Lockdown. Co zrobi rząd? Chce, ale się boi. Nie koronawirusa

Fot. krknews.pl

Zwykle w każdym czwartek rząd ogłasza kolejne obostrzenia mające ograniczyć rozwój epidemii koronawirusa. Czy tak będzie i tym razem? A może czeka nas całkowity lockdown? Przecież liczba zakażeń znowu rośnie i mamy coraz więcej ofiar śmiertelnych.

Czwartek to ten dzień tygodnia, w którym rząd ogłasza nowe obostrzenia. Tym razem najważniejszą informacją ma być decyzja dotycząca cmentarzy. Przy ciągle rosnącej liczbie nowych zakażeń koronawirusem i kolejnych zgonach z powodu COVID-19 można by się spodziewać, że zamknięcie nekropolii to oczywista oczywistość. Co bardziej zapobiegliwi twierdzą, że należałoby wprowadzić całkowity lockdown. A co na to rząd? Można odnieść wrażenie, że chce, ale się tego boi.

Argumenty za

Główny argument za kolejnymi, być może nawet najbardziej drastycznymi ograniczeniami jest fakt, że dotychczasowe obostrzenia nie zahamowały rozwoju epidemii. To prawda – że we wprowadzaniu ograniczeń zabrakło konsekwencji. Do szkoły nie chodzą tylko starsi uczniowie, młodsi nadal uczą się tradycyjnie. Wprowadzano zakaz siadania w lokalach gastronomicznych, ale w kościołach nadal wolno się gromadzić. Nie wolno pływać na basenie i ćwiczyć w siłowni, ale mecze można rozgrywać. Nie spodziewajmy się, że dziś te absurdy znikną.

Drugi powód za kolejnymi ograniczeniami to dramatyczna sytuacja służby zdrowia. Wprawdzie rząd zapewnia, że łóżek i respiratorów w szpitalach nie brakuje, ale co jakiś czas pojawiają się kolejne informacje o karetkach czekających na możliwość zostawienia pacjentów na szpitalnym oddziale ratunkowym. W jednym z małopolskich szpitali zabrakło już miejsc w kostnicy.

Trzeci argument – to sytuacja polityczna. Wprowadzając całkowity lockdown teoretycznie można by zakazać wszystkich manifestacji, które od kilku dni nie schodzą z ulic polskich miast i miasteczek.

Argumenty przeciw

Ale rządząca partia boi się tego, że społeczeństwo może się nie zastosować do lockdownu. Decyzja o całkowitym zamrożeniu gospodarki i życia społecznego mogłaby nawet jeszcze bardziej rozgrzać nastroje i wyciągnąć na ulice tych, którzy do tej pory protestom przyglądali się z domowych pieleszy. A tego rząd chyba nie chce…

Nie bez znaczenia jest też to, że w budżecie i poza nim nie ma już rezerw finansowych, by tak dotować zamrożoną gospodarkę, jak to było wiosną tego roku. Teraz nie było nawet pieniędzy na zasiłki dla matek, które musiałyby zostać z dziećmi z najmłodszych klas podstawówek, więc tych uczniów puszczono do szkoły.

Co zrobi rząd?

Na pewno po raz kolejny będzie nas przekonywał, że wszystko jest pod kontrolą. A my po raz kolejny w to nie uwierzymy. Ale nie wiem, czy to wystarczy, by przetrwać epidemię.

Grzegorz Skowron

Zobacz także