Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 24 grudnia 2019
Czytanie ~4 min
Miasto · 24 grudnia 2019 · 4 min czytania

Niezwykłe święta krakowskiego skandalisty! „Ludzie już dawno odjechali, dostają białej gorączki…”

Autor: Grzegorz Górski

– Brakuje mi mrozu i skrzypiącego śniegu pod butami. Ludzie odjechali już dawno w stronę komercjalizacji świąt. Markety i centra handlowe zaraz po Wszystkich Świętych zmieniają wystrój na okołoświąteczny, wiedząc, że zbliża się okres żniw. Duża część społeczeństwa, dostaje momentami białej gorączki w pogoni za prezentami i promocjami. Smutne, ale to znak czasów, w których żyjemy. Ludzie wolą mieć niż być – mówi w wywiadzie dla KRKnews.pl Marcin Bzyk-Bąk, lider zespołu WU-HAE, który kiedyś święta spędził… na odludziu, w drewnianej chacie. 

W rozmowie z KRKnews muzyk zdradza sekret na udanego Sylwestra oraz opowiada, czego lepiej nie robić w święta i w ostatni dzień roku. Razem z nami zastanowi się, czy adoptowany pies Dejzi przemówi w Wigilię oraz skomentuje strzelanie petardami w Sylwestra. 

Marcin Bzyk-Bąk
Marcin Bzyk-Bąk

KRKnews.pl: W jaki sposób najbardziej lubi Pan spędzać święta?

Marcin Bzyk-Bąk: – Robię to bardzo różnie. Zdarzało mi się w gronie rodzinnym, samotnie, a także z przyjaciółmi. Wydaje mi się, że nie ma jednego przepisu na udane Boże Narodzenie. Każdy ma jakiś własny patent na udane święta.

Zdarzyło mi się spędzić święta i sylwestra na odludziu. Drewniana chata, dużo śniegu, piec chlebowy pośrodku izby wraz z zapieckiem. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki, po której zasiedliśmy do kolacji. Była niespieszna atmosfera, dużo dobrego jedzenia i kolędy. Chciałbym co roku móc tak spędzać święta: w dobroci, zrozumieniu i szacunku dla drugiego człowieka.

Które święta były najgorsze?

– Zmieniałem mieszkanie i działo się to akurat w grudniu. Myślałem, że uda się to załatwić tak, żeby już świętować w nowym mieszkaniu, ale niestety nie wyszło. Święta spędzałem u siebie w studio. Choinkę miałem na korytarzu.

Obecnie w święta nie ma śniegu, ludzie zamiast skupiać się na wymiarze duchowym świąt, wolą polować na prezenty. Cofnąłby się Pan do dawnych czasów?

– Z największą przyjemnością. W dzieciństwie rarytasem były kubańskie pomarańcze. O bananach słyszeliśmy na lekcjach przyrody. Mama robiła czekoladę, miała skądś przepis i produkowała ją, wlewając gorącą masę na płaski talerz. Z lubością się nią zajadałem.

Teraz brakuje mi mrozu i skrzypiącego śniegu pod butami. Ludzie odjechali już dawno w stronę komercjalizacji świąt. Markety i centra handlowe zaraz po Wszystkich Świętych zmieniają wystrój na okołoświąteczny, wiedząc, że zbliża się okres żniw. Duża część społeczeństwa, dostaje momentami białej gorączki w pogoni za prezentami i promocjami. Smutne, ale to znak czasów, w których żyjemy. Ludzie wolą mieć niż być.

Jaki jest Pana ulubiony świąteczny zwyczaj?

– Nie można zapomnieć w tym miejscu o naszych krakowskich szopkach. Są piękne i niepowtarzalne. Najbardziej lubię dzielenie się opłatkiem i wyjścia na pasterkę. Celowo mówię „wyjścia”, bo nie zawsze udawało się dotrzeć, aby zaśpiewać z innymi „Bóg się rodzi, moc truchleje”… Święta to naprawdę dobry czas do przemyśleń i spokojnego snucia planów na nadchodzący rok.

Czy myśli Pan, że pański adoptowany piesek przemówi w Wigilię?

– Mam nadzieję. Gdyby Dejzi zaczęła mówić – czego nie wykluczam – chciałbym się jej zapytać, jak jej się podoba u nas i czy zupy, które jej gotuje – smakują.
Pogadalibyśmy pewnie też o innych psiakach, które zostały w schronisku. Boję się, że po świętach część tzw. nietrafionych prezentów wyląduje właśnie w schronisku.

Marcin Bzyk-Bąk i Dajzi / fot. archiwum zdjęć M. Bzyka-Bąka

Zaraz po świętach jest Sylwester. Może zdradzi Pan sposób na udane świętowanie?

– Od szesnastu lat nie piję alkoholu, więc w hucznych Sylwestrach nie uczestniczę. Moje pomysły na spędzanie Sylwestra na trzeźwo, raczej większości nie przypadną do gustu. Generalnie najlepsze Sylwestry były w tzw. trasie. Czyli objazd po znajomych, którzy organizują imprezy w domu. Można spotkać dużo znajomych w krótkim czasie.

Jaki był najgorszy Sylwester?

– Jednego roku miałem jechać na fantastyczną imprezę za miasto. Wszystko było gotowe, alkohol załadowany do bagażnika. Pech chciał, że po drodze zepsuło się auto. Całkiem blisko miejsca, do którego jechaliśmy. Nikt po nas nie mógł przyjechać – wszyscy pijani – więc końcówkę trasy pokonaliśmy w wysokim śniegu na nogach. Po dotarciu na miejsce zdarzeń, byłem tak umęczony brnięciem w śniegu, że zaraz zasnąłem. Obudziłem się rano, już w Nowym Roku.

A co z petardami? Jest Pan teraz właścicielem psa, więc czy jest Pan za zakazaniem strzelania w Sylwestra?

– Nawet, gdy nie miałem psa, od paru lat skłaniałem się w stronę jakiejś dużej, ogólnopolskiej akcji edukacyjnej, dlaczego nie należy strzelać w Sylwestra. Zakazy raczej nic nie dadzą, ludzie muszą zrozumieć, dlaczego strzelanie jest średnim pomysłem. Wydaje mi się, że będzie jak co roku – armagedon.

Rozmawiała Justyna Słowikowska

Reklama