Były nadzieje, że tym razem frekwencja w wyborach do rad dzielnic będzie wyższa niż pięć lat temu. Niestety, na nadziejach się skończyło. W całym Krakowie frekwencja wyniosła ledwie 9,67% – w 2018 roku wyniosła 11,5%. O tym, jak to zmienić oraz o pomysłach na usprawnienie funkcjonowania dzielnic rozmawiamy z radnym miejskim Dominikiem Jaśkowcem.
Dlaczego Pana zdaniem frekwencja podczas wyborów do rad dzielnic 10 grudnia była bardzo niska? Jakie mogą być główne przyczyny tego zjawiska?
Dominik Jaśkowiec, radny Rady Miasta Krakowa: Na pewno bezpośrednią przyczyną małej frekwencji wyborczej jest rozłączenie terminu wyborów do rad dzielnic, od terminu wyborów samorządowych. Wprowadzenie do ustawy „Kodeks Wyborczy” takiego rozwiązania przez Prawo i Sprawiedliwość utrudniło mieszkańcom udział w tych wyborach i w konsekwencji spowodowało spadek frekwencji do rekordowo niskiego poziomu. Frekwencji nie pomogła również kampania wyborcza prowadzona przez kandydatów, na ogół była ona niemrawa, chociaż zdarzały się przypadki brutalnych i brudnych zagrywek. Zawiodła także kampania pro frekwencyjna. Spora część mieszkańców Krakowa nie widziała sensu uczestnictwa w tych wyborach również dlatego, że znaczenie tych jednostek w naszym mieście zostało przez stronę prezydencką mocno zmarginalizowane.
W debacie publicznej pojawiają się propozycje reform Rad Dzielnic, w tym pomysły na zmniejszenie ich liczby. Jak Pan ocenia tę koncepcję i jakie mogą być potencjalne korzyści oraz wyzwania z nią związane?
Konsekwentnie twierdzę, że potrzebna jest redukcja liczby dzielnicowych radnych, a nie samych dzielnic. Większe dzielnice nie będą zajmować się sprawami lokalnymi, problemami mieszkańców z sąsiedztwa, a po to te jednostki zostały utworzone, ich zadaniem mają być sprawy w skali miasta lokalne: remonty chodników, dróg osiedlowych, budowa miejsc parkingowych, dbanie o zieleńce, skwery, finansowanie remontów w placówkach oświatowych i kulturalnych.
Co według Pana wymaga zmian w funkcjonowaniu Rad Dzielnic? Czy istnieją konkretne obszary, które należałoby poprawić lub dostosować do aktualnych potrzeb społeczności dzielnicy?
Nie wszystko załatwimy regulacjami prawnymi, zmiany wymagają dwa obszary działania dzielnic. Pierwszy to pieniądze na zadania dla tych jednostek, a dokładniej ich brak. Będąc Przewodniczącym Rady Miasta Krakowa, wypracowałem kompromisowe rozwiązanie, aby zwiększać środki na zdania dzielnicowe w układzie wieloletnim do 100 mln złotych. Rozwiązanie to zaakceptowała strona prezydencka, która potem tej umowy nie dotrzymała. Obecny budżet 18 dzielnic wynosi nieco ponad 50 mln złotych (co daje kwotę około 3 mln złotych na dzielnicę). Drugi problem to relacje pomiędzy władzą wykonawczą a dzielnicami, w tym obszarze jest olbrzymie niewykorzystane pole do współpracy, do współdziałania z pożytkiem dla wszystkich stron: strony urzędowej i strony dzielnicowej, ale przede wszystkim z pożytkiem dla mieszkanek i mieszkańców Krakowa.
Od wielu lat radni miejscy, w tym również przewodniczący, nie otrzymują żadnej diety za pracę w dzielnicy. Czy nie uważa Pan, że należałoby rozważyć zmiany w tym zakresie, aby wynagrodzić pracę wszystkich członków Rad Dzielnic na równych zasadach? Jakie mogą być potencjalne konsekwencje wprowadzenia takiej zmiany?
Kiedyś uważałem inaczej, ale dziś twierdzę, że powinno nastąpić rozłączenie mandatów radnych dzielnic i radnych miejskich, oczywiście takie rozwiązanie wymaga zmian w Ustawie o samorządzie gminnym, ale powinno zostać jak najszybciej przyjęte. Skorzystają na tym same dzielnice, które staną się bardziej podmiotowe. Incompatibilitas zawsze dobrze służy demokracji i społeczeństwu obywatelskiemu. Jesteś radnym miasta, odpowiadasz za miasto, jesteś radnym dzielnicowym, odpowiadasz za sprawy lokalne.



