– Mamy wrażenie, że przez błędną politykę kadrową i finansową dyrekcja zarządzająca Instytutem szkodzi pacjentom – tak o sytuacji w Centrum Onkologii w Krakowie mówią krakowscy parlamentarzyści, którzy wystąpili do ministra zdrowia z apelem o reakcję.
Przypomnijmy, placówka jest na skraju upadku. Jej zadłużenie przekracza wartość budynków przy ul. Garncarskiej i całego sprzętu medycznego. Pracownicy wiązali duże nadzieje z ubiegłoroczną zmianą na stanowisku dyrektora placówki, jak się jednak okazało, ich entuzjazm był przedwczesny.
Masowa redukcja
Zmiany wprowadzane przez nowe władze szpitala nie tylko nie uzdrowiły sytuacji w lecznicy, lecz pogrążyły ją jeszcze bardziej. W maju wypowiedzenia złożyło 9 lekarzy Kliniki Onkologii Klinicznej, a zamiar rezygnacji z pracy zgłaszają kolejni medycy. Ich zdaniem, szukając oszczędności dyrektor Konrad Dziobek pozbył się najlepszych specjalistów, w tym prof. Wojciecha Wysockiego, kierującego oddziałem chirurgii onkologicznej czy prof. Pawła Blecharza, szefa Kliniki Ginekologii.
Głośnym echem odbiła się sprawa dr. Marka Ziobry, który po odmowie wręczenia wypowiedzenia kilku swoim lekarzom sam zdecydował się na odejście.
Szpital pod lupą polityków
Sytuację w krakowskim Instytucie wzięli pod lupę parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej. Ich zdaniem polityka dyrekcji może doprowadzić do sytuacji, w której za kilka miesięcy pacjenci ze zdiagnozowanymi chorobami nowotworowymi nie będą mieli możliwości leczenia, co więcej, działania dyrektora Dziobka przyniosą ze sobą spadek renomy jednego z najważniejszych ośrodków onkologicznych w Polsce.
– 1 września odeszło pięciu profesorów i dwóch doktorów, zapewniania, że w mich miejsce zostali przyjęci nowi lekarze są nieprzekonujące. Obawiamy się, że przyjęci lekarze nie spełniają wymogów, jakie stawia się instytutom badawczym – stwierdził poseł Jerzy Meysztowicz. – Okazuje się, że w tej chwili mamy więcej rezydentów niż lekarzy, to niepokojące, bo ta renoma została zmarnowana – dodał.
Senator Bogdan Klich podkreślał, że sytuacja w Instytucie Onkologii jest ewenementem na skalę europejską. – To jest utrata 75 proc. specjalistów zajmujących się chemioterapią. To sytuacja niewyobrażalna w standardach europejskich. To urąga wszelkim standardom, a dyrekcja nie czyni nic, żeby temu zaradzić. Decyzja o odejściu dr. Ziobry z funkcji ordynatora zapadła kilka miesięcy temu. W maju było wiadomo, że odejdą też inni specjaliści i nie podjęto żadnych działań – punktował.
Poseł interpeluje
Zaniepokojony kryzysem w Instytucie poseł Meysztowicz skierował interpelację do ministra zdrowia, w której pyta o to, jak od września – a więc po odejściu sześciu najwybitniejszych specjalistów (kolejnych dwóch odejdzie w listopadzie) – będzie funkcjonować Klinika Onkologii Klinicznej, gdzie będą leczeni pacjenci, otrzymujący terapię w ramach NFZ, kto będzie ich leczył w przypadku braków kadrowych oraz czy w związku z odejściem personelu zostanie zlikwidowany oddział chemioterapii dziennej.
Meysztowicz podkreślił, że oczekuje wizyty ministra Łukasza Szumowskiego w krakowskiej placówce.
Szpital odpowiada: „Czas pokaże…”
Odpowiedź szpitala budzi sporo wątpliwości. Elżbieta Łuczyńska w rozmowie z KRKnews.pl zaznaczała, że część lekarzy wycofało wypowiedzenia. – Na dzisiaj na chemioterapii pracuje dziewięciu specjalistów onkologicznych i 10 rezydentów. Zostało zatrudnionych dwóch lekarzy, którzy będą zajmowali się leczeniem m.in. szpiczaków, chłoniaków i białaczek . Został zmieniony ordynator, który zmieni profil Kliniki Onkologii Klinicznej – wyjaśnia Elżbieta Łuczyńska, rzeczniczka szpitala. – Zostały podjęte działania, które zmienią trochę instytut, moim zdaniem, czasem niestety trzeba zmienić pewne rzeczy, żeby mieć efekty – dodała.
W jej opinii sytuacja, w której na oddziale pracuje więcej lekarzy rezydentów niż specjalistów nie jest niczym nadzwyczajnym, bowiem każdy z lekarzy może mieć pod swoją opieką do trzech młodszych kolegów.
Łuczyńska sugerowała, że zaistniałej sytuacji winne są poprzednie władze Instytutu. – Pewne rzeczy są związane z sytuacją instytutu, która była już wcześniej. Polityka kadrowa była zła od jakiegoś czasu, gdyby nie to, nie byłoby zmian – powiedziała.
Co zatem czeka placówkę po odejściu z Instytutu najważniejszych nazwisk w polskiej onkologii? – Każdy z nas się zmienia. Instytut też się zmieni. To pokaże czas. Trudno mi oceniać pracę ludzi, którzy pracowali i którzy będą pracować – kończy Łuczyńska.



