Drag Queen: W Krakowie hejt nie jest odczuwalny. To tutaj „wyszłam z szafy” [nasz wywiad]

Ka Katharsis / fot. Karol Szafrański

– Niestety, jeszcze bardzo dużo czasu musi minąć , by Polacy przyjęli do wiadomości, że LGBT+ było, jest i będzie częścią społeczeństwa. Polityka wybrała na celownik nas, bo zaczynamy być coraz bardziej świadomi, czego potrzebujemy do życia. Natrafiamy na opozycję, bo Polska boi się przyjąć pewnych prawd i zmian. Nie rozumiem dlaczego, bo tak naprawdę to nic nie zmieni. To właśnie jeszcze bardziej zjednoczy nasz naród i będziemy razem czuć się bezpiecznie – mówi w wywiadzie dla KRKnews.pl Ka Katharsis, Drag Queen. 

W rozmowie z Justyną Słowikowską artystka opowiada o ostatnim ataku na Jedyną Rewię Drag Queen w Polsce oraz Teatr Barakah. Ka Katharsis dzieli się przemyśleniami na temat przemocy skierowanej przeciwko społeczności LGBT+. Odpowie także na pytanie, czy Kraków jest tolerancyjnym miastem?

KRKnews: Czy przed ostatnimi incydentami związanymi z Teatrem Barakah, Drag Queen już wcześniej spotykały się z atakami i agresją?

Ka Katharsis: – To były bardzo sporadyczne sytuacje. Kiedy mamy rewie, to zawsze wychodzimy przed teatr na papierosa czy dla złapania świeżego powietrza, bo jest tam ciasno i duszno. Spotykamy się tam z naszą publicznością i rozmawiamy, więc jak przechodziły różne osoby pod Barakah, to zdarzały się różne reakcje. Było to bardziej na zasadzie zdziwienia czy mówienia coś tam pod nosem, ale nigdy nie był to personalny atak: „O Boże, facet przebrany za babę!”. Takich sytuacji nie było, ale zdarzały się niekorzystne reakcje. Widać czy ktoś się patrzy przyjaźnie czy też nie.

Miałyśmy eventy poza rewią jak Chochla Literacka, która co jakiś czas odbywała się jako cykliczna impreza w Teatrze Barakah. Widzowie niekoniecznie spodziewali się, że będą tam Drag Queen. Czasami osoby, które przychodziły nie wiedząc, co mogą zobaczyć, wychodziły z przedstawienia. Nie podobało im się to, ale nigdy nie dochodziło do personalnego czy bezpośredniego ataku.

– Co dokładnie wydarzyło się niedawno w Teatrze Barakah?

– Kiedy skończyła się pierwsza część nowego show Papiny McQueen, to ludzie wyszli na zewnątrz. Wśród widowni znajdowały się dwie Drag Queen, które stały przed teatrem. Przeszli obok nich trzej mężczyźni. Zobaczyli Drag Queen, plakaty z Papiną i kolorowe osoby z publiczności, która zwykle się przebiera i nie ukrywa powiązań ze środowiskiem LGBT+. Panowie zaczęli wyzywać ludzi. Zaczęli obrażać Drag Queen i doszło do ataku personalnego. Była wielka publika, bo na widowni było sto osób. Często są to też osoby heteroseksualne, które zaczęły bronić Drag Queen i teatru. Chłopcy przestraszyli się tej kontry, ale swoje powiedzieli. Zwyzywali i poszli.

Na drugi dzień w repertuarze była ta sama rewia Papiny. Dwie osoby o godz. 16.00, kiedy teatr jest zamknięty, skopały drzwi, rozwaliły szybę i potargały plakat z wizerunkiem McQueen. Akurat sąsiad stał w oknie i palił papierosa, więc zwrócił uwagę i został zwyzywany od pedałów. Sąsiad pogonił mężczyzn, ale zdążyli narobić szkód.

Było to dzień po dniu. Był to bardzo mocny atak na rewie, teatr i środowisko LGBT. Ciężko mi stwierdzić, czy te dwa wydarzenia się ze sobą łączyły. Może to dwie odrębne sprawy. Jest to, jednak, namacalny atak.

– Czy wiadomo kto zaatakował teatr?

– Niestety, materiały z kamer są niewyraźne. Sprawa trafiła do policji. Jeszcze nie znaleźliśmy sprawcy, ale śledztwo jest w toku.

