukasz Gibała znów zrobi z nas wała?.

– Jest to odpowiedź na pomysł przeprowadzenia w Krakowie referendum w sprawie odwołania Jacka Majchrowskiego. Obawiam się tego referendum, do którego może dojść, ponieważ znany jest mechanizm zbierania podpisów przez pana Gibałę. Następnie, na fali niechęci spowodowanej przez Światowe Dni Młodzieży, krakowianie mogą zagłosować przeciwko prezydentowi i tym samym otworzyć furtkę dla PiS, który wprowadzi swojego komisarza – dodaje Szczotkowski.

Wygrać przegrane wybory

Na Facebooku pojawił się także profil Nie dla referendum w Krakowie. Na razie „lubi go” niespełna 100 osób. – Nie zgadzamy się na szopkę jaką chce nam zafundować Łukasz Gibała. Nie chcemy referendum, nie chcemy lekceważenia demokracji – piszą twórcy. –  Referendum to instrument demokracji, którego używa się z ważnych powodów, a nie dlatego, że ktoś ma widzimisię, żeby po przegranych wyborach jednak dobrać się do władzy, wykładając na to kupę pieniędzy – dodają.

Mem
Mem

– Jak pan Gibała zapłaci ze swoich za referendum, to popieram, a jak nie, to niech się buja – pisze pan Leszek.

– Pan Gibała ma dużo pieniędzy i jeszcze większe chęci. I lubi lans – wygra nie wygra, nazwisko idzie w świat. A za referendum i jego ambicje – niczym nie pokryte – zapłacić przyjdzie nam, mieszkańcom – dodaje pan Wacław.

Ukryte interesy Gibały?

Furorę w sieci robi też strona gibala.diary.ru, na której opisywany jest „Chocholi taniec, czyli o czym nie chce pamiętac Łukasz Gibała?”.

– Pomimo, że Łukasz Gibała kreuje się na jedynego sprawiedliwego polityka (tak się zresztą przedstawia – Łukasz Gibała, polityk), jednak jego drogi wcale prostymi nie są, meandrują zarówno pomiędzy partiami politycznymi, jak i niejasnymi finansami i sprzecznymi wizjami. Nie cofał się przed różnego rodzaju zagrywkami. Internet niczego nie zapomina. Niech więc przemówi – zaczynają twórcy strony i chronologicznie wyliczają potknięcia byłego posła.

Pytają też komu Gibała płaci za poparcie i czy ma jakieś ukryte interesy.

Mem goni mema

No i oczywiście, jak to w Internecie, nie może zabraknąć memów. Do tej pory, w ich tworzeniu specjalizowali się zwolennicy Gibały. Teraz przyszedł czas na jego przeciwników.

– Wcale mnie to nie dziwi – komentuje nagły wzrost aktywności swoich przeciwników Łukasz Gibała. – Proszę pamiętać, że ja walczę z kliką, z ludźmi, którzy mają swoje interesy i zmiany nie są im na rękę. Mam jednak nadzieję, że ta dyskusja będzie miała charakter merytoryczny, a nie personalny, co często obserwuję na Facebooku czy na forach internetowych – dodaje były poseł w rozmowie z KRKnews.

Fala zaczyna się rozlewać

Nie od dziś jednak wiadomo, że to, co widzimy w Internecie, nie zawsze przekłada się na rzeczywistość. Szczególnie, jeśli chodzi o politykę. Przykłady? Osiągający znakomite wyniki w głosowaniach / sondażach / zabawach internetowych Janusz Korwin – Mikke czy Zbigniew Stonoga nie odegrali większej roli na politycznej scenie.

– Internet to specyficzne medium, bo nie zawsze to, że coś w nim zobaczysz przekłada się na to, że wykonasz konkretne działanie. Przykładem niech będą blogi – to, że któryś czyta 100 tysięcy osób, nie oznacza, że ktokolwiek będzie skłonny zapłacić za wyświetlane tam treści – komentuje dla KRKnews Jakub Muller z portalu Marketing przy Kawie.

– Jednak w przypadku polityki, znaczenie ma mobilizacja ludzi. Ktoś mobilizuje 50 osób, a te osoby mobilizują kolejnych 50 swoich znajomych i ta fala zaczyna się rozlewać po sieci. Zrobił to zresztą PiS przed wyborami parlamentarnymi w ubiegłym roku – zmobilizował swoich wyborców, ale niekoniecznie głupimi memami, a bardziej budowaniem społeczności, opierającej się na wzajemnych relacjach – dodaje nasz ekspert.

Łukasz Mordarski

fot. (u góry strony): Facebook Łukasza Gibały

Zobacz także