Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 16 października 2024
Czytanie ~4 min
Tematy Aleksandra Owca, Bartłomiej Kocurek, dyskusja radnych
Miasto · 16 października 2024 · 4 min czytania

Debata o finansowaniu wydarzeń politycznych przerodziła się w dyskusję o liczbie partii Gibały

Autor: Jarosław Strzeboński Aktualizacja: 16.10.2024 Lokalizacja: Kraków

Na ostatniej sesji radni mieli rozstrzygnąć ważną kwestię dotyczącą finansowania ze środków publicznych wydarzeń promujących partie polityczne lub środowiska polityczne. Projekt uchwały, zgłoszony przez Klub Radnych „Kraków dla Mieszkańców”. wywołał dość ciekawą debatę. Choć głównym tematem miało być ograniczenie wydatków na wydarzenia o charakterze partyjnym, w pewnym momencie dyskusja zeszła na osobistą przeszłość polityczną radnego Łukasza Gibały i… liczenie partii, do których należał.

Od finansowania polityki do przeszłości Gibały

Uchwała miała na celu zablokowanie miejskich wydatków na wydarzenia, które mają wyraźne zabarwienie polityczne, jak np. współorganizowany przez miasto Kampus Przyszłości, na który przeznaczono 80 tysięcy złotych. „To wybitnie polityczne wydarzenie, które nie powinno być finansowane z pieniędzy publicznych. Te środki powinny służyć mieszkańcom, a nie promować partie” – apelował Łukasz Maślona (Kraków dla Mieszkańców), zachęcając radnych do poparcia projektu.

Przypomnijmy o co chodzi. W sierpniu w Olsztynie odbył się Campus Polska Przyszłości, który wzbudził spore kontrowersje. W trakcie wydarzenia na Warmii i Mazurach do mediów trafiło nagranie, na którym grupa uczestników skandowała wulgarne hasła skierowane przeciwko partii Prawo i Sprawiedliwość. Wśród uczestników Campusu pojawili się również przedstawiciele miasta Krakowa, w tym prezydent Aleksander Miszalski, który reprezentował miasto wraz z siedmioma innymi osobami.

Kiedy o sprawie zrobiło się głośno prezydent Miszalski opublikował  informację o kosztach, jakie miasto poniosło w związku z promocją podczas Campusu. Łączna kwota wyniosła 76 tysięcy złotych, na którą składały się: pakiet promocyjny za 25 tysięcy złotych, prezentacja Teatru KTO warta 40 tysięcy złotych, a także koszty noclegów w trzygwiazdkowym hotelu, diety oraz wynajmu trzech pojazdów służbowych, które łącznie wyniosły 11 227 złotych. Prezydent Miszalski podkreślił,  że samodzielnie opłacił swój nocleg.

Dyskusja szybko przybrała nieoczekiwany obrót, gdy Tomasz Daros (Koalicja Obywatelska) postanowił wbić szpilę Łukaszowi Gibale (Kraków dla Mieszkańców) który mocno opowiadał się za odcięciem finansowania politycznych imprez. „Byłeś w jednej, drugiej, a nawet trzeciej partii! Jak możesz teraz mówić o odcinaniu się od polityki?” – stwierdził Daros.

W odpowiedzi Gibała zareagował z humorem: „Pomogę ci liczyć, Tomku. Byłem w dwóch partiach, nie trzech. Platforma Obywatelska i Ruch Palikota, który później zmienił nazwę na Twój Ruch. To wciąż ta sama partia”. Gibała podkreślał, że zmiana nazwy ugrupowania nie oznacza nowej przynależności politycznej, a więc nie można mu zarzucić takiej liczby partyjnych przynależności, jaką sugerował Daros.

Dlaczego przeszłość Gibały stała się tematem?

Zaskakująca wymiana zdań między Gibalą a Darosem przyciągnęła uwagę innych radnych, co spowodowało, że dyskusja o liczbie partii, do których należał Gibała, zaczęła dominować nad merytorycznym tematem uchwały. Dlaczego? Daros, wytykając Gibale jego przeszłość, chciał podkreślić, że osoby, które obecnie apelują o „apolityczność” działań miasta, same miały bogate doświadczenie partyjne. 

Gibała odpowiedział, że to nie jego przeszłość jest problemem, ale fakt, że Kraków wydaje publiczne pieniądze na wydarzenia promujące polityków. „To nie moje przynależności partyjne są tu problemem, tylko to, że finansujemy polityczne imprezy z miejskiego budżetu” – tłumaczył Gibała, próbując przywrócić dyskusję do głównego tematu.

Definicja wydarzenia politycznego: kontrowersje i różne perspektywy

Nie wszyscy radni zgadzali się z propozycją uchwały. Tomasz Daros argumentował, że Kampus Przyszłości nie był wydarzeniem stricte politycznym, lecz edukacyjnym. „To wydarzenie nie miało na celu promowania żadnej partii, tylko zachęcenie młodzieży do aktywności społecznej i obywatelskiej. Czy to, że pojawiają się tam politycy, od razu oznacza, że impreza jest partyjna?” – pytał Daros, broniąc idei wspierania takich wydarzeń przez miasto.

Radna Aleksandra Owca (Kraków dla Mieszkańców) wskazywała jednak, że różnica między wydarzeniem edukacyjnym a promującym partie jest istotna. „Mamy wiele wydarzeń, które edukują o demokracji i to jest w porządku. Problemem jest, kiedy z publicznych pieniędzy finansujemy coś, co de facto staje się kampanią wyborczą. Kampus promował konkretne środowisko polityczne i to budzi nasze zastrzeżenia” – wyjaśniała Owca.

Michał Drewnicki (Prawo i Sprawiedliwość) zgodził się z tym stanowiskiem, mówiąc: „Nie możemy pozwolić, żeby publiczne pieniądze były wykorzystywane do promowania aktywnych polityków. To nie jest zadanie samorządu”.

Jakie wydarzenia są polityczne?

Dyskusja o tym, jak definiować wydarzenie polityczne, przyciągnęła uwagę również innych radnych. Joanna Hańderek (Nowa Lewica) zauważyła, że pojęcie „wydarzenia politycznego” może być bardzo szerokie, a niektóre organizacje pozarządowe, choć nie są partiami politycznymi, mogą mieć wpływ na politykę. „Czy mamy zakazać finansowania wydarzeń edukacyjnych, które poruszają tematy demokratyczne? Co z organizacjami, które promują wartości obywatelskie, ale nie są związane z żadną partią?” – pytała Hańderek, próbując znaleźć kompromis w sporze.

Podobne pytania zadał radny Tomasz Leśniak (Nowa Lewica), który wskazał, że takie wydarzenia jak Marsz Równości również mogą być postrzegane jako polityczne. „Czy takie wydarzenie również zostanie uznane za polityczne, skoro pojawiają się na nim politycy z różnych partii? Czy miasto może finansować takie wydarzenia?” – zastanawiał się Leśniak.

Spór o priorytety budżetowe

Niektórzy radni, jak Renata Kucharska (Prawo i Sprawiedliwość), podkreślali, że miasto Kraków boryka się z problemami finansowymi, a pieniądze przeznaczane na wydarzenia polityczne powinny być lepiej wydatkowane. „Mieszkańcy proszą o remonty chodników, o bezpieczne drogi dla dzieci, a my wydajemy pieniądze na promocję polityków. To nie jest właściwe priorytetyzowanie budżetu” – mówiła Kucharska, apelując o większą odpowiedzialność.

Michał Starobrat (Kraków dla Mieszkańców) natomiast zwrócił uwagę na to, że niektórzy radni angażują się bardziej w polityczne spory niż w rozwiązywanie realnych problemów miasta. „Z taką pasją, z jaką bronicie finansowania politycznych wydarzeń, powinniście bronić spraw mieszkańców. Mamy problemy budżetowe, nie brakuje nam lokalnych potrzeb, a my rozmawiamy o finansowaniu polityki” – krytykował Starobrat.

Ostatecznie, po dyskusji, Rada przegłosowała poprawkę radnych: Joanny Łętochy i Joanny Hańderek, która z tytułu uchwały oraz z § 1 wykreśliła słowa „lub środowiska polityczne”. 

Jarek Strzeboński 

Rozbudowa ulicy Kuryłowicza i zarzuty mieszkańców wobec radnego Michała Starobrata

Reklama