Tylko u nas! Sekrety Rewii Drag Queen w Krakowie! [niesamowite zdjęcia]

– Homofobiczne naklejki w „Gazecie Polskiej”, atak na Teatr Barakah i przemoc na Marszu Równości w Białymstoku. Ataki na środowisko LGBT są coraz bardziej agresywne. Nie boisz się?

– To ma miejsce na przestrzeni publicznej od ostatnich trzech miesięcy. Hejt na środowisko LGBT+ jest bezpośrednio ukierunkowany. Nie ma co ukrywać – rząd i kościół pokazały, że jesteśmy zagrożeniem. Osoby bez otwartej głowy i ślepo wierzące w to, co mówi się im odgórnie, przyjmują to jako prawdę. Ludzie widzą ataki na środowisko LGBT+. Mówi im się, że to zło czy pedofilia. To nie ma tak naprawdę żadnego związku z rzeczywistością. Polacy zaczynają w to wierzyć.

W tym czasie nie było mnie w Polsce przez miesiąc. Robiłam spektakl w Teatrze Narodowym w Wilnie. Litwa to bardzo małe państwo. Mieszkańców jest tyle, co w Warszawie. Jechałam tam bojąc się, że doznam hejtu. Okazało się, że przez miesiąc nie zostałam ani razu zaatakowana słownie czy czynami jako Drag Queen i osoba transpłciowa. Zdarzało mi się być w szpilkach i makeupie, ale ludzie nie reagowali, bo tam karalny jest hejt.

– Czy takie prawo jest nam potrzebne?

– W Polsce przemoc słowna jest na poziomie dziennym. Wyszłam tylko na lotnisko po powrocie z Wilna, palę papierosa, a zaraz słyszę komentarze „To chłop czy baba?” czy „Hahaha co to w ogóle jest?”. Powiedziałam sama do siebie na głos „Kaśka, witaj w Polsce”.

Niestety, jeszcze bardzo dużo musi minąć czasu, by Polacy przyjęli do wiadomości, że LGBT+ było, jest i będzie częścią społeczeństwa. Polityka wybrała na celownik nas, bo zaczynamy być coraz bardziej świadomi, czego potrzebujemy do życia. Natrafiamy na opozycję, bo Polska boi się przyjąć pewnych prawd i zmian. Nie rozumiem dlaczego, bo tak naprawdę to nic nie zmieni. To właśnie jeszcze bardziej zjednoczy nasz naród i będziemy razem czuć się bezpiecznie.

Zostaliśmy podzieleni i dochodzi do takich rzeczy, jakie miały miejsce w Białymstoku. Był to pierwszy marsz w tym mieście. Taka sytuacja miała miejsce 10 lat temu w Krakowie, kiedy organizowano pierwszy Marsz Równości. Niestety, przez te lata się nic nie zmieniło i Polska zatoczyła koło. Zwykle opozycja na takich wydarzeniach to małe grupki, składające się z 20-30 osób pikietujących. Na marszu w Białymstoku grupa była większa niż sam marsz. Pierwszy raz po tak długim czasie środowisko LGBT+ doznało takiego aktu agresji i przyzwolenia na to.

Parę dni wcześniej Gazeta Polska ogłosiła naklejki „Strefa Wolna od LGBT”. Osoby nieotwarte będą faktycznie przyjmować, że jesteśmy zagrożeniem. Nie chce łączyć faktów, ale wydaje mi się, że ma to wpływ na to jak ludzie się czują i czy jesteśmy bardziej szykanowani czy nie.

Ka Katharsis / fot. Piotr Mleczko

– Wspomniałaś, że po powrocie do Polski od razu słyszałaś negatywne komentarze. Jak to wygląda w Krakowie w porównaniu do Gdyni, gdzie obecnie mieszkasz?

– Gdynia to małe miasteczko napływowe. Na północy jest trochę inna mentalność niż w Małopolsce, jednak Kraków jest dużym miastem, przyzwyczajonym do kolorowych ludzi i różnych narodowości. Jest tu mnóstwo turystów, więc ten hejt jest mało odczuwalny i widoczny poprzez dużą liczbę osób, która tu mieszka. Łatwo wpasować się w tłum. Są miejsca przyjazne i bezpieczne dla osób LGBT+ jak Cocon, Lindo Bar czy LaF. Można tam pójść i wiadomo, że środowisko LGBT+ zawsze tam było i będzie. Mieszkańcy oswoili się z tym, że jesteśmy. Hejt nie jest odczuwalny.

W Gdyni zdarzają się jakieś incydenty, bo jest to małe miasto i jestem tam już kojarzona. Większość ludzi jest ciekawa mojej osoby. Mam dużo tatuaży i ludzie znają mnie jak to bywa w miasteczkach, ale są przyjaźni i otwarci. Czuć jednak dystans. Odbieram to bardzo personalnie. Nie zostałam zaatakowana i uważam, że zmieniło się na plus, mimo obecnej sytuacji politycznej.

– Czyli Polacy są coraz bardziej tolerancyjni, mimo ataków na środowisko LGBT+?

– Politycy są głośni, ale my też coraz głośniej mówimy. Organizacje LGBT+ coraz bardziej naciskają na edukacje. Jest wiele inicjatyw jak marsze, wydarzenia czy dokumenty, w których jesteśmy pokazani jak Ty. Możemy usiąść przy jednym stoliku czy jechać jednym tramwajem. Ludzie przestają ukrywać i wstydzić się seksualności.

Dużo się zmienia, pomimo całej kontry. To w końcu przejdzie. Chyba politycy nie spodziewali się obrony z drugiej strony. Nie chowamy głowy w piasek i nie rezygnujemy z marszy równości czy inicjatyw kulturowych. Tak jak w przypadku rewii. Nie zaprzestaniemy przestawień. To nas motywuje, że mamy z czym walczyć i oswajać ludzi. Mamy takie samo prawo do egzystowania jak heteronormatywne środowisko.

– Czy wybierasz się na Wieczór Solidarności ze Społecznością LGBT+ w magistracie?

– Niestety, wracam już do Gdyni w czwartek. Chciałabym zostać, spotkać się i zobaczyć z ciekawości jak to wygląda. Nie ukrywam, że społeczność krakowska zawsze będzie moją społecznością. Było to pierwsze miasto, do którego przyjechałam z mojego miasteczka na Podkarpaciu. Oswajałam się tutaj i wychodziłam z szafy. Zobaczyłam, że środowisko LGBT+ istnieje i jest widoczne na ulicy.

W małych miastach tego nie ma. Ludzie się boją i jest trochę inna mentalność. Zawsze będę tu wracać. Występuje tutaj i spotykam z ludźmi oraz organizacjami. Jestem głosem środowiska LGBT+ w Krakowie i ciesze się, że mogę być coraz bardziej tym głosem również w całej Polsce. Zaczęłam współpracować z różnymi organizacjami i mówię głośno o prawach osób LGBT+ i kobiet transpłciowych czy ludzi niebinarnych.

O tym najmniej się mówi, bo najwięcej tematów dotyczy lesbijek, gejów czy osób biseksualnych. Trzeba opowiadać także o tym, co nie jest tak bardzo widoczne. Kobiety transpłciowe czy osoby niebinarne sprawiają, że ludzie nie wiedzą z czym to się wiąże. Potrzebujemy edukacji i cieszę się, że organizacje LGBT+ położyły na nią nacisk i na widoczność tych osób.

– Czy prezydent Jacek Majchrowski powinien w końcu zostać patronem Marszu Równości w Krakowie?

– To wszystko zależy od polityki rządu i kościoła. Osoba będąca przy władzy musi patrzeć nie tylko na swoje miasto, ale również musi być podporządkowana czemuś wyżej. Wydaje mi się, że jest to coś co się zmieni i teraz słucha się ludzi. Spotkanie w magistracie jest potrzebne. Będzie to moment zjednoczenia środowiska LGBT z czymś bardziej publicznym.

Miasto zezwala na tęczowe inicjatywy. Nasza rewia Drag Queen w Teatrze Barakah dwukrotnie uczestniczyła w Nocy Teatrów i była w oficjalnej rozpisce wydarzeń. Miasto nie bało się tego wrzucić. Każdy wie, że Drag Queen są ze środowiska LGBT i walczyły kilkadziesiąt lat temu o prawo do równości. Małymi kroczkami to się zmienia i to widzę, mimo że opozycja jest coraz większa.

View this post on Instagram

Kochani, miałam prowadzić dziennik z wyjazdu na Litwe. Pisać posty z życia codziennego i pracy przy spektaklu #borderlinequeenkerstas …Tak miałam. Nawet uratowałam swój honor bogatymi relacjami, które dość owocnie sypałam na prawo i lewo, łapiąc internet gdzie się da. Jednak dobrze, że tego nie zrobiłam. Na Litwie zdałam sobie sprawe gdzie jestem, z kim jestem i jaka jestem. Nabrałam dystansu do swojej pracy i tego co zrobiłam do tej pory, a ogrom tego wybucha coraz szybciej w tym roku. Do życia prywatnego i uświadomienia sobie – Kaśka, i tak już wszystko postawiłaś na jedną karte! Nie ma odwrotu". Zaczęłam żyć ( najwyższa pora). Już to mówiłam, ale ten miesiąc to nie była tylko praca przy spektaklu. To ludzie. To właśnie Ci kolorowi ludzie sprawiają, że opowiadam ich historie sobą samą. Zabrałam od nich wszystko co piękne. Bo to piękni ludzie ( nawet Gąsiu). Pełni pomysłów, zaparcia i kreowania swojego świata. Mogłabym pisać o słuchaniu Vengaboys, przekomarzaniu i zaczepek Gąsia ze Starą, które doprowadzały mnie do bólów brzucha i płaczu ze śmiechu, wracaniu nad ranem z klubów, moich podbojów miłosnych czy opowieści "homofobicznych" Liudy ( czarny humor ). To jednak historie do odtworzenia innym razem. Bo to dopiero początek moich opowieści. Tak. Chyba mam potrzebe emocjonalnego ekshibitionizmu ( jakbym już tego nie robiła na scenie). Rehabilituje brak dziennika na rzecz kaśkowych felietonów. Które może niebawem uda mi się nawet zilustrować. fot. D. Matvejevo

A post shared by ka katharsis (@kakatharsis) on

– Co powiedziałabyś osobom, które w debacie publicznej mówią, że „LGBT to zboczeńcy w sukienkach, co gwałcą dzieci”?

– Przede wszystkim muszą otworzyć głowy i serca, a potem wrócić do historii. Niech przeczytają jakie osoby ze świata LGBT+ funkcjonowały na przestrzeni setek lat, skąd środowisko LGBT+ się wywodzi, dlaczego walczy o swoje prawa idlaczego Polska zamknęła się na takie osoby. Należy cofnąć się i popatrzeć to co zrobiły inne kraje czy na fakty.

Homoseksualność czy środowiska LGBT+ nie są schorzeniem ani ruchem politycznym. To nie ma żadnego związku z tym. Często w Polsce funkcjonuje pojęcie „gender”. Nie ma czegoś takiego jak „ideologia gender”. To coś co wymyślił sobie rząd. To dość zabawne, bo pod słowo „płeć” podporządkowano środowisko LGBT+, które funkcjonowało już o wiele wcześniej i małymi kroczkami dochodziło do publicznej walki o równe praw.

To kwestia otworzenia serca. Tak naprawdę takie osoby nie zdają sobie sprawy, kto może być gejem, lesbijką czy biseksualistą w ich towarzystwie. Gdy rodzi się dziecko, to wiele rodziców nie wie jakiej płci i seksualności ono będzie. Może urodzić się chłopcem, ale jak zacznie siebie poznawać to okaże się, że to osoba transpłciowa i jest dziewczynką. I co wtedy? To wszystko jest do przyjęcia.

Trzeba otworzyć głowy na seksualność, która jest faktem i jest mnóstwo publikacji czy książek na ten temat. Nie żyjemy 40 lat wstecz, gdy tego nie znano. Teraz psychologia i seksuologia głośno postawiła postulaty, że to nie jest zboczenie. Nie można traktować homoseksualizmu jak pedofili czy zoofili, bo to nie jest to. Trzeba otworzyć się na drugiego człowieka, bo to my ustalamy podziały kto jest lepszy, a kto groszy. Bo co? Gorszy, bo kocha osoby innej płci? Trochę bezsensu, żeby przez to obrażać czy dyskryminować ze społeczeństwa.

Rozmawiała Justyna Słowikowska

Ka Katharsis / fot. Ka Katharsis

* Ka Katharsis mówi o sobie: Jestem demonstratorką sztuki, performerka, glamazonkaą Fizycznie rocznik 87′, jednak mentalnie pamiętam czasy budowania piramid. Aktywistka walcząca o prawa środowiska LGBT+, z naciskiem na osoby transpłciowe i niebinarne. Zajmuję się szeroko pojętymi działaniami artystycznymi, od tworzenia po edukacje. Jestem autorką wielu wystaw, moja twórczość dostępna jest w galeriach sztuki, domach aukcyjnych oraz zbiorach prywatnych w Polsce i za granicą. Designerka i projektantka kostiumów. Na co dzień trans Matka, otwierająca ludzkie szafy, gdzie pomieszkują dzikie stwory. Stwory, które oswajam, otaczam opieką i uwalniam na zewnątrz. W domowym zaciszu słynę ze smażenia naleśników i dokarmiania ciepłem queerowych Istot. 

 

Zobacz także