„Nigdy nie będziesz szła sama. Solidarnie z Joanną” – pod takim hasłem we wtorek (25 lipca) przed budynkiem policji w Krakowie odbędzie się protest.
Historią pani Joanny z Krakowa od tygodnia żyje cała Polska. We wtorek nagłośniły ją „Fakty” TVN. Kobieta była w ciąży. W kwietniu postanowiła przerwać ciążę, zażyła tabletkę poronną, po której źle się poczuła. Pani Joanna zadzwoniła do psychiatry, a lekarka na numer 112, sugerując dyspozytorowi, że kobieta może chcieć odebrać sobie życie.
Zażyła tabletkę poronną. W szpitalu zjawiła się policja. Krakowska policja wydała oświadczenie
Krakowscy policjanci pojechali na SOR szpitala wojskowego w Krakowie. Tam utrudniali pracę medykom. Pani Joannie zabrali telefon i laptop. „Policjantki kazały mi się rozebrać, robić przysiady i kaszleć. Rozebrałam się, nie zdjęłam majtek, bo wciąż jeszcze krwawiłam i było to dla mnie zbyt upokarzające, poniżające” – mówiła na antenie „Faktów” kobieta.
Kilka dni później, w rozmowie z krakowską „Gazetą Wyborczą”, pani Joanna zapewniała, że nie zamierzała odbierać sobie życia – czuła niepokój, potrzebowała uspokojenia i wyregulowania oddechu. Policja w tej sprawie nie ma sobie nic do zarzucenia. Politycy opozycji domagają się dymisji komendanta głównego policji gen. Jarosława Szymczyka.
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie aborcji dokonanej przez panią Joannę. Ona sama twierdzi, że do przerwania ciąży nikt jej nie zmuszał, tabletki poronne zamówiła przez internet. Mimo tego, prokuratura bada, czy panią Joannę nakłaniano do aborcji.
W związku z historią kobiety, Ogólnopolski Strajk Kobiet zapowiedział protest „Nigdy nie będziesz szła sama. Solidarnie z Joanną”. Odbędzie się on we wtorek 25 lipca o godz. 18.00 na ul. Królewskiej 4, pod Komisariatem Policji IV. – We wtorek, 25 lipca, o godz 18.00 staniemy pod IV Komisariatem Policji w Krakowie, na Królewskiej 4, by okazać Joannie wsparcie. By wykrzyczeć niezgodę na takie traktowanie obywatelek i obywateli. By przypomnieć, że mamy prawo samodzielnie robić aborcję (…). Joanna zadzwoniła do lekarki, bo potrzebowała wsparcia. Niezwiązanego z aborcją, ale opowiedziała lekarce o przeprowadzeniu aborcji farmakologicznej. To słowo zaalarmowało lekarkę. Pod przykrywką obawy o życie Joanny, która nie miała myśli samobójczych, o czym zapewniła, lekarka wezwała karetkę i policję do domu kobiety. Tu zaczęło się piekło. Joanna została potraktowana jak groźna przestępczyni. Policjanci towarzyszyli jej w szpitalu, twierdząc, że popełniła przestępstwo. Zabrali komputer. Szukając telefonu zmusili do rewizji osobistej (włącznie z domaganiem się przysiadów i kaszlu). Joanna nie popełniła żadnego przestępstwa – piszą organizatorzy protestu.
Patrycja Bliska



