Wakacyjny zarobek, pierwsza lekcja przedsiębiorczości czy niepokojący sygnał problemów społecznych? Kraków zalała fala dzieci i młodzieży szukających na ulicach butelek kaucyjnych. Zjawisko, które miało uczyć ekologii i wartości pieniądza, wywołało w mieście gorącą dyskusję, dzieląc mieszkańców i stawiając pytania o przyszłość polskiego systemu kaucyjnego.
Na ulicach Krakowa od tygodni można zaobserwować nowy trend wśród dzieci i młodzieży. Najmłodsi mieszkańcy miasta, chcąc sobie dorobić podczas wakacji, zaczęli masowo zbierać butelki kaucyjne. Idąc Plantami, nikogo już nie dziwi widok młodzieży jeżdżącej na rowerach z ogromnymi workami od śmietnika do śmietnika i szukających dodatkowych opakowań do zwrotu. Dzieci na „kaucyjne łowy” umawiają się często przez Internet za pomocą popularnych komunikatorów.
Jedni twierdzą, że młodzi działają dla dobra nas wszystkich, argumentując że to nie tylko zarobek dla nich, ale także czystsze środowisko dla wszystkich mieszkańców. Z kolei druga strona widzi w tym szkodliwe nawyki promujące „robienie z najmłodszych śmieciarzy”. W obliczu zapowiadanych zmian, które mają uprościć system kaucyjny w całej Polsce, otwarte pozostaje pytanie: Gdzie leży prawda? Czy jest to lekcja przedsiębiorczości i ekologii, czy raczej komercjalizacja dzieciństwa? – Moim zdaniem przeciwstawianie sobie tych dwóch perspektyw trochę upraszcza problem. System kaucyjny jest przecież celowo oparty na bodźcu ekonomicznym. Chcemy, aby opakowanie przestało być traktowane, jak bezwartościowy odpad i zaczęło mieć dla konsumenta konkretną wartość. Dzieci i młodzież po prostu bardzo szybko zauważyły ten mechanizm. Natomiast ważne jest, w jakich okolicznościach zbierają opakowania. Jeżeli dziecko podczas spaceru czy po szkole zbiera kilka butelek, żeby zarobić na swoje drobne wydatki, można rzeczywiście potraktować to jako formę dziecięcej przedsiębiorczości. Nie jest to zresztą zjawisko zupełnie nowe – my, starsze pokolenia, zbieraliśmy makulaturę czy butelki zwrotne – zauważa Dr Justyna Berniak-Woźny z Wydziału Interdyscyplinarnego w Krakowie Uniwersytetu SWPS.
W rozmowie z KRK News ekspertka zaznacza, że wszystko zależy od kontekstu, w jakim to się dzieje oraz jak ważną rolę pełni tutaj rodzina i szkoła. – Inaczej oceniałabym sytuację, w której dziecko regularnie przeszukuje kontenery z ekonomicznej konieczności. Nie powinniśmy romantyzować takiego zjawiska, nazywając je edukacją ekologiczną czy przedsiębiorczością. W takim przypadku system kaucyjny może po prostu uwidaczniać istniejące problemy społeczne i sytuację materialną części rodzin. Dodałabym jeszcze jedną rzecz. Sam fakt, że dziecko wrzuci butelkę do automatu i otrzyma 50 groszy, nie oznacza jeszcze, że nauczyło się zasad gospodarki obiegu zamkniętego. System kaucyjny uczy przede wszystkim, że opakowanie ma wartość ekonomiczną. Żeby nauczył również, dlaczego warto zawracać materiały do obiegu, potrzebny jest kontekst edukacyjny. I tutaj ogromną rolę odgrywają szkoła i rodzina – zaznacza nasza rozmówczyni.
Mieszkańcy podzieleni. Stygmatyzacja czy budowanie wspólnoty?
Temat dzieli mieszkańców Krakowa. Przeciwnicy takiej aktywności zwracają uwagę, że taki trend wpływa na relacje rówieśnicze, a zbieranie butelek zamiast być powodem do dumy i zyskownym hobby, zaczyna prowadzić do wykluczenia. „Dzisiaj na Kazimierzu znowu latają mali zbieracze śmieci. Sama widziałam, jak prosili turystów o dodatkowe butelki. Kraków zaczyna być miastem prymitywnym, gdzie w śmieciach widzi się pieniądze” – czytamy na jednej z lokalnych grup dla mieszkańców. W opinii Dr Justyny Berniak-Woźny należy być ostrożnym z jednoznaczną odpowiedzią, ponieważ nie mamy jeszcze wystarczających polskich badań dotyczących wpływu systemu kaucyjnego na relacje między dziećmi. – Możemy przewidzieć dwa zupełnie różne mechanizmy. Jeżeli zbieranie odbywa się wspólnie – na przykład klasa zbiera opakowania na określony cel, drużyna sportowa dofinansowuje w ten sposób wyjazd czy dzieci organizują zbiórkę dla schroniska – może to budować poczucie sprawczości i nawet podnosić status takiej aktywności. Jeżeli natomiast dziecko zbiera butelki samotnie, szczególnie bezpośrednio ze śmietników, może pojawić się zupełnie inna interpretacja: rówieśnicy mogą zacząć odczytywać takie zachowanie jako sygnał trudnej sytuacji materialnej i wtedy rzeczywiście powstaje ryzyko stygmatyzacji. Dlatego bardzo ważny jest język, jakim opisujemy to zjawisko. „Zbieranie śmieci” i „odzyskiwanie wartościowego surowca” opisują dokładnie tę samą czynność, ale społecznie znaczą coś zupełnie innego – ocenia ekspertka z Wydziału Interdyscyplinarnego w Krakowie Uniwersytetu SWPS.
Jak usprawnić polski system kaucyjny?
System kaucyjny w Polsce funkcjonuje od niespełna roku, a już w sejmie trwają prace nad jego poprawieniem. Nowe przepisy mają m.in. uprościć samą procedurę. Jednak w jakim kierunku powinien ewoluować polski system kaucyjny, tak aby ten temat przestał elektryzować opinię publiczną? – System funkcjonuje od 1 października 2025 r. i bardzo szybko zwiększył skalę działania. Według oficjalnych danych do końca czerwca 2026 r. zwrócono około 2,3 mld opakowań, działało około 64 tys. punktów zwrotu, a 87 proc. zwrotów odbywało się przez automaty. To oznacza, że zasadniczy mechanizm działa. Teraz najważniejsze jest poprawienie doświadczenia użytkownika. System powinien być dla konsumenta maksymalnie prosty: kupuję napój, płacę kaucję, a potem mogę bez problemu oddać opakowanie i odzyskać pieniądze. Bez zastanawiania się, czy dany sklep je przyjmie, jak długo ważny jest bon albo gdzie właściwie można go wykorzystać. Drugim obszarem jest cyfryzacja zwrotu kaucji. W przyszłości warto umożliwić jej zwrot bezpośrednio na kartę lub na konto. Papierowy bon może pozostać jednym z rozwiązań, ale nie powinien być jedynym – mówi w rozmowie z KRK News Dr Justyna Berniak-Woźny.
Likwidacja czy modyfikacja?
Nie każdy jest jednak zwolennikiem systemu kaucyjnego. Konfederacja złożyła w sejmie projekt zakładający jego likwidację. Czy jednak takie rozwiązanie jest w ogóle wykonalne i skąd bierze się krytyka obecnego systemu? – Formalnie przepisy oczywiście można zmienić. Pytanie brzmi jednak, co miałoby zastąpić system kaucyjny. Prawo unijne wyznacza państwom członkowskim bardzo wysokie cele selektywnej zbiórki plastikowych butelek i puszek, a system kaucyjny jest jednym z podstawowych narzędzi ich realizacji. Odstępstwo jest możliwe, ale w praktyce realne przede wszystkim dla państw, które już osiągają bardzo wysokie poziomy selektywnej zbiórki. Dlatego uważam, że sama dyskusja o „likwidacji” jest trochę źle postawiona. Możemy rozmawiać o tym, jak osiągnąć cel w sposób prostszy i bardziej efektywny, ale nie możemy zlikwidować samego celu środowiskowego. Jednocześnie nie lekceważyłabym krytyki obecnego systemu. Nie bierze się ona wyłącznie z niechęci do ekologii. Są realne problemy dotyczące wygody zwrotu, sposobu odzyskiwania kaucji, kosztów infrastruktury, sytuacji mniejszych sklepów, wpływu wyjęcia wartościowych frakcji ze strumienia odpadów komunalnych czy wreszcie tego, co dzieje się z kaucją, która nie została odebrana. To są kwestie, które trzeba analizować bardzo poważnie, również z punktu widzenia przejrzystości i zaufania społecznego. Moim zdaniem są to jednak argumenty za poprawą systemu, a nie za jego likwidacją. Tym bardziej że przedsiębiorcy, operatorzy i handel ponieśli już znaczące nakłady, a konsumenci dopiero uczą się nowych zasad i wyrabiają nowe nawyki. Największym zagrożeniem dla systemu nie jest dziś to, że Polacy nie będą chcieli oddawać opakowania. Większym ryzykiem jest sytuacja, w której uznają system za skomplikowany, nieprzejrzysty albo niesprawiedliwy. System kaucyjny opiera się nie tylko na bodźcu ekonomicznym, ale również na zaufaniu konsumenta, że pieniądze można łatwo odzyskać, a cały mechanizm ma sens. Dlatego zamiast pytać: „likwidować czy zostawić?”, pytałabym raczej: co zrobić, żeby system był tak prosty, wygodny i przejrzysty, że za kilka lat przestaniemy w ogóle zastanawiać się nad jego istnieniem? – wyjaśnia Berniak-Woźny.
Zagraniczne lekcje: Czego możemy nauczyć się od sąsiadów?
System kaucyjny obowiązuje już w większości państw europejskich. Jakich lekcji możemy się nauczyć od państw, które mają systemy kaucyjne znacznie dłużej? – Pierwsza lekcja to cierpliwość. Takiej reformy nie powinno się oceniać wyłącznie na podstawie pierwszych miesięcy jej funkcjonowania. Konsumenci muszą nauczyć się nowych zachowań, handel musi zbudować odpowiednią infrastrukturę, a producenci muszą dostosować opakowania i logistykę. Doświadczenia państw, w których systemy kaucyjne działają od wielu lat, pokazują, że z czasem zwrot opakowań może stać się po prostu elementem codziennych zachowań konsumenckich. Druga lekcja to prostota i przewidywalność zasad. Dobrym przykładem są Niemcy, gdzie ustandaryzowany system kaucyjny dla jednorazowych opakowań funkcjonuje od 2006 r. Dziś osiąga wskaźniki zwrotu przekraczające 96 proc., a około 20 miliardów opakowań rocznie wraca do obiegu. Podobnie jest w Norwegii. W 2025 r. całkowity poziom zbiórki wyniósł 98,2 proc. dla plastikowych butelek i 97,9 proc. dla puszek. Nie chodzi jednak o to, aby mechanicznie kopiować rozwiązania innych krajów. Ważniejsza jest wspólna lekcja: system kaucyjny staje się naprawdę skuteczny wtedy, kiedy zwrot opakowania przestaje być postrzegany jako szczególne „działanie ekologiczne”, a staje się zwykłą częścią codziennych zakupów. I chyba właśnie do tego powinniśmy dążyć. Nie do sytuacji, w której konsument za każdym razem myśli: „teraz robię coś dla środowiska”, ale do takiej, w której oddanie butelki jest dla niego równie naturalne, jak zabranie torby na zakupy – ocenia ekspertka z Wydziału Interdyscyplinarnego w Krakowie Uniwersytetu SWPS.
Fot. Pixabay